Programu nie ma, bo nie ma go w ramówce

Z Pawłem Nowackim, współautorem i wydawcą programu "Warto rozmawiać",
rozmawia Maciej Walaszczyk

Trochę się pogubiłem, więc zapytam wprost: "Warto rozmawiać" będzie w
wiosennej ramówce telewizyjnej Jedynki czy nie?

– Programu prowadzonego przez Jana Pospieszalskiego nie ma na antenie już od
dwóch tygodni. W czwartek otrzymałem jasną i czytelną wiadomość od pani dyrektor
Iwony Schymalli, że nie będzie już programu "Warto rozmawiać" w TVP, gdyż… nie
ma programu "Warto rozmawiać" w ramówce.

To ciekawe uzasadnienie. Na jakich podstawach oparte były przypuszczenia, że
program będzie istniał i jest szansa na jego kontynuację.

– O to, by program kontynuował swój cykl, zabiegaliśmy od grudnia, gdy pani
dyrektor Schymalla poinformowała nas, że od marca nie jesteśmy wpisani do
ramówki. Wtedy uzasadniała to w ten sposób, że jest to decyzja polityczna i w
związku z tym ona jako dyrektor TVP 1 nie ma na to wpływu. Dlatego radziła,
byśmy w tej sprawie interweniowali u ówczesnych prezesów Telewizji Polskiej.

Prezesów kojarzonych wtedy z SLD…
– Tak, a więc prezesów Bogusława Piwowara i Pawła Palucha. Jak się okazało w tym
czasie, w naszej sprawie toczyła się gra. Oni jako członkowie zarządu
tłumaczyli, że kontynuację programu by zaakceptowali, ale nie da rady, bo
przecież został wykreślony z marcowej ramówki, a od pani Schymalli nie wpłynął
nawet wniosek, by został do niej wpisany. Tymczasem dyrektor TVP 1 sama
wyjaśniała, że napisałaby taki wniosek, gdyby była szansa na zatwierdzenie go
przez zarząd. Sugerowała przy tym, że programu ma nie być z winy prezesów
kojarzonych SLD.

Długo panów tak zwodzono?
– Ten rodzaj gry w kotka i myszkę toczył się dość długo m.in. dlatego, że
zakomunikowano nam, byśmy zaproponowali jakiś nowy program, którego prowadzącym
będzie Jan Pospieszalski i który miał zyskać przychylność prezesów.

Co to miało być?
– W skrócie cały projekt polegał na tym, że Jan Pospieszalski miał jeździć po
Polsce i pokazywać problemy tej Polski prowincjonalnej – gminnej i powiatowej.
Ale już w studiu dyskutować o nich z przedstawicielami władzy, politykami,
urzędnikami jako o problemach ukazujących stan całego państwa. W momencie, w
którym osiągnęliśmy z Biurem Programowym porozumienie w sprawie jego charakteru
i konwencji, w jakiej będzie realizowany, okazało się, że dyrektor Schymalla nie
wyraża zgody na jego realizację, bo żąda kontynuacji programu "Warto rozmawiać".
Jednak przypominam, w tym samym czasie nie chciała złożyć w tej sprawie
stosownego wniosku o wpisanie go do ramówki, tłumacząc, że z powodów
politycznych… nie chciał go ówczesny zarząd telewizji.

Ale na chwilę pojawił się związany z PiS zarząd Przemysława Tejkowskiego i
Romualda Orła? Podobno wówczas "Warto rozmawiać" miało wrócić?

– Tak, w tym czasie podjął on nawet uchwałę w sprawie przywrócenia programu na
antenę i dokładnie w tym czasie pani Schymalla oświadczyła, że nie godzi się na
program ze względu na naciski polityczne w tej sprawie, którym ona nie ulegnie.

A jak już po kilku dniach ten zarząd upadł?
– To tłumaczyliśmy: pani dyrektor, skoro uważała pani, że były przez te kilka
dni naciski polityczne, to teraz ta przeszkoda została usunięta. Nie ma ani tych
potwornych ludzi z SLD, ani z PiS, więc chyba już można, a pełniącym obowiązki
prezesa jest "apolityczny" Juliusz Braun. Wtedy okazało się, że programu nie
będzie, bo nie ma go w ramówce.

A więc kwadratura koła?
– "Paragraf 22" – nie ma nas, dlatego że nas nie ma, a dokładnie dlatego – chcę
to wyraźnie powiedzieć – że osobiście pani dyrektor Iwona Schymalla zdecydowała,
by program "Warto rozmawiać" został zlikwidowany. Tak samo jak zdecydowała o
zdjęciu z anteny "Misji specjalnej", programu Bronisława Wildsteina, usunięciu
Jacka Karnowskiego z kierownictwa "Wiadomości". Po niecałym roku od katastrofy
smoleńskiej w telewizji publicznej nie ma żadnego programu, który mówiłby o tym,
w cieniu czego żyjemy przez cały czas. Zawdzięczamy to z całą pewnością pani
dyrektor Iwonie Schymalli.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj