Prokuratorzy wiedzą, że popełnili błędy
Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem części rodzin ofiar katastrofy
smoleńskiej, rozmawia Marta Ziarnik
Jak ocenia Pan przebieg drugiego spotkania z prokuratorami? Co nowego ono
wniosło do sprawy śledztwa smoleńskiego?
– Po pierwsze, jestem zadowolony, że zarówno my, prawnicy, jak i rodziny po raz
kolejny mieliśmy możliwość wspólnej rozmowy z prokuratorami. Muszę przyznać, że
w porównaniu ze spotkaniem organizowanym w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów
czwartkowe spotkanie było znacznie lepiej zorganizowane, a prokuratorzy
przynajmniej starali się rzeczowo odpowiadać na nasze pytania. Choć oczywiście
nie zawsze byliśmy usatysfakcjonowani ich odpowiedziami. Można jednak
powiedzieć, że prokuratorzy wyciągnęli wnioski z pierwszego, lipcowego spotkania
i co do samej jego formuły oraz przebiegu nie mam zastrzeżeń. I za to w imieniu
rodzin, które reprezentuję, i swoim własnym chciałbym podziękować.
Jaka kwestia okazała się najważniejsza na tym spotkaniu, o którą najczęściej
pytano i która była najszerzej omawiana?
– W trakcie spotkania poruszano szereg wątków dotyczących prowadzonego śledztwa
– zarówno w zakresie interpretacji przepisów prawa i podejmowanych przez
prokuraturę czynności procesowych, jak i w sprawach szczególnie istotnych dla
rodzin, czyli identyfikacji ciał. Uzyskaliśmy również wstępną relację z działań
podjętych przez polskich archeologów.
Co takiego znalazło się w tej relacji?
– Archeolodzy dość szczegółowo opisali tam sposób prac i to, co podczas nich
udało im się znaleźć. Czyli w ich relacji znalazła się informacja już wcześniej
podawana przez media, że podczas prac znaleziono na miejscu ludzkie szczątki i
wiele części samego wraku. Prokuratorzy zapewnili też nas, że ponieważ na
miejscu archeolodzy znaleźli wiele rzeczy należących do ofiar, to rosyjska
żandarmeria – żeby nie ściągać niepotrzebnie do Rosji rodzin – wykona zdjęcia
tych wszystkich przedmiotów, które zostaną następnie rozesłane rodzinom. I jeśli
ktoś rozpozna przedmioty należące do ich bliskich, wówczas zostaną im one
zwrócone. Wydaje się więc, że po raz pierwszy Rosjanie zaczęli logicznie myśleć.
Prokuratorzy odpowiedzieli na wszystkie pytania rodzin?
– Na wstępie trzeba zaznaczyć, że wiele pytań pełnomocników i rodzin pokrywało
się, tak więc wielokrotnie nie było potrzeby ich powtarzania, jeśli prokuratorzy
powiedzieli wszystko, co uważali za konieczne. Odniosłem nawet wrażenie, że
prokuratorzy na swój sposób starali się uwzględnić te wnioski i uwagi, które są
kierowane przez rodziny i ich pełnomocników. Nie oznacza to jednak, że na
wszystkie pytania uzyskaliśmy satysfakcjonującą odpowiedź, jak również nie
zawsze zgadzaliśmy się z poglądami prezentowanymi przez prokuratorów.
W jakich kwestiach te różnice zapatrywań były najbardziej zauważalne?
– Osobiście zadałem m.in. pytanie o możliwości robienia fotokopii z akt
postępowania karnego, co w znakomity sposób ułatwia pracę pełnomocnikom i
pozwala, aby rodziny mieszkające w różnych częściach Polski mogły na bieżąco
zapoznawać się z tymi aktami. Niestety, prokuratura stoi na stanowisku, że po
"przecieku" dokonanym przez dziennikarzy "Wprost" na chwilę obecną – ze względu
na dobro śledztwa i ochronę uczuć rodzin – takich fotokopii robić nie będzie
można.
Rodziny mają ponosić odpowiedzialność za to, iż w prokuraturze dochodzi do
przecieków?
– Trudno polemizować z tym stanowiskiem, bo publiczne zakomunikowanie, iż
dziennikarze uzyskali fotokopię praktycznie wszystkich akt śledztwa, było i dla
mnie wstrząsające. Pomijam już kwestię, ile cierpień ta publikacja sprawiła
konkretnym rodzinom.
Jakie jeszcze zagadnienia poruszył Pan podczas tego spotkania?
– Inną kwestią, którą byłem osobiście zainteresowany, był udział polskich
prokuratorów w czynnościach śledztwa rosyjskiego. Przypomnę tylko, że ze względu
na przyjętą przez polską stronę taktykę był to jedyny sposób na wgląd w śledztwo
prowadzone w Rosji. Niestety, w tym przypadku też nie uzyskałem
satysfakcjonującej wypowiedzi. I nadal uważam postępowanie prokuratury w tym
zakresie za jeden z jej kardynalnych błędów. Prokuratura nie była w stanie
wskazać, w ilu czynnościach uczestniczyli jej przedstawiciele, a w ilu nie i
dlaczego po pewnym czasie zrezygnowała z udziału w czynnościach śledztwa
rosyjskiego i bieżącej współpracy ze stroną rosyjską. Czy być może była to
decyzja Rosjan? W toku dalszej rozmowy odniosłem jednak wrażenie, że
prokuratorzy mają świadomość swojego błędu i chciałbym wierzyć, że wyciągną z
tego stosowne wnioski.
Na jakim etapie jest realizacja wniosków o ekshumacje, złożonych przez
niektóre z rodzin? Czy ten wątek był w ogóle poruszany?
– Choć takie pytanie nie padło wprost, to kwestia identyfikacji ciał była jednym
z tych zagadnień, które było dla wszystkich szczególnie istotne. Skandalem jest
bowiem, aby rodziny przez dziesięć miesięcy pozostawały w niepewności.
Prokuratura zapewniła nas, że podejmie działania zmierzające do rozwiania tych
wątpliwości. Między innymi jest systematyzowany materiał dla każdej z rodzin.
Wreszcie uzyskano materiały z konsulatu w Moskwie i część materiałów z
prokuratury rosyjskiej. Pozostaje jednak pytanie, dlaczego tak późno. Jest też
inna szczególnie istotna kwestia, ponieważ dotąd Rosjanie nie przesłali
dokumentacji fotograficznej, która ma przecież fundamentalne znaczenie dla tej
sprawy. W mojej ocenie, bez niej wartość innych dokumentów dotyczących
identyfikacji ciał jest co najmniej ograniczona. Prokurator prowadzący
postępowanie zapewnił nas, że stoi na tym samym stanowisku co rodziny i nie
wyobraża sobie, aby Polsce dokumentacja fotograficzna nie została przekazana.
Pozostaje tylko pytanie, jak długo jeszcze rodziny mają na nią czekać.
Jakich argumentów użyli prokuratorzy, wyjaśniając sprawę unieważnienia przez
Rosję zeznań kontrolerów wieży w Smoleńsku?
– To kolejne zagadnienie budzące duże zainteresowanie. Prokuratorzy starali się
uzasadnić rodzinom i pełnomocnikom, dlaczego uznali te zeznania za nieważne.
Niestety, ich argumentacja nie była wnikliwa ani też przekonująca. Między innymi
na konkretnie zadane przeze mnie pytanie, jaki przepis prawa rosyjskiego pozwala
na unieważnienie zeznań ze względu na błędnie wpisaną godzinę, nie potrafili oni
udzielić odpowiedzi. A przecież nie można bezkrytycznie przyjmować tego, co
druga strona przedstawia. Równie dobrze za kilka dni – przyjmując tę samą
logikę, strona rosyjska może chcieć bez jakiejkolwiek podstawy prawnej
unieważnić każdy niewygodny dla niej inny dowód. Nie powinniśmy być takim
stanowiskiem związani. Na szczęście prokuratorzy przyznali, że ta kwestia musi
być wnikliwie wyjaśniona i że konieczne jest zarówno ponowne przesłuchanie
kontrolerów lotów, jak i zbadanie, dlaczego zaistniała sytuacja powodująca
unieważnienie zeznań.
Dziękuję za rozmowę.
