Próba otrucia to nie zbrodnia

Trzech funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, którzy
próbowali otruć działaczkę opozycyjną Annę Walentynowicz, nie popełniło zbrodni
komunistycznej – uznał Sąd Okręgowy w Radomiu. Tym samym czyn ten uległ
przedawnieniu, a akt oskarżenia skierowany przez pion śledczy Instytutu Pamięci
Narodowej został oddalony. Postanowienie nie jest prawomocne. IPN nie wyklucza
złożenia zażalenia.

– Przed tutejszym sądem zapadło postanowienie o umorzeniu postępowania z powodu
przedawnienia karalności zarzucanych czynów – powiedziała Justyna Mazur,
rzecznik Sądu Okręgowego w Radomiu. – Sąd przyjął, iż czyny te nie stanowią
zbrodni przeciwko ludzkości i ich karalność uległa przedawnieniu – stwierdziła,
dodając że orzeczenie nie jest prawomocne, a "szczegółowe motywy rozstrzygnięcia
sporządzone na piśmie poznamy w terminie późniejszym".
Na razie IPN nie chce komentować sprawy. – Czekamy na pisemne uzasadnienie tej
decyzji. Dopiero po zapoznaniu się z nią zostaną podjęte decyzje w sprawie
ewentualnego złożenia zażalenia na postanowienie sądu – powiedział Andrzej
Arseniuk, rzecznik prasowy Instytutu.
Skierowany w sierpniu zeszłego roku do sądu akt oskarżenia dotyczył trzech
funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa: Tadeusza G., Marka K. i Wiesława S. Jak
stwierdził prokurator Bartosz Tymosiewicz z warszawskiego pionu śledczego IPN,
akt oskarżenia zawierał dwa elementy. Po pierwsze, byli esbecy są oskarżeni o
przekroczenie uprawnień, ponieważ "wzięli udział w opracowaniu i wdrożeniu
kombinacji operacyjnej zmierzającej bezpośrednio do podstępnego podania
działaczce NSZZ "Solidarność" Annie Walentynowicz środka farmakologicznego o
nazwie "furosemidum" za pośrednictwem tajnego współpracownika posługującego się
pseudonimem "Karol"". Usiłowali tym samym "narazić ją na bezpośrednie
niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu albo utraty życia". Pion
śledczy IPN zaznacza, że określone dawki tego środka powodują zatrucie, a
większe śmierć.
Po drugie, akt oskarżenia dotyczy udziału "w związku mającym na celu popełnienie
przestępstwa na szkodę działaczki opozycji antykomunistycznej, funkcjonującym w
strukturach organizacyjnych resortu spraw wewnętrznych". Ten czyn mieli popełnić
poprzez podjęcie "pozaprawnych czynności o charakterze przestępczym" wobec
działaczki "Solidarności" i tym samym dopuścili się "zbrodni komunistycznej w
postaci represji wobec jednostki oraz zbrodni przeciwko ludzkości w postaci
poważnego prześladowania osoby z powodu przynależności do określonej grupy
politycznej".
SB miała podjąć próbę otrucia Walentynowicz w październiku 1981 r. w Radomiu
podczas spotkania z robotnikami. Działaczka miała się zatrzymać u
współpracownika SB o kryptonimie "Karol", którego bezpieka poinstruowała, w
jakiej formie podać specyfik, który miał otruć Walentynowicz. Na szczęście
zdecydowała się ona wcześniej opuścić Radom. Dwa lata temu IPN postawił trzem
esbekom zarzuty. Nie przyznali się do zarzucanych im czynów.

 

Zenon Baranowski

drukuj