Rosjanie: BOR było na Siewiernym

Przedstawiciele służb ochrony Rzeczypospolitej Polskiej (BOR) byli obecni
7 i 10 kwietnia 2010 roku na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku w czasie
zaplanowanych przylotów samolotów specjalnych z premierem i prezydentem
Rzeczypospolitej Polskiej na pokładzie. W ten sposób na pytanie "Naszego
Dziennika" odpowiedział doradca dyrektora rosyjskiej Federalnej Służby Ochrony
Siergiej Diewiatow.

W piśmie przesłanym "Naszemu Dziennikowi" Federalna Służba Ochrony, odpowiednik
polskiego Biura Ochrony Rządu, zapewnia, że polscy funkcjonariusze BOR "zostali
dopuszczeniu do uprzednich uzgodnień miejsc przebywania wysokich polskich
gości". Przeczy to wcześniejszym publicznym oświadczeniom śledczych z Wojskowej
Prokuratury Okręgowej (m.in. płk. Ireneusza Szeląga), którzy twierdzili, że
oficerów BOR na płycie lotniska nie było, bo takiej zgody nie wyraziły rosyjskie
służby.
W połowie września prokuratorzy potwierdzili wcześniejsze przecieki z zeznań
polskich oficerów ochrony. "Federalna Służba Ochrony nie wyraziła zgody na
obecność funkcjonariuszy BOR na terenie lotniska wojskowego w Smoleńsku. Dlatego
też zaplanowano działania zabezpieczające ze strony BOR jedynie w odniesieniu do
miejsc pobytu osób ochranianych poza lotniskiem" – miał brzmieć fragment zeznań
oficera BOR złożonych w prokuraturze.
Zaprzeczał tym doniesieniom szef BOR, gen. bryg. Marian Janicki, który
publicznie zapewniał, że jego podwładni byli obecni na lotnisku i mieli
zabezpieczać lądowanie samolotu z polską delegacją. – Lotnisko zabezpiecza
Federalna Służba Bezpieczeństwa, Federalna Służba Ochrony i milicja – z
gospodarzy. My jesteśmy tylko po to, żeby odebrać pana prezydenta, sprawdzić,
czy wszyscy wsiedli do kolumny samochodowej, i udać się na miejsce czasowego
pobytu osoby ochranianej – mówił jeszcze 29 kwietnia gen. Janicki. Dodał, że na
lotnisku Siewiernyj było dokładnie dwóch oficerów jego służby.
Odmiennie patrzy na to prokuratura. – To zależy, kogo uważamy za funkcjonariusza
BOR. Według naszych informacji, ci, którzy zabezpieczali wizytę prezydenta, byli
w Katyniu – powiedział wczoraj z rozmowie z "Naszym Dziennikiem" kpt. Marcin
Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Odnosi się tu do hipotezy, jakoby
gen. Janicki, mówiąc o swoich podwładnych obecnych na lotnisku, miał na myśli
kierowcę ambasadora Jerzego Bahra, który jest formalnie zatrudniony w Biurze
Ochrony Rządu, ale nie zajmował się ochroną prezydenckiej delegacji.
– Nie chodzi tylko o kierowcę ambasadora. Dwóch funkcjonariuszy BOR było wtedy
na lotnisku Siewiernyj, mieli jasno i konkretnie wyznaczone zadania. BOR był
obecny na lotnisku zarówno 7, jak i 10 kwietnia – zapewnia stanowczo mjr Dariusz
Aleksandrowicz, rzecznik Biura Ochrony Rządu. Jego zdaniem, nieporozumienia
wynikają z tego, że cytowane są przecieki, a "nikt nie odnosi się do całości
materiału". – Polscy oficerowie składają zeznania. Wiem, że będą też
przesłuchiwani ci funkcjonariusze, którzy byli na lotnisku, i o swoich zadaniach
i o tym, co tam robili, będą mówić w prokuraturze – dodaje.
Major Aleksandrowicz zaprzecza także doniesieniom, jakoby Rosjanie nie wpuścili
borowców na smoleńskie lotnisko wojskowe. – Współpraca układała się dobrze i nie
mamy do FSO żadnych zastrzeżeń – stwierdził.
Zgodnie z praktyką międzynarodową za ochronę zagranicznych osobistości odpowiada
państwo przyjmujące, ale odpowiednie służby kraju macierzystego delegacji są
przez cały czas obecne i współpracują z ochroną miejscową. Na te zwyczaje
powołuje się w swoim piśmie także Siergiej Diewiatow, który nadmienia, że
analogiczne rozwiązanie jest stosowane podczas podróży zagranicznych prezydenta
i premiera Federacji Rosyjskiej.
"Informujemy, że przedstawiciele służb ochrony Rzeczypospolitej Polskiej (BOR)
brali udział w czynnościach 7 i 10 kwietnia na lotnisku Siewiernyj miasta
Smoleńska w momencie planowanych przylotów specjalnych statków powietrznych z
premierem i prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej" – czytamy w stanowisku
Federalnej Służby Ochrony.
Dopytywany o szczegóły mjr Aleksandrowicz informuje, że przynajmniej jedna z
tych osób będzie przesłuchiwana po raz pierwszy.
 

Piotr Falkowski

drukuj