Rodziny przerywają milczenie
Mimo że spotkanie prokuratorów z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej ma
się odbyć już za kilka dni, Prokuratura Generalna nie jest w stanie określić,
kto będzie w nim uczestniczył. Pełnomocnicy rodzin liczą na obecność prokuratora
generalnego Andrzeja Seremeta oraz naczelnego prokuratora wojskowego Krzysztofa
Parulskiego, którzy najlepiej znają szczegóły śledztwa.
Spotkanie w Centralnej Bibliotece Wojskowej w Warszawie ma być zamknięte dla
mediów. – Taką decyzję podjął prokurator. Będą tam przekazywane informacje
rodzinom, a nie opinii publicznej – powiedział nam ppłk Marcin Wiącek, rzecznik
prasowy komendanta głównego żandarmerii wojskowej. – Dziwię się, że prokuratura
nie chce, by w spotkaniu uczestniczyły media. To jest bardzo ważne, by ludzie
wiedzieli, co na nim będzie – mówi Beata Gosiewska, wdowa po Przemysławie
Gosiewskim. Faktem tym są zdziwieni także pełnomocnicy rodzin ofiar. Zapowiadają
postawienie szeregu pytań dotyczących współpracy prokuratury polskiej z
prokuraturą rosyjską, a także złożonych przez nich wniosków m.in. o wypożyczenie
stronie polskiej czarnych skrzynek będących w dyspozycji MAK. Wniosek taki do
polskiej prokuratury ze strony mecenasa Piotra Pszczółkowskiego, pełnomocnika
Jarosława Kaczyńskiego, wpłynął już dwa miesiące temu.
Mecenasi chcą jechać do Smoleńska
Pełnomocnicy poruszą też kwestię, czy istnieje możliwość oględzin miejsca
zdarzenia przez polskich prokuratorów, zarówno lotniska, jak i samej wieży
kontrolnej. – Chodzi o stworzenie im możliwości obejrzenia płyty lotniska i
warunków technicznych, jakie tam panują. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że to
zależy od dobrej woli strony rosyjskiej – mówi Pszczółkowski. Mecenas nie
ukrywa, że poruszy też kwestię dotyczącą uproszczenia procedur dotyczących
realizacji wniosków o pomoc prawną, co zapowiadał niedawno minister
sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. Po dokonaniu rozdzielenia funkcji
ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego nie aneksowano umów
międzynarodowych, a konkretnie umowy o pomocy prawnej z 1996 roku. Na mocy tego
dokumentu stroną dla rozmów z Rosjanami ze strony polskiej jest co do zasady
tzw. organ centralny – Ministerstwo Sprawiedliwości, ze strony Federacji
Rosyjskiej natomiast – minister sprawiedliwości lub prokurator generalny. Gdyby
Kwiatkowski ustalił z Rosjanami uproszczenie tych procedur, wówczas wnioski o
pomoc prawną mogłaby kierować sama prokuratura. – W polskich mediach jednak cały
czas ukazują się informacje, że sprawą katastrofy smoleńskiej rządzi niezależna
prokuratura i prokurator generalny Seremet. Tymczasem z braku ustaleń pomiędzy
stroną polską a rosyjską, na podstawie samych zapisów umowy z 1996 roku
prokurator generalny może zostać przez Rosjan uznany za organ nieuprawniony do
zgłaszania wniosków o pomoc prawną.
– Moim zdaniem, wnioski pochodzące z polskiej prokuratury strona rosyjska może w
przyszłości potraktować jako ułomne ze względu na to, że nie pochodzą z
Ministerstwa Sprawiedliwości – organu centralnego w rozumieniu umowy z 1996
roku. Strona rosyjska jako zasadne może potraktować tylko wnioski o pomoc prawną
pochodzące z Ministerstwa Sprawiedliwości – tłumaczy mecenas Pszczółkowski. Na
spotkaniu padnie też pytanie o protokoły sekcji zwłok ofiar katastrofy. Jak na
razie prokuratura dysponuje tylko protokołem sekcji zwłok prezydenta Lecha
Kaczyńskiego. W dyspozycji prokuratury polskiej znajdują się też zdjęcia z
sekcji zwłok prezydenta oraz dokumentacja fotograficzna sprzed przystąpienia do
sekcji zwłok. Nie ma natomiast zdjęć wykonanych po sekcji oraz podczas niej. Czy
w protokole sekcji jest oznaczona godzina śmierci śp. Lecha Kaczyńskiego? Tej
informacji mec. Rogalski nie ujawnia. – Zdjęcia z sekcji są dokumentami
niejawnymi – tłumaczy.
Tajna kancelaria
Jakie materiały niejawne znajdują w prokuraturze? Rogalski nie wie. Zaznacza
jednak, że w niedługim czasie będzie jednak chciał się zapoznać z dokumentami
tajnymi. Opieszałością w polskim śledztwie niepokoją się też rodziny ofiar. – Na
jakiej podstawie prokuratorzy wydali zgodę na pogrzeb naszych bliskich, jeśli
nie dysponują jeszcze protokołami sekcji? – pyta Andrzej Melak, brat Stefana
Melaka. Pełnomocników niepokoi też fakt, że prokuratura nie uwzględnia wniosków
o dostęp do dokumentacji niejawnej. – Nie uzyskałem żadnej odpowiedzi, a w końcu
powinniśmy mieć dostęp do wszystkich akt, również tych niejawnych – twierdzi
Bartosz Kownacki, który reprezentuje rodziny Grażyny Gęsickiej, Tomasza Merty i
Bożeny Mamontowicz-Łojek. Jego zdaniem, niezrozumiały jest ciągły brak zgody na
zrobienie fotokopii dokumentów. Według relacji mecenasa prokuratura utrudniała
dostęp do akt, tłumacząc się… wyborami prezydenckimi.
Mecenas Rafał Rogalski zapowiedział, że w poniedziałek złoży w prokuraturze
wniosek o przesłuchanie szefa MON Bogdana Klicha m.in. na temat sytuacji w 36.
Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego odnośnie do przewozu najważniejszych
osób w państwie. Mecenas powołał się na decyzję szefa MON z lutego tego roku, w
której – jak zaznaczył – jest mowa o "pilnej" potrzebie zawarcia umowy na
udostępnienie samolotów Embraer do przewozów ważnych osób. Jego zdaniem, z
decyzji tej wynika, że 36. pułk mógł nie mieć możliwości zapewnienia
bezpiecznego transportu najważniejszych osób w państwie. Zapowiedział, że będzie
wnioskował w prokuraturze o przedłożenie dokumentacji na temat oceny przez MON
sytuacji w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego. Janusz Sejmej,
rzecznik MON, zadeklarował, że minister obrony narodowej jest do dyspozycji
prokuratury w tej i każdej innej sprawie, którą śledczy będą zainteresowani.
Pytają o szczegóły
Członkowie rodzin spotkali się wczoraj z Zespołem Parlamentarnym ds. Wyjaśnienia
Katastrofy w Smoleńsku. Jak zaznaczył Antoni Macierewicz na konferencji prasowej
poprzedzającej to spotkanie, rodziny prosiły o nie, ponieważ czują się
"pozostawione same sobie". Na piątkowe posiedzenie zespołu stawili się
członkowie rodzin Stefana Melaka, przewodniczącego Komitetu Katyńskiego, Bożeny
Mamontowicz-Łojek, szefowej Polskiej Fundacji Katyńskiej i założycielki
Federacji Rodzin Katyńskich, oraz Tomasza Merty, wiceministra kultury w rządzie
Donalda Tuska. – Chcemy, by prace zespołu były rozpoczęte od wysłuchania rodzin
ofiar, ponieważ trafna jest krytyka z ich strony tego, że inne okoliczności –
techniczne czy polityczne, bardziej wciągnęły opinię publiczną aniżeli
przeżycia, świadectwa, i doświadczenie rodzin ofiar zeszło na plan dalszy. To
błąd, chcemy go naprawić – mówił Macierewicz. Poseł PiS oświadczył też, że nie
ma możliwości, by poseł PO Janusz Palikot uczestniczył w posiedzeniu zespołu,
ponieważ nie jest jego członkiem. W ten sposób poseł PiS odniósł się do
ostatniej deklaracji polityka Platformy, który oświadczył, że złoży akces do
tego gremium. – To jest posiedzenie, które jest poświęcone wysłuchaniu rodzin
ofiar, a nie kogo innego – oświadczył Macierewicz, dodając przy tym, że
członkami zespołu nie zostaną osoby, które ubliżają pamięci zmarłych w
katastrofie. – Jesteśmy bardzo rozgoryczeni postawą wobec nas ze strony tych,
którzy prowadzą śledztwo. Czujemy wsparcie tylko ze strony niektórych mediów i
Kościoła – powiedziała w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Magdalena Merta. –
Bardzo boli nas to, że istnieją przeszkody do zamontowania tablicy z nazwiskami
ofiar w krypcie wawelskiej, gdzie złożone zostało ciało pary prezydenckiej.
Rodziny miały to obiecane, teraz władze przed tym się bronią – dodaje.
Posiedzenie zespołu transmitowały na żywo TVN 24 i TVP Info. Tuż po ogłoszeniu
przerwy, w momencie kiedy jeden z zaproszonych komentatorów wyrażał szacunek i
zrozumienie wobec postulatów rodzin, prowadzący z nim rozmowę, nie spodziewając
się takiego obrotu sprawy, szybko zakończył wątek. Po przerwie na reklamy
telewizja TVN nie wróciła do tematu.
Horror w prosektorium
Na spotkaniu w parlamencie rodziny skarżyły się na sposób przeprowadzania
identyfikacji ciał ich bliskich. Dokonywano jej w moskiewskim Instytucie
Ekspertyz Medycyny Sądowej. – Brat leżał na kamiennym stole. Pokazał mi go
polski patolog. Niedaleko leżało kilka następnych ciał – mówił w rozmowie z
"Naszym Dziennikiem" Andrzej Melak, brat tragicznie zmarłego Stefana.
Mówił też podczas posiedzenia zespołu, że jeszcze w Moskwie szef kancelarii
premiera Tomasz Arabski zapewniał rodziny ofiar, że wszystkie ciała wydobyto z
wraku samolotu. W tym czasie prokurator generalny Andrzej Seremet na konferencji
prasowej w Warszawie poinformował, że nie wydobyto jeszcze ciał ofiar z kokpitu.
Opowiadał, że na miejscu pracowały tylko cztery zespoły rosyjskie. Panował
bałagan – w hotelu mylono nazwiska osób, które udały się do Moskwy. – A przecież
przechodziliśmy taką samą procedurę celną jak wszyscy, była więc możliwość
zweryfikowania tych list – mówi Melak. Przy przesłuchaniu rodzin przez Rosjan w
czasie identyfikacji nie było przedstawiciela polskiej dyplomacji ani
prokuratorów. Potwierdza to Beata Gosiewska, żona śp. Przemysława Gosiewskiego.
Ciało posła PiS identyfikował brat jego matki. Według relacji Gosiewskiej,
pozostałe ciała były przykryte. Zwłoki ofiar typowano po opisaniu rzeczy, w
jakie dana osoba była ubrana. – Tam było wiele pomyłek. Ciało Komorowskiego
pomylono z ciałem Komornickiego. Nie wiem, czy ostatecznie było to wyjaśniane.
Szokujące jest dla nas to, że mija kolejny miesiąc, a nam ciągle nie przekazano
dokumentacji sekcji zwłok – mówi Gosiewska. – Tylko dzięki skrupulatności i
zdrowemu rozsądkowi wuja mojego męża jego ciało zostało zidentyfikowane –
dodaje. Zaznacza, że znane są jej relacje żony jednego z członków załogi
tupolewa, która dziwiła się problemom z identyfikacją ciał pilotów – przecież na
mundurach wojskowych znajdują się pagony określające dystynkcje wojskowe. W
ocenie Jarosława Zielińskiego (PiS), członka zespołu, pytania rodzin pozostają
wciąż aktualne i muszą zostać uwzględnione na spotkaniu z prokuratorami.
Antoni Macierewicz zaznaczył, że niektóre media mówią o zespole jako zespole
PiS. – To nie jest zespół PiS i proszę go tak nie nazywać. To zespół
parlamentarny, do którego prac mogą włączyć się posłowie ze wszystkich klubów
poselskich – mówił poseł. Tymczasem już po pierwszej części posiedzenia na
portalu Gazety Wyborczej znalazła się nazwa "obrady Zespołu Macierewicza".
Gazeta nie ominęła też okazji, by ironicznie wypowiedzieć się o rodzinach ofiar.
Pojawiły się też aroganckie wpisy internautów typu: "Polityczna hucpa pisowskich
oszołomów". Z kolei na portalu Rzeczpospolitej nie było żadnej wzmianki o
rodzinach ofiar.
Podczas drugiej, zamkniętej dla mediów części posiedzenia, zespół powołał trzy
grupy chronologiczno-tematyczne i uzupełnił swoje prezydium o Annę Sikorę i
Arkadiusza Mularczyka. Jedno miejsce w prezydium – jak mówił dziennikarzom po
zakończeniu spotkania zespołu Macierewicz – pozostało wolne. – Ale być może będą
jeszcze inni posłowie, którzy zdecydują się wejść w skład zespołu i wtedy
prezydium zostałoby o jedną z tych osób uzupełnione. Prowadzimy już stosowne
rozmowy – zaznaczył Macierewicz. Dodał, że chodzi o posłów z innych klubów
parlamentarnych.
Akces do zespołu oprócz Palikota zgłosił już inny polityk Platformy – Grzegorz
Raniewicz. Ponieważ mówił, że śmierć polskiego prezydenta to wydarzenie bez
precedensu i skoro już powstał zespół, który chce zająć się tą sprawą, to należy
uczestniczyć w jego pracach tak, by wyjaśnić wszystkie okoliczności tragedii i
spróbować dojść do prawdy.
Anna Ambroziak
