Praca po grób
Manifestacja arogancji władzy i bezsilność związkowców. – Rząd nie ma
mandatu społecznego na tak radykalną podwyżkę wieku emerytalnego – mówił wczoraj
w Sejmie szef NSZZ "Solidarność" Piotr Duda. Referendum nie będzie.
Przeciwko przeprowadzeniu referendum opowiedziało się 233 posłów, za było
180, a od głosu wstrzymało się 42. Poszczególne kluby okazały się niezwykle
zdyscyplinowane. Wszyscy biorący udział w głosowaniu członkowie PO i PSL
podnieśli ręce przeciw referendum, wszyscy z PiS, SLD i Solidarnej Polski – za,
a posłowie Ruchu Palikota od głosu się wstrzymali. Projekt ustawy w sprawie
podwyższenia wieku emerytalnego do 67 lat trafi do Sejmu najpóźniej za cztery
tygodnie. Deklarację taką złożył wczoraj premier. Parlamentarzyści koalicji
rządzącej przekonywali, że podwyższenie wieku emerytalnego jest niezbędne –
choćby z powodu niekorzystnych zmian demograficznych. A dzięki przesunięciu
czasu przejścia na emeryturę świadczenie emerytalne przyszłego emeryta –
oczywiście jeśli tego wydłużonego wieku emerytalnego dożyje – ma być wyższe.
Minister finansów Jacek Rostowski obiecał, że szykowane przez rząd zmiany
emerytalne nie będą dla ludzi bolesne, a premier Donald Tusk mówił, iż naprzeciw
oczekiwaniom społecznym wychodzą ustalenia, jakie poczynił wraz z wicepremierem
Waldemarem Pawlakiem, dotyczące m.in. możliwości – w wieku przedemerytalnym –
przejścia na tzw. emeryturę częściową. Przewodniczący NSZZ "Solidarność" Piotr
Duda, który uzasadniał wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie
pozostawienia wieku emerytalnego bez zmian, podkreślał, iż rząd powinien przede
wszystkim zadbać, aby Polakom stworzyć warunki do dłuższej aktywności zawodowej,
a nie po prostu decydować o przesunięciu wieku przechodzenia na emeryturę.
Zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn oraz jego podniesienie do 67
lat to najistotniejsza reforma z zapowiedzianych przez Donalda Tuska w exposé.
Jednak ledwie kilka tygodni przed wystąpieniem w Sejmie, podczas kampanii
wyborczej, przygotowywaną społeczeństwu reformą starający się o reelekcję –
kontynuowanie swoich rządów – politycy Platformy Obywatelskiej pochwalić się nie
raczyli. Wychodzili zapewne z założenia – słusznego – że podwyższenie wieku
emerytalnego wbrew woli obywateli będzie można później przeforsować w Sejmie z
koalicjantem, nie pytając nikogo o pozwolenie. Między innymi na brak tego
mandatu społecznego zwracał wczoraj w Sejmie uwagę przewodniczący NSZZ
"Solidarność" Piotr Duda. Pod wnioskiem o referendum zawierającym pytanie: "Czy
jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego wieku emerytalnego wynoszącego 60
lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn?", podpisało się aż około 2 mln obywateli.
Do Sejmu wniosek trafił z blisko 1,4 mln podpisów.
Duda tłumaczył, że przygotowanie i przeprowadzenie referendum da ludziom
szansę na zapoznanie się ze wszystkimi "za" i "przeciw". I pozwoli na szeroką
dyskusję w tej sprawie, a następie na podjęcie przez Polaków decyzji, które
argumenty przeważą.
Z obranej przez rząd strategii wynika natomiast, że rząd jedynie inscenizuje
spotkania z ugrupowaniami politycznymi czy partnerami społecznymi, a robi swoje,
by następnie – w tej niezwykle istotnej dla społeczeństwa sprawie – zagrać
zawieranie kompromisu z samym sobą. Pytanie referendalne, które zaproponowali
wnioskodawcy, było często krytykowane przez polityków rządzącej koalicji jako
narzucające odpowiedź, zbyt proste. – To, że spotykamy się z takimi zarzutami,
świadczy o tym, jak kłopotliwe i niewygodne dla rządu może być zadanie pytania i
spytanie o zdanie własnych obywateli. Cytuję pana słowa, panie premierze. Przed
wyborami zawsze pan mówił tak: Zdajemy się na mądrość Polek i Polaków. Niech się
pan zda – apelował Duda.
Co Platforma mówiła wcześniej
Przewodniczący "Solidarności" cytował później jeszcze więcej. I to
prominentnych polityków Platformy Obywatelskiej, których wypowiedzi wskazywały
nie tylko, że nie są zbyt skłonni do podwyższenia wieku emerytalnego, ale –
niektóre z nich – że są temu wręcz przeciwni. Według wnioskodawców, to m.in.
brak debaty, choćby podczas niedawnej kampanii wyborczej o zamiarze podniesienia
wieku emerytalnego, uzasadnia potrzebę zapytania w tej sprawie społeczeństwa. –
Jedna z moich ulubionych sentencji mówi, że człowiek jest wart tyle, ile jego
słowo. Sprawdźmy więc, ile są warte słowa pana premiera, pana prezydenta i
ministra finansów – mówił Piotr Duda. I przystąpił do cytowania: Pan premier
Donald Tusk dla "Gazety Wyborczej" z 19 marca ubiegłego roku mówił: "Nie wierzę,
żeby wszyscy ludzie zbliżający się do 70 lat mogli pracować w swoich zawodach z
równą wydajnością, jak robili to wcześniej. Trzeba znaleźć rozwiązania
elastyczne, miękkie, przede wszystkim dobre dla ludzi. Zachęcające ich do
dłuższej aktywności zawodowej. A w konsekwencji dobre dla równowagi
demograficznej na rynku pracy". Następnie przyszła kolej na deklaracje składane
w czerwcu 2010 r. przez ówczesnego kandydata na prezydenta Bronisława
Komorowskiego podczas debaty z Jarosławem Kaczyńskim. – Teraz pan prezydent
Bronisław Komorowski, który jak wiecie, też jest przeciwko referendum. Pan
prezydent Bronisław Komorowski (…) mówił tak: w Polsce nie ma potrzeby
podnoszenia wieku emerytalnego. Można stworzyć możliwość wyboru – na przykład
łącznie z wyższą emeryturą. Nic na siłę – cytował Duda. Interesująca była też
przytoczona przez Dudę wypowiedź ministra finansów Jacka Rostowskiego. – Mało?
To na gorzki deser. Ostatnia ze złamanych obietnic, tym razem pana ministra
Jacka Rostowskiego w radiu TOK FM: Nie chciałbym angażować się w reformy bolesne
i niepotrzebne, jak na przykład podwyższanie wieku emerytalnego. Wprowadziliśmy
system, który zachęca do dłuższego pozostawania na rynku pracy i nie ma potrzeby
podnoszenia wieku emerytalnego. Koniec cytatu – stwierdził Duda. – Panie
prezydencie, panie premierze, panie ministrze. Co się stało w ostatnich
miesiącach, że tak zmieniliście zdanie? Co z waszym honorem, co z
odpowiedzialnością za słowa? Polacy nie zapomnieli tych obietnic. Te dwa miliony
podpisów są również na to dowodem – dodał przewodniczący "Solidarności".
Polacy nie wierzą w "reformę"
Przywołał również wiele badań opinii publicznej wskazujących, że przeciwko
podwyższeniu wieku emerytalnego jest 80-90 proc. Polaków. – Polki i Polacy nie
chcą, aby tak ważne zmiany zachodziły w tak szybkim tempie bez wyczerpujących
konsultacji. Chcą się w tej sprawie wypowiedzieć. (…) Na zakończenie zwracam
się jeszcze do pana premiera Pawlaka, do pana premiera Tuska. Panowie premierzy,
nie myślcie, że wasza gra obliczona na podnoszenie napięcia, gra złego i dobrego
policjanta, strażnika finansów publicznych i wrażliwego społecznie zmyli
Polaków. Rzucone w drodze koalicyjnego kompromisu marne cząstkowe emerytury nie
zastąpią realnych działań. Nie w tym rzecz, panowie. Te cząstkowe emerytury
można skwitować jednym, że teraz nam się proponuje albo pracować do śmierci,
albo szybciej umrzeć z głodu – dodał Duda.
Premier o pętakach
Argumenty szefa "Solidarności", ale też zabierających później głos
reprezentantów klubów parlamentarnych musiały trafić premiera niezwykle celnie.
Przemawiający po nich szef rządu był zbity z tropu i wyraźnie wyprowadzony z
równowagi. – Nie jesteśmy ekipą obsesyjnych obserwatorów. Jesteśmy ekipą, która
w zdroworozsądkowy sposób bada każdy przypadek, każdy z osobna. (…) My
naprawdę ludzi poważnie potraktowaliśmy, bo ja, panie przewodniczący, wtedy
kiedy rozmawiamy o przyszłych emeryturach, to ja idę do ludzi, żeby ich słuchać,
a nie żeby ich mobilizować do krzyku. To jest zasadnicza różnica między nami –
tłumaczył Tusk.
Premier snuł wywód, że zadanie Polakom w referendum pytania, czy chcą
pozostawienia wieku emerytalnego bez zmian, byłoby jednoznaczne z zapytaniem
ich, czy chcą więcej pieniędzy. – Przewodniczący Duda powiedział tutaj, że
najlepszym sposobem na wyższą emeryturę są wyższe zarobki. Chłopie, nie krępuj
się, wrzuć drugie pytanie – dwukrotność zarobków, referendum, najprościej –
podwoić zarobki w Polsce. Będę pierwszy, który zagłosuje na "tak" – mówił szef
rządu. Tusk dodał, że "przyzwoitość i elementarna kompetencja wskazują, iż nie
powinno poddawać się tego pod głosowanie, bo zarobki, zamożność społeczna,
zamożność państwa nie zależą od tego, jak często przegłosujemy ten postulat w
referendum, tylko od czegoś zupełnie innego". – I dlatego, wtedy kiedy wy
zdecydowaliście się zadać tak pytanie, to tylko dlatego, i jestem o tym
przekonany, że znaliście powszechną gotowość do odpowiedzi na to pytanie.
Oczywiście odpowiedź, która jest wygodna z punktu widzenia każdego z was. Nie na
tym polega odpowiedzialność przywódcy, panie przewodniczący. To jest łatwa
rzecz. Ja bym się – powiem szczerze – wstydził na pana miejscu podejmować tak
łatwych zadań. Myślę, że nie po to wybierano pana na szefa "Solidarności", żeby
pan się podejmował zadań, które właściwie jest w stanie wykonać każdy pętak, bo
to jest najprostsze, co może być – stwierdził szef rządu. Po tej wypowiedzi
marszałek Ewa Kopacz, zaliczana do grona najbliższych współpracowników Tuska, ku
zdumieniu samego premiera zarządziła przerwę w obradach dla uspokojenia
atmosfery.
Tusk do komisji etyki
Szef rządu nie widział chyba niczego nadzwyczajnego w tym, że przed wyborami
nie mówił o planach podwyższenia wieku emerytalnego. Posłom pogroził natomiast,
że znajdzie cytaty z ich wypowiedzi, wskazujące, że "co innego mówili, a co
innego robili". Minister Jacek Rostowski wyjaśniał natomiast, że w sprawie
podwyższenia wieku emerytalnego po prostu "miał odwagę zmienić zdanie".
Duda stwierdził, zwracając się do premiera, że nie wziął do siebie określenia
"pętak" i Donald Tusk nie ma za co przepraszać. Zaznaczył jednak, iż obawia się,
by nie wzięły tego do siebie dwa miliony osób, które poparły wniosek
"Solidarności" o referendum. Beata Kempa (Solidarna Polska) zapowiedziała, że
jej klub skieruje wniosek do sejmowej Komisji Etyki Poselskiej o ukaranie szefa
rządu za "haniebną i niedobrą" wypowiedź.
Wniosek w tej sprawie skierował już do komisji etyki klub PiS. Sejmową debatę
śledziły na telebimie przed parlamentem tysiące związkowców. Od kilku dni
protestujący pikietowali przed budynkiem Sejmu przeciw podniesieniu wieku
emerytalnego. Marszałek Ewa Kopacz – mimo nalegań ze strony posłów opozycji –
nie uznała za stosowne, by reprezentacja związków zawodowych obserwowała debatę
w sprawie referendum z galerii na sali obrad.
Artur Kowalski
