Rachel płacząca

W Rama usłyszano krzyk,
płacz i wielki lament.
Rachel opłakuje
swoje dzieci
i nie daje się pocieszyć,
bo już ich nie ma.

(Jr
31, 15; Mt 2, 18)

Kiedy w roku 586 przed Chr. Żydzi byli
wiedzeni w niewolę przez króla babilońskiego Nabuchodonozora i rozbili
obóz przejściowy w Rama, gdzie znajdował się grób matki narodu wybranego
Racheli, mieli usłyszeć jej płacz nad niedolą dzieci (Jr 31, 15). Dziś
Rachela to Matka Polska, która opłakuje ciągle swoje dzieci, mordowane
okrutnie w Katyniu i w tylu różnych innych miejscach byłego Związku
Sowieckiego, i lamentuje nad rozbitkami straszliwej katastrofy pod
Smoleńskiem, bo zarówno jednych, jak i drugich już nie ma.

Tragedia
10
kwietnia 2010 r. o godz. 8.56 na lotnisku pod Smoleńskiem rozbił się
samolot Tu-154M z najwyższą delegacją polską lecącą do Katynia na
uroczystości 70. rocznicy zbrodni. Na czele z prezydentem Lechem
Kaczyńskim i jego żoną Marią, z byłym prezydentem na uchodźstwie
Ryszardem Kaczorowskim oraz z 93 innymi osobistościami. Po pierwszym
komunikacie tuż po godz. 9.00 mieliśmy nadzieję, że to może tylko jakaś
większa awaria. Szybko jednak okazało się, że była to najstraszniejsza
katastrofa, jaką tylko można było sobie wyobrazić: zginęli wszyscy,
identyfikacja ciał będzie trudna, nietknięty pozostał jedynie wieniec
wieziony na uroczystości katyńskie.
Do katastrofy doszło w bardzo
trudnym kontekście rozwiązywania problemu katyńskiego między Polską a
Rosją. Premier Władimir Putin, chcąc niewątpliwie uczynić wielki krok
naprzód, postanowił zorganizować uroczystości żałobne w związku z 70.
rocznicą Katynia zarówno przy grobach polskich oficerów, jak i Rosjan,
Białorusinów, Ukraińców i również innych mordowanych w Lesie Katyńskim.
Zaprosił więc na wspólne obchody polską delegację z premierem Donaldem
Tuskiem. Nasz prezydent Lech Kaczyński nie został jednak zaproszony na
tę uroczystość jako rzekomo niechętny pojednaniu z Rosją.
Tusk
zaproszenie skwapliwie przyjął. Nie zaproponował, żeby został zaproszony
również Lech Kaczyński. Nasz prezydent postanowił wybrać się do Katynia
bez zaproszenia. W odpowiedzi rząd wywierał nacisk, żeby prezydent nie
jechał, bo wystarczy delegacja rządowa z premierem. Co robić? Po
dyskusjach rządu z prezydentem uroczystość katyńska została podzielona
na dwie: 7 kwietnia pojechała delegacja z premierem na czele, a 10
kwietnia delegacja z prezydentem, żeby nie było konfliktu
dyplomatycznego. Rząd polski bardzo sobie cenił zaproszenie ze strony
premiera Rosji i nie poczynił starań, żeby został zaproszony również
prezydent.
I oto 7 kwietnia delegacja rosyjska i polska z premierami
na czele uczciły zamordowanych polskich oficerów, a następnie, też
razem, pogrzebanych w Lesie Katyńskim obywateli rosyjskich. Istotnie pan
Putin zrobił znaczny krok naprzód. Ale w tle koncepcji uroczystości
zaplanowany był jakiś chwyt dyplomatyczny ze strony rosyjskiej. Może
chodziło o dalsze rozbicie między Tuskiem a Kaczyńskim? W każdym razie
mimo różnych zabiegów rana katyńska nie zagoiła się.
Już samo
nabożeństwo ekumeniczne po polskiej stronie miało dziwny porządek.
Najpierw wystąpił biskup z Polski, ale prawosławny, jako drugi modlił
się Żyd, jako trzeci muzułmanin, a dopiero jako czwarty katolicki biskup
polski. Gdyby więc odnieść to do grobów naszych oficerów, to
wynikałoby, że w zdecydowanej większości zginęli tam sami prawosławni z
ziem polskich zajętych przez Rosję, na drugim miejscu Żydzi i muzułmanie
polscy, a na końcu dopiero garstka Polaków katolików. Dlaczego
zgodziliśmy się na taki układ ceremonii? Chyba to również świadczyło o
dużej uległości wobec strony rosyjskiej, która chciała wykazać, że Katyń
to najpierw problem rosyjski, a dopiero potem polski. Poza tym
charakterystyczny był też dla strony polskiej następujący szczegół: po
złożeniu wieńca pan premier Putin przeżegnał się pobożnie, natomiast pan
premier Tusk – o ile dobrze widziałem – nie uczynił tego, zapewne żeby
nie naruszyć poprawności politycznej, według której władza państwowa
musi być bezreligijna.
Wydaje się, że wizyta naszej delegacji z
prezydentem 10 kwietnia nie została odpowiednio przygotowana nie tylko
dyplomatycznie, ale i technicznie. Podobno na przylot premierów lotnisko
ściągnęło system ILS (Instrument Landing System) wspomagający lądowanie
w warunkach ograniczonej widoczności. Na przyjazd niechętnie
przyjmowanego szefa państwa polskiego z najwyższą delegacją systemu ILS
już nie było i lotniska nie zamknięto. Ani rosyjskie, ani polskie władze
tym się nie zainteresowały. Również wypowiedzi obsługi lotniska po
katastrofie były jakieś niedbałe, sprzeczne i dziwne. Dopiero po
tragedii władze i obywatele Rosji stanęli na wysokości zadania i okazali
ogromną życzliwość, pełną pomoc wedle swoich możliwości.

Drogi
Boże są nad drogami ludzkimi

Straszliwej katastrofy na lotnisku
Siewiernyj nie można wytłumaczyć po ludzku. Od absolutnego pesymizmu
ratuje nas tylko wiara, że Opatrzność Boża wyznacza jej jakiś niezwykły,
choć tajemniczy sens. A Bóg mówi: „Myśli moje nie są myślami waszymi,
ani wasze drogi drogami moimi – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują
nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad
myślami waszymi” (Iz 55, 8-9). Spróbujmy jednak to wydarzenie „pogodzić”
z naszym rozumieniem Opatrzności.
Otóż Opatrzność Boża, która
wszystko ogarnia, przenika i wszystkim kieruje, czyni to na dwóch
zespolonych poziomach: na poziomie natury i na poziomie łaski.
Na
poziomie natury Bóg ułoży
ł kosmos, przyrodę i wszystko tak, żeby człowiek mógł zaistnieć, żyć,
działać, spełniać się i panować nad światem. Jednocześnie Bóg nadał
stworzeniu system praw, które nim rządzą i dają określone możliwości,
oczywiście ograniczone. Prawa te stają się przyczyną wszelkiej historii w
swoim zakresie. Wszakże człowieka jako swój obraz – jako istotę
rozumną, częściowo wolną i twórczą – włącza Bóg do swojej Opatrzności
jako jej współelement, jako opatrzność ludzką. Człowiek – król
stworzenia – również poznaje, myśli, planuje, przewiduje, działa; tworzy
i przekształca świat. Wszystko to czyni wewnątrz stworzenia i na
podstawie praw natury, które go określają, warunkują i są przyczynami
wtórnymi po Bogu. Rodzice powinni być opatrznością dla dzieci,
pracownicy służb społecznych opatrznością dla odpowiednich dziedzin
życia, władze – dla społeczeństwa, człowiek w ogóle winien być
opatrznością dla przyrody i niższych istot żywych.
Jeśli zatem
człowiek czegoś nie poznaje, nie rozumie albo popełnia błąd, albo czyni
zło – bądź fizyczne, bądź moralne – to nie odpowiada za to Opatrzność
Boża, która nie zawiesza wtedy praw natury i nie odbiera człowiekowi
jego praw podmiotowych, a zło jedynie dopuszcza. Gdyby Bóg odbierał
człowiekowi status jego wolnej osoby, to pozbawiałby go człowieczeństwa,
a gdyby uchylał prawa natury, to przekreślałby stworzenie i musiałby
zastąpić je jakimiś innymi, w rezultacie musiałby czynić nieustannie i
na wszystkich poziomach same cuda. Niemniej faktyczne cuda są, ale
wyjątkowo. Człowiek może się o nie modlić z wielką miłością i ufnością
do Boga.
W Katyniu Bóg musiałby sprawić, żeby broń nie była
skuteczna, dalej, żeby morderca nie chciał mordować lub żeby nie mógł
tego uczynić fizycznie, a wreszcie – żeby oficerowie nie dostali się do
niewoli, żeby w ogóle nie było złych ludzi i grzechów, żeby nie było
wojny… i tak w nieskończoność. Gdyby Bóg nie dopuszczał zła fizycznego
w ogóle, to musiałby znieść śmierć oraz zmienić wszystkie prawa życia i
świata. A wiemy, że gdyby w obecnych warunkach ziemskich nie było
śmierci, byłoby to dla ludzkości piekło tym większe, im późniejsze w
czasie pokolenie.
Opatrzność Boża nie odbiera też człowiekowi
wolności moralnej. Tworzy jedynie odpowiednie środowisko wspierające
wolność człowieka ku dobru; wspiera poznanie prawdy, pobudza miłość,
inspiruje, poucza, daje przykazania, dary nadzwyczajne, choć to wszystko
człowiek jako istota wolna może odrzucić. Cuda zaś – czy to fizyczne,
czy moralne – są jakimiś rzadkimi wyjątkami i mają zawsze cel i sens
religijny.
Jest też poziom Opatrzności, Bożej i ludzkiej, duchowy,
nadnaturalny, zbawczy. Bóg prowadzi człowieka do siebie, do doskonałości
duchowej, do świętości przez swoją łaskę nadprzyrodzoną i przez inne
dary nadprzyrodzone, jak Objawienie, sakramenty, dary Ducha Świętego i
inne. Ale i tutaj potrzebna jest samoopatrzność człowieka, który może z
tymi darami nie współpracować albo wszystkie je odrzucić.
Człowiek
powinien współpracować z Bogiem jako Zbawcą na różne sposoby. Natomiast
cuda moralne, jak np. objawienie się Jezusa swemu wrogowi Szawłowi z
Tarsu, są bardzo rzadkie, mają na celu nadzwyczajne dobro zbawcze.
Jednak również wtedy Bóg nie przymusza człowieka.
I wreszcie w każdym
wydarzeniu widzimy tylko sens najbliższy, np. w katastrofie dostrzegamy
tylko straszliwe zło potwornej śmierci. I to jest słuszne. Ale nawet
takiego wydarzenia nie można izolować, gdyż otrzymuje ono także inne
niezwykłe sensy w całym łańcuchu historii i świata. Przede wszystkim
Opatrzność nadaje wydarzeniom sensy dalsze i wyższe, wiąże je w całość
dziejową i nadaje wartości zbawcze. Toteż śmierć nie jest tylko złem
absolutnym, ale jest także przejściem do innego życia, kończy jakąś
specjalną rolę człowieka wyznaczoną mu przez Opatrzność. Ludzkość od
początku uważa, że są śmierci chwalebne, na polu chwały. Teologia głosi,
że jeżeli ktoś zginął nagle w misji dla dobra wspólnego, to ma w jakiś
sposób darowane grzechy, także jeśli był niewierzący.

Sensy u
Pana historii

Samolot Tu-154M runął tuż obok lotniska wojskowego
pod Smoleńskiem – miastem, które notabene, w XVII wieku należało do
Rzeczypospolitej Obojga Narodów (1611-1667). Nie znamy jeszcze z całą
pewnością właściwych przyczyn: czy był to błąd pilota we mgle, czy
zaniedbanie na lotnisku, czy jakaś usterka maszyny i urządzeń, czy może
nawet czyjaś wina moralna. Ale możemy próbować dostrzec jakiś wyższy i
dalszy sens tej tragedii.
1. W wymiarze dyplomatyczno-politycznym
zdaje się, że spotkanie premierów Putina i Tuska 7 kwietnia nie
przyniosło zdecydowanego przełomu w sprawie Katynia, choć nieco
ociepliło stosunki polsko-rosyjskie. Tragedia smoleńska jakby przecięła
wrzód. Otworzyła w naszych narodach „duszę rosyjską i polską” (Andrzej
de Lazari). Zapłakała Rachel, Matka słowiańska, nad oboma narodami i nad
ich mordowanymi okrutnie dziećmi. Dusza rosyjska ukazała nam
życzliwość, braterstwo, przyjaźń i miłość ludzką. Putin powiedział, że
Polska i Rosja to siostry, a prezydent Dmitrij Miedwiediew podkreślił
wyraźnie, że Katyń jest winą Stalina i jego grupy rządzącej, choć trzeba
pamiętać, że nawet najwyżsi przywódcy Rosji czują za sobą oddech
znacznej części obywateli tego kraju wciąż ubóstwiających Stalina.
Często dzieje się tak, że wartość i wielkość czyjegoś życia jawi się w
pełni dopiero po jego śmierci. Dotyczy to prawie wszystkich członków
polskiej delegacji. Jeżeli zaś chodzi o prezydenta Lecha Kaczyńskiego,
tak zwalczanego przez przeciwników polskości, to chciałoby się odnieść
do niego słowa Pisma Świętego: „Właśnie kamień, który odrzucili
budujący, stał się kamieniem węgielnym. Pan to sprawił i jest cudem w
naszych oczach” (Mt 21, 42). A prześmiewcy i szydercy muszą powiedzieć:
„To ten, co dla nas – głupich – niegdyś był pośmiewiskiem i przedmiotem
szyderstwa; jego życie mieliśmy za szaleństwo, jego śmierć – za hańbę.
Jakże więc policzono go między bohaterów” (Mdr 5, 4).
2. Tragedia na
lotnisku Siewiernyj stała się jak błyskawica Boża, „która rozbłyska na
wschodzie, a jaśnieje aż na zachodzie” (Mt 24, 27). Błyskawica Boża
ukazała Rosji i Polsce, Wschodowi i Zachodowi – groby, które wykopał
ateizm państwowy i obłędna, nieosądzona do dziś ideologia; ukazała
tragedię stanowienia rządów ateistycznych i bez ogólnoludzkiej
moralności, co jest przestrogą także dla liberalizmu, który przyjmuje
ateizm polityczny. Oczywiście, nie chodzi dokładnie o sam Katyń z 4,4
tys. oficerów polskich, ale jest on symbolem wszystkich innych grobów
polskich na terenie Związku Sowieckiego, gdzie szalał demon nienawiści i
śmierci, a zresztą i symbolem wielu innych narodów ciemiężonych przez
zbrodniczy system. Katyń i inne miejsca mordu były długie lata ukrywane.
Toteż błyskawica smoleńska nie jest przeciwko narodowi rosyjskiemu,
lecz dla niego, a przeciwko nieludzkiej ideologii, i nie jest przeciwko
żadnemu narodowi, lecz przeciwko wszystkim obłędnym i niemoralnym
ideologiom.
3. Tragiczna, ale posłannicza śmierć wszystkich 96 osób
stała się „iskrą Bożą z Polski” (św. Faustyna), posłannictwem i apelem o
otrzeźwienie dzisiejszego świata i o jego duchowe odrodzenie. Nie
spowodowała tego sama fizyka katastrofy, lecz przesłanie duchowe do
świata: prawdy, miłości do wszystkich dzieci Narodu, sprawiedliwości,
przyjaźni międzynarodowej i żywej wiary w Boga. Przez taki narodowy hołd
dla ofiar Katynia i ofiar totalitarnego ateizmu cały Naród katolicki
chce przezwyciężyć mgły zakłamania i współczesnego nihilizmu
społecznego, walczącego ateizmu i ogólnej, sterowanej demoralizacji.
Toteż cały świat się poruszył i zdumiał, jak się wydaje, nie tylko z
powodu tak wielkiej tragedii, mimo współczesnej zaawansowanej techniki,
lecz także z powodu ponownego wkroczenia na scenę polskiego Narodu
publicznie wyznającego wiarę w Boga, związanego z Kościołem katolickim i
wiążącego wiarę z życiem społeczno-politycznym. Ofiara prezydenta
Polski i tylu innych wielkich ludzi stała się nowym katalizatorem
odrodzenia ducha polskiego. W pierwszych chwilach na pogrzeb Pary
Prezydenckiej zgłoszono 96 delegacji z całego świata, ale faktycznie
przybyło tylko 25. Podobno przeszkodziła chmura pyłu wulkanicznego z
Islandii. Ale osobistości, które naprawdę chciały uczestniczyć w
pogrzebie Lecha i Marii Kaczyńskich, ostatecznie przybyły, jak choćby z
Moskwy, Ukrainy, Gruzji, Maroka… Obawiamy się, że w wielu przypadkach
zaważyła na Zachodzie poprawność polityczna, żeby nie wspierać zbytnio
polskiego fenomenu narodowego i katolickiego, bo to podniosłoby siłę i
znaczenie Polski w ateizującym się świecie zachodnim. Nieobecność wielu
owych delegacji skrytykowały nawet niektóre zachodnie dzienniki.
4.
Tragedia smoleńska jest też przestrogą dla tych warstw społecznych,
które wierzą jedynie w technikę, pieniądz, seks i zabawę, i myślących,
że już w pełni rządzą światem, przyrodą, życiem i historią ludzką.
Tymczasem tacy pseudobogowie powinni się uczyć pokory wobec tajemnicy i
majestatu natury i rzeczywistości. Takiej samej nauki udziela chyba
także owa wielka chmura pyłu wulkanicznego, unieruchamiająca – pewnie do
przesady – całe lotnictwo europejskie.
5. I wreszcie coś się stało,
że obudził się znów cały Naród, jak za czasów „Solidarności”, opluwany
nie tylko w osobie prezydenta, lżony, karmiony propagandą antypolską i
antywartościami ze strony ludzi gubiących się w falach nowomody.
Nastąpiło pospolite ruszenie, tworzenie niejako nowej „Solidarności” i
pocieszanie Matki Polski, płaczącej z powodu dzieci wyrodnych i
marnotrawnych, bez serc i bez sumienia. Przy okazji pogrzebów ofiar
misji katyńskiej odsłaniana jest prawda, że nieustanne i niesprawiedliwe
ataki na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wybranego przez Naród i
troszczącego się o Polskę w miarę – ograniczonych zresztą bardzo –
możliwości, były atakami na symbol, atakami na Ojczyznę, na Kościół
katolicki, na nasze polskie dzieje. Takie ataki chcemy zdecydowanie
odeprzeć, choć winowajcy teraz czynią się Piastami, Jagiellonami i
Piłsudskimi.

——————————————

W rezultacie
tragedia ta zaowocowała na wyższym poziomie, a śmierć każdej ofiary
odsłoniła wielkość jej życia i osobowości. Ośmielam się powiedzieć, że
teraz osoby, które zginęły pod Katyniem, uczyniły więcej niż za życia,
lub raczej ich życie zaowocowało na wyższym poziomie. Uczyniły choćby
to, że – jak mówią polscy studenci za granicą – już nie wstydzimy się,
iż jesteśmy Polakami. Okazało się, że jest ogromna siła w Narodzie (abp
Józef Michalik), choć płytkomyślni defetyści rozwinęli różnoraką
nagonkę, według której „polskość to nienormalność”, a przynajmniej już
przeszłość, która żyje tylko w „moherowych beretach”. Naród po
poniżeniach i ubezwłasnowolnieniu po Okrągłym Stole odzyskuje swoją
tożsamość (ks. prof. A. Maryniarczyk). Ojczyzna prawdziwie
zmartwychwstaje (kard. S. Nagy).
Wyraża się nadzieję, że ofiara
smoleńska doprowadzi do pełnego zjednoczenia politycznego Polaków. Ale
obawiamy się, że ci, którzy w prezydencie Kaczyńskim krytykowali
autentyczność Polski, nie są szczerzy. Wołając: „Pojednajmy się”, nie
chcą uznać swoich błędów ani nas przeprosić, lecz faktycznie pojednanie
rozumieją jako przejście nas wszystkich na ich stronę. Już podobno
obsadzają wszystkie stanowiska swoimi ludźmi. Chcą swoje łupy zatrzymać.
Pojednanie ogólne może nastąpić tylko na bazie prawdy, miłości, dobra
wspólnego, polskiej godności, suwerenności i tradycyjnej moralności.
Liberalizm skrajny, ateizm publiczny, pogarda tradycji, historii,
Dekalogu i Kościoła nie mogą stanowić podstawy dla pojednania
programowego. I nie sądzę, żeby te wszystkie zażarte spory o kształt
społeczeństwa polskiego ustały, bo nowomodny liberalizm, na który cierpi
znaczna część polityków, odznacza się wielkim zacietrzewieniem
przypominającym odłam religijny.
W każdym razie tacy politycy powinni
dziś odejść z najwyższych stanowisk. Nikt z nich nie może być wybrany
na prezydenta Polski, a przede wszystkim nikt, kto miał stawać do
wyborów tylko z powodu nienawiści do Lecha Kaczyńskiego. Mają oni w
gruncie rzeczy koncepcję prezydentury bardzo wypaczoną i niegodną z
powodu pogardy dla Narodu i Ojczyzny. Prezydent miałby być rzecznikiem
partii, sługą premiera i ministrów, figurantem na świeckich
uroczystościach państwowych, miałby składać okazyjne wieńce, przypinać
ordery, bić pokłony przed władcami większych państw i wspierać
zatapianie się Polski w UE. Nie rozumieją oni Polski, Narodu,
ponadtysiącletniego państwa, godności ludzkiej, honoru, wyższych
wartości, duszy społecznej i wiary religijnej. Niektórzy już wykazali,
że nie mają żadnej wzniosłej, ideowej i dalekosiężnej wizji
dziejotwórczej dumnego Narodu Polskiego.
Ale Pan Bóg zdaje się teraz
wyraźnie mówić do „polskiej Racheli”, do Matki Polski:
Niech w głosie
twoim płacz ustanie,
a łzy w oczach twoich,
bo jest nagroda za
twe trudy
– wyrocznia Pana –
jest nadzieja dla twych pokoleń:
dzieci
twoje powrócą
do swojego własnego kraju

(por. Jr 31, 16-17).

Ks. prof. Czesław S. Bartnik

drukuj