Resort rozważał, czy kobiety w ciąży i dzieci też można tłuc

Z Beatą Szydło (PiS), wiceprzewodniczącą sejmowej Komisji Finansów
Publicznych, rozmawia Jacek Dytkowski

Jak Pani ocenia projekt wzbogacenia "arsenału" skarbowego przez rząd?
– Nie kwestionuję konieczności poprawienia funkcjonowania kontroli skarbowej.
Wiadomo bowiem, że w tej chwili mamy problemy ze ściągalnością różnego rodzaju
należności w naszym kraju. Są to spore zaległości – wyliczone zresztą przez
Najwyższą Izbę Kontroli. Gdyby była ona większa, wpływy podatkowe do budżetu
byłyby wyższe i nie mielibyśmy w tej dziedzinie tak dużych problemów, jakie
następują teraz. Natomiast wspomniana ustawa nie proponuje takiego kompleksowego
rozwiązania. Prawo i Sprawiedliwość w czasie swoich rządów przyjęło plan
informatyzacji państwa na lata 2007-2010, w tym m.in. skarbówki, który został
zarzucony przez przejmującą władzę Platformę Obywatelską. Wiązaliśmy z nim
bardzo duże nadzieje. Uważamy, że jest to sposób na rozwiązanie bardzo wielu
problemów, które się w tej chwili pojawiają. Natomiast rządowa ustawa, która
została zaproponowana, właściwie nie poprawia funkcjonowania organów kontroli
skarbowej i nie jest w naszym rozumieniu narzędziem, które może wpłynąć na
polepszenie np. ściągalności należności. Ustanawia się natomiast służbę, która
może stosować różnego rodzaju środki przymusu. O ile sobie przypominam, przy
pracach nad ustawą rozpatrywano nawet kwestię, czy kobiety w ciąży i osoby
niepełnoletnie mogą być przez funkcjonariuszy skarbowych równie ostro
potraktowane. Więc z tego powodu m.in. uważam, że nie jest to dobre rozwiązanie.
Nie powinno się wprowadzać kolejnych form represji, ale poprawiać funkcjonowanie
aparatu państwowego. Wówczas miałoby to sens.

Informatyzacja mogłaby pociągnąć za sobą większe koszty, a rząd deklaruje
oszczędną politykę w dobie kryzysu…

– Być może Platforma w ten sposób widzi problem. Jest to kwestia tego, jakie
sobie określimy cele i priorytety. PO wydawała pieniądze przez ostatnie trzy
lata na różnego rodzaju rzeczy mniej lub bardziej potrzebne. Proszę wziąć pod
uwagę chociażby plany budowy dróg, które – jak już wiemy – nie zostaną
zrealizowane. Na same przygotowanie projektów wydano ogromne pieniądze. Więc to
tutaj mamy do czynienia z marnotrawieniem środków publicznych. Nie wydano
natomiast pieniędzy na informatyzację służb skarbowych, a z tego uzyskalibyśmy
lepsze dochody dla państwa. W moim przekonaniu trzeba było najpierw zrobić ten
krok, jeżeli planowało się wydatki. Natomiast na pewno pogłębianie represji nie
poprawi funkcjonowania systemu podatkowego. Moim zdaniem, szara strefa będzie
dzięki temu jeszcze się poszerzała.

Pomysł na zwiększenie uprawnień inspektorów skarbowych wywołuje sprzeciw
wśród osób prowadzących działalność gospodarczą…

– Tak, tym bardziej że przedsiębiorcy nie mają w naszym kraju łatwego życia.
Mimo zapowiedzi, przez ostatnie trzy lata właściwie nie zrobiono nic, żeby im
pomóc. Różnego rodzaju obciążenia fiskalne i administracyjne są przeogromne.
Mamy przykłady w Polsce takich przedsiębiorców, którzy przez złe decyzje
urzędników stracili dorobek całego życia. Potem okazywało się, że popełniono
rażące błędy. Więc mamy do czynienia z nieodpowiednimi działaniami, zwłaszcza
patrząc na sytuację, w jakiej się obecnie znajdujemy, przy tym stanie finansów
publicznych, gdzie trzeba szukać rzeczywiście dochodów i poprawiać
funkcjonowanie państwa. Przez cały czas mówimy, że powinien powstać budżet
zadaniowy z prawdziwego zdarzenia, który pokazałby nie tylko to, na co są
wydawane pieniądze, ale również jaki jest tego efekt na każdym etapie
realizacji. Tymczasem rząd zamiast wprowadzać przepisy, które poprawią i ułatwią
życie przedsiębiorcom, którzy pracują na wzrost gospodarczy w naszym kraju i na
to, żeby spokojnie przejść przez ten kryzys gospodarczy w Europie i na świecie,
rzuca im kłody pod nogi. Proponuje obostrzenia – zobaczymy, jak to będzie
funkcjonowało, ale jestem sceptyczna.

Dziękuję za rozmowę

drukuj