Pytanie do prezydenta
Strona internetowa prezydenta Bronisława Komorowskiego zachęca do
zadawania pytań. Mam jedno krótkie, ogólne, połączone z komentarzem. "Czy pan
prezydent jest rzeczywiście przekonany, że polskie sprawy idą w dobrym kierunku,
czy tylko tak mówi?".
We wstępie swojego noworocznego orędzia prezydent wspomina o tym, jak wielkim
przeżyciem była dla nas beatyfikacja Jana Pawła II. Przypomnienie tego
przeżycia, które było dla nas przede wszystkim radością, okazało się chyba
jedynym fragmentem orędzia, który odebrałem z pełną satysfakcją. Dalej mówił o
"dumie z rozwoju i osiągnięć Ojczyzny", "szacunku i znaczeniu na arenie
międzynarodowej" i znowu o "dumie" – "dzisiaj oprócz tradycyjnej polskiej odwagi
i umiłowania wolności, w oczach świata źródłem naszej pomyślności jest także
dobra praca, profesjonalizm i dobra organizacja". Być może tak nas postrzegają
gdzieś tam w świecie. Prezydent pewnie słyszy takie opinie w czasie swoich
zagranicznych podróży, ale to chyba normalne, że gościom mówi się komplementy.
Zresztą takie same komplementy prawił prezydent swoim gospodarzom w czasie
wizyty w Chinach. Wręcz nie mógł się nachwalić chińskich sukcesów gospodarczych,
nic oczywiście nie wspominając o łamanych tam prawach człowieka, prześladowaniu
chrześcijan, latami trwającej pacyfikacji Tybetu i jego narodu.
Ale wróćmy do orędzia, bo słowa prezydenta o "dobrej pracy, profesjonalizmie i
dobrej organizacji" nie były przypadkowe, gdyż miały umożliwić swobodne
przejście do następnej kwestii, awaryjnego lądowania samolotu kapitana Tadeusza
Wrony na Okęciu. Oto ten fragment: "Kiedy samolot bezpiecznie, chociaż w
skrajnie kryzysowych warunkach, zakończył szczęśliwie swój lot na warszawskim
Okęciu, poczułem ulgę, radość i dumę z kapitana, z załogi samolotu i z obsługi
naziemnej lotniska. Jednocześnie poczułem, że jest to wydarzenie symboliczne,
mówiące nam wszystkim, że umiejętność łączenia odwagi z profesjonalizmem,
spokoju z konsekwentną pracą i optymizmem to klucz do pokonania wszelkich
przeszkód, wszelkich zagrożeń i wszystkich kryzysów. Że z najtrudniejszych nawet
sytuacji można wyjść zwycięsko".
Otóż nie! – panie prezydencie. Nie było to "symboliczne wydarzenie", ale nad
wyraz szczęśliwie, wręcz cudownie zakończone awaryjne lądowanie. I chwała
wszystkim, którzy przyczynili się do tego szczęśliwego finału, źródła naszej
autentycznej radości i ulgi.
Słuchając jednak tego fragmentu orędzia prezydenta, nie sposób było nie
przywołać w myślach innego wydarzenia, z 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku.
Jeżeli o takie skojarzenie chodziło autorowi prezydenckiego orędzia, to okazało
się ono przykrym nadużyciem, nie tylko niezręcznością, tak charakterystyczną dla
wielu wypowiedzi prezydenta Bronisława Komorowskiego. Czy mamy odmówić odwagi,
profesjonalizmu, spokoju, konsekwentnej pracy, a nawet optymizmu, a więc tego
wszystkiego, co tak zaimponowało prezydentowi (gdy szczęśliwie lądował kapitan
Wrona), innej polskiej załodze i jej kapitanowi? Załodze samolotu rządowego, z
prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie, który w skrajnie trudnych warunkach
pogodowych, bez pomocy obsługi naziemnej lotniska, rozbił się w Smoleńsku? Do
dziś nie znamy bezpośredniej przyczyny roztrzaskania się samolotu. Znamy zaś
doskonale okoliczności, jakie towarzyszyły przygotowaniu do tego lotu, tę "dobrą
pracę, profesjonalizm i dobrą organizację". Pamiętamy wszystko, co mówiono o
jego "głównym pasażerze", przed lotem i po jego tragicznym końcu. Czy
rzeczywiście jest tak, jak mówi prezydent Komorowski, że nawet z
najtrudniejszych sytuacji można wyjść zwycięsko? To dlaczego się nie udało?
Dopóki nie poznamy całej prawdy, żadne, nawet najbardziej szczęśliwie zakończone
awaryjne lądowanie polskiego samolotu, nie jest w stanie przysłonić pamięci
tamtego tragicznego lotu. Mimowolnie przypomina się gruba kreska, dzięki której
w 1989 r. zamykano epokę komunizmu, by budować nowy porządek bez rozliczenia
krzywd starego. Ale przecież wobec grubej kreski protestował Bronisław
Komorowski. Czy tylko tak mówił?
Wojciech Reszczyński
