Prostowanie dróg karności
Dosyć powszechnie uważa się, że niepotrzebnie powróciło akurat teraz, tuż
po wyborach, zagadnienie stosowania kary śmierci. Trzeba jednak zauważyć jego
pozytywne aspekty, niezależnie od wnikania w intencje inicjatorów wznowienia
tego tematu oraz trafności zaproponowanego rozwiązania. Sumienie puka do naszych
zamkniętych drzwi, nawet posługując się krętymi ścieżkami. Trzeba je tylko
poprostować, do czego Adwent jest jak najbardziej stosowną porą.
Po pierwsze, temat kary śmierci powinien przypomnieć o dużo bardziej
podstawowej luce w naszym systemie prawnym i wspólnym życiu niż ewentualny brak
tej kary za największe zbrodnie. Zbyt często niektórzy nasi politycy zapominają,
że u nas prawo chroni tych, którzy zabijają nienarodzonych, a nie ich ofiary,
czyli człowieka na pierwszym, a zatem najważniejszym etapie naszego życia. W
każdej sprawie początek jest najważniejszy – przypominał i Platon, i
Arystoteles. Brak prawnej ochrony życia nienarodzonych dzieci to zatem
niewątpliwie ważniejsza, a więc i bardziej paląca kwestia niż kara śmierci dla
zbrodniarzy. Miarą demokracji – czyli miarą troski władzy wszystkich o dobro
wszystkich w państwie – nie jest stosunek do kary śmierci, ale stosunek do
najsłabszych, czyli tych, którzy "najmniej mogą" (W. Kadłubek). Najpierw zatem
zlikwidujmy poniekąd karę śmieci dla niewinnych i skrajnie bezbronnych, a
później zastanowimy się, co dalej.
Po drugie, aktualna debata na temat kary śmierci powinna także przypomnieć o
innych obszarach zapoznanej dzisiaj cnoty moralnej, którą nazywamy karnością.
Jej brak doskwiera nam we wszystkich dziedzinach życia, za przyczyną także
filozoficznych teorii, które sformułowano w nowożytności. Pomysły te przenieśli
do umysłów wpływowi uczniowie tych nowożytnych filozofów, racjonalizując w ten
sposób uleganie moralnym słabościom doskwierającym człowiekowi. Cnota karności,
tak jak każda inna cnota moralna, wymaga trudu, a zatem i dojrzałości człowieka.
Z braku tej dojrzałości, na bazie własnej słabości pojawia się chęć, aby tego
trudu unikać, a nawet go eliminować. Powszechnie zatem dzisiaj łaja się i
prześladuje za wyrażaną troskę o karność. Nęka się zatem np. rodziców za karę
klapsa wobec swoich niesfornych dzieci czy utrudnianie im dostępu do
antykoncepcji czy aborcji. Dyscyplinuje się też nauczycieli za pośrednictwem
wystawiających im stopnie uczniów w anonimowych ankietach po zakończonych
zajęciach. Smaga się również w mediach przełożonych zakonnych, próbujących dbać
o karność powierzonych im zakonników. Zamiast karania prowadzi się też dzisiaj
"leczenie" pedofilów, homoseksualistów i narkomanów. Traktuje się ich jako
jedynie przypadki medyczne, a nie ofiary własnych wyborów, co wyklucza
zaklasyfikowanie ich czynów jako znajdujących się w polu dobra i zła moralnego.
Ocenie moralnej podlega bowiem tylko rozumna i wolna działalność człowieka.
Ta zamiana karania w leczenie – lub tresurę straszenia i nękania – jest
konsekwencją ogarniającego nowożytną Europę zwątpienia w możliwości ludzkiego
rozumu i możliwości wolnej woli. Zdaniem Lutra, uległy one całkowitemu
zniszczeniu przez grzech pierworodny. Wtórowali Lutrowi także nowożytni
filozofowie. Wolną wolę uznał Fryderyk Nietzsche – niezwykle dzisiaj wpływowy
intelektualista – za "najfatalniejsze fałszerstwo w dziejach psychologii".
Ojciec Jacek Woroniecki oraz ks. kard. Karol Wojtyła wskazywali, że
zakwestionowanie wolności człowieka trapi całą nowożytną filozofię, włącznie z
tymi kierunkami, które deklarują istnienie wolnej woli, jak np. Kartezjusz czy
Kant. Obydwaj bowiem sprowadzają wolę do działalności rozumu, czyli koniec
końców przekreślają istnienie wolności człowieka jako własności rozumnej woli.
Bez wyprostowania tej krętej drogi nowożytnego zwątpienia w wolność człowieka
nie ma zatem mowy o przezwyciężeniu współczesnego załamania odnośnie do cnoty
karności.
Marek Czachorowski
