Rosjanie powinni szukać łusek po nabojach
Z podinspektorem Henrykiem Juszczykiem, ekspertem z Zespołu Badań
Broni i Balistyki z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej
Policji, rozmawia Marta Ziarnik
Analizował Pan film nakręcony tuż po katastrofie pod Katyniem, jakie
może być źródło strzałów, które słyszymy na nagraniu pochodzącym z miejsca
katastrofy prezydenckiego Tu-154M?
– Najprawdopodobniej są to
wybuchy nabojów z broni, którą mieli przy sobie funkcjonariusze BOR. Nabój,
jeżeli leży w odpowiedniej temperaturze i się nagrzewa, to wówczas wybucha.
Następuje to w momencie, kiedy ta temperatura wyniesie powyżej 70 st. C.
Czyli możemy wykluczyć teorię, iż dźwięk ten może pochodzić z
wybuchającej instalacji elektrycznej?
– Tak, jak najbardziej.
Zarejestrowane na nagraniu strzały zdecydowanie pochodzą z broni palnej, gdyż
taki właśnie jest odgłos wystrzału. A lecący na pokładzie funkcjonariusze mieli
przy sobie broń. Jednak łuski pochodzące z broni, czy też jej metalowe
fragmenty, powinny być także na miejscu zabezpieczone.
Możliwe jest, by strzelali funkcjonariusze rosyjskich służb, którzy
usiłowali w ten sposób odstraszyć gapiów i zabezpieczyć miejsce
katastrofy?
– Faktycznie widać było na tym filmiku spacerujące
osoby. Tej hipotezy nie mogę co prawda wykluczyć, ale to trzeba zweryfikować.
Wątpliwe jest jednak, żeby Rosjanie strzelali w celu odstraszenia pojawiających
się osób. W to raczej bym nie wierzył.
Pistolety nie powinny wystrzelić zaraz po katastrofie?
–
Naboje są w magazynku, który jest umieszczony wewnątrz broni. Czyli ta broń –
ten metal musi się nagrzewać stopniowo. To nie jest tak, że on się nagrzeje
momentalnie do danej temperatury. Także to następuje stopniowo. I jeśli już
metal osiągnie określoną temperaturę, wówczas dochodzi do rozerwania
znajdujących się w nim nabojów i w konsekwencji do wybuchu.
Pod wpływem dużego uderzenia nie może dojść do wybuchu?
–
Uderzenie nie ma tutaj nic do rzeczy. Tak jak mówiłem, decyduje o tym
temperatura. Tak więc dochodzi do tego z opóźnieniem do tej katastrofy.
Strzały padały w odstępie czasowym.
– To jest – jak już
mówiłem – związane z tym, w którym momencie te naboje nabierają temperatury.
Broń była prawdopodobnie w różnych miejscach i jeżeli było środowisko, gdzie
temperatura była wyższa, to znajdująca się tam broń szybciej się nagrzewała i
szybciej wybuchała, zaś w środowisku o niższej temperaturze ta broń wybuchała
później. Stąd najprawdopodobniej ten odstęp czasowy.
Jednak na tym filmiku można usłyszeć słowa wypowiadane po polsku, a
po nich rosyjską komendę „Strzelaj!”, po której następuje strzał.
–
Można różne wersje tego zdarzenia tworzyć, natomiast żeby to wyjaśnić, wystarczy
przeszukać to miejsce i odnaleźć łuski. Na ich podstawie będzie wiadomo, z
jakiej broni pochodziły strzały. Funkcjonariusze BOR mieli przy sobie
najprawdopodobniej pistolety glock. W nim są szkielety z tworzywa, które
prawdopodobnie się stopiły, natomiast pozostały także elementy metalowe, które
muszą być zachowane.
Strona rosyjska nie podała jeszcze takiej ważnej informacji, jaką
jest znalezienie łusek.
– Nie podała, ale na pewno wszystko
zabezpieczy. Musi zabezpieczyć wszystko, więc w dowodach powinniśmy znaleźć
także te łuski i pozostałe elementy broni. Kiedyś również będzie można o to
zapytać.
Dziękuję za rozmowę.
