Pozew za powódź
Pozew zbiorowy przeciwko Skarbowi Państwa szykują mieszkańcy i przedsiębiorcy
z Sandomierza. Obwiniają rząd, że nie dołożył starań, by zapobiec
niedawnym powodziom i ich katastrofalnym skutkom. Jak argumentują, koalicja PO
– PSL nie wywiązała się z obowiązku konstytucyjnego, jakim jest zapewnienie
obywatelom bezpieczeństwa, w tym wypadku poprzez budowę wałów, zbiorników
retencyjnych i regulację rzek. Pozew będzie zawierał roszczenia o
odszkodowania za utracone dobra i majątki społeczności Sandomierza.
Poseł Marek Kwitek (PiS) z Sandomierza nie dziwi się, że rozgoryczenie ludzi
narasta. – W trakcie powodzi bądź zaraz po przejściu pierwszej czy drugiej
fali premier Donald Tusk pokazywał się na wałach, manifestował swoje współczucie,
wszędzie składał deklaracje. Niczym cień za premierem podążał marszałek
Bronisław Komorowski, który wykonywał podobne gesty. I na tym się skończyło.
Myślę, że właśnie to lekceważące podejście najwyższych władz spowodowało
taką reakcję ludzi – uważa poseł Kwitek.
W ubiegłym tygodniu w Sandomierzu pojawili się przedstawiciele Ministerstwa
Gospodarki, którzy spotkali się z miejscowymi przedsiębiorcami. Premier Tusk,
odwiedzając Sandomierz, rozbudził ludzkie nadzieje. Miały paść konkretne
propozycje ze strony rządu dla poszkodowanych przez powódź przedstawicieli
biznesu. Tymczasem… – Przedstawiciele resortu gospodarki nie przywieźli nic,
co mogłoby zainteresować naszych przedsiębiorców. To jeszcze bardziej
utwierdziło ich w przekonaniu o konieczności oskarżenia rządu i domagania się
odszkodowania z tytułu poniesionych strat – mówi Marek Kwitek.
Sandomierzanie uważają, że to w dużej mierze na skutek wieloletnich zaniedbań
rządzących przemysłowa część miasta, osiedla mieszkalne i sporo miejscowości
województwa świętokrzyskiego znalazły się pod wodą. Zalanych zostało
ponad czterysta firm i przedsiębiorstw w Sandomierzu. Jak powiedział
"Naszemu Dziennikowi" Zbigniew Rusak, jeden z przedsiębiorców
poszkodowanych przez powódź, właściciele sandomierskich firm liczyli na doraźną
pomoc, m.in. na ulgi w podatkach, kredyty czy pomoc w wypłacie wynagrodzeń dla
pracowników. Nie otrzymali jednak nic konkretnego. – Nie zawiesiliśmy naszych
firm, bo w obecnej sytuacji wiązałoby się to z ich likwidacją. Tymczasem ze
strony rządu nie ma żadnych dyrektyw, co z tym fantem zrobić, ani jak nam pomóc.
Mija już półtora miesiąca od pierwszej powodzi, a władze w terenie,
udzielając pomocy, wciąż opierają się jedynie na ustnych rozporządzeniach
premiera wypowiadanych w środkach masowego przekazu – konstatuje Rusak.
Niepokój budzi stan wałów przeciwpowodziowych, które nie zahamowały fali
powodziowej, brak regulacji rzek i zbiorników retencyjnych, które mogłyby
uratować wielu ludzi przed żywiołem. Kto za to odpowiada, jeśli nie rząd?
– W pozwie przygotowywanym przez jedną z kancelarii prawnych w Krakowie wykażemy,
że rząd i instytucje, które mu podlegają, zaniedbały swoje obowiązki i
wina jest po stronie władzy. W tej sytuacji dlaczego my, poszkodowani, mamy
prosić o jakąś jałmużnę? – zauważa przedsiębiorca.
Termin składania pozwów od chwili wniesienia pozwu zbiorowego to trzy miesiące.
W tym czasie wszyscy, którzy o tym do tej pory nie wiedzieli, będą mogli dołączyć
się do inicjatorów działania i dochodzić swoich roszczeń.
Zbigniew Rusak, jeden z poszkodowanych przez powódź sandomierskich przedsiębiorców,
przypomina, że nikt nie przeciwstawiał się zabudowie zalanych dziś terenów
obok obiektów mieszkalnych także na cele przemysłowe. Począwszy od lat 60.
powstały tu takie zakłady, jak huta szkła okiennego czy przetwórnia pasz
oraz dworzec PKP i cała infrastruktura z tym związana. Skoro więc usytuowano
tu tak ważne obiekty, to należało zadbać o ich bezpieczeństwo i ochronę, a
tego niestety nie uczyniono. W rezultacie zalanych zostało blisko 420 firm.
– Pozostawieni sami sobie w tej sytuacji jesteśmy zmuszeni jako pierwsi w
Polsce wnieść pozew zbiorowy przeciwko rządowi, który w naszej ocenie, jest
winny zaniedbań. Mamy nadzieję, że sąd podzieli nasze racje, a poniesione
straty zostaną nam zrekompensowane – tłumaczy Zbigniew Rusak.
Przygotowujący pozew chcą też wymusić na władzach centralnych pracę na
rzecz przeciwdziałania kolejnym powodziom. – Minął już jakiś czas od
powodzi, ludzie sprzątają swoje obejścia, a nieopodal – w Koćmierzowie,
gdzie woda przerwała wał i wyrwa ma tam około 160 m, nie robi się nic, aby
to załatać. W przypadku kolejnej wielkiej wody fala zaleje nas ponownie. Po co
zatem wydaje się pieniądze na odszkodowania, skoro nie likwiduje się
przyczyny powodzi, z którą za miesiąc możemy mieć znów do czynienia? Czy
nie jest to przykład niegospodarności władz i nieroztropnego szafowania pieniędzmi
podatników? – pyta retorycznie zbulwersowany przedsiębiorca z Sandomierza.
Trzy miesiące od wniesienia pozwu
Od momentu wniesienia pozwu zbiorowego termin składania pozwów to trzy miesiące.
W tym czasie wszyscy zainteresowani będą mogli przyłączyć się do inicjatorów
pozwu i dochodzić swoich roszczeń. – Liczymy na to, że będzie to prawdziwa
bomba, która postawi wreszcie naszą władzę na nogi i uświadomi jej, że nie
wolno marnować pieniędzy podatnika i że rządzenie to nie zabawa. Skoro
uzyskało się mandat społeczny, to należy rządzić, służyć społeczeństwu
i zagwarantować wszystkim obywatelom bezpieczeństwo. Do tej pory polski rząd
tego nie robi – zauważa Zbigniew Rusak.
Przypomina tak nagłaśnianą medialnie pomoc rządu w postaci 6 tys. zł dla
poszkodowanych, której wypłata w Kotlinie Sandomierskiej wygląda fatalnie.
Rzadko kto otrzymuje tam deklarowaną przez premiera Tuska kwotę, najczęściej
to 3-4 tys. zł, choć są i tacy, którzy otrzymali tylko tysiąc złotych. –
Pieniądze biorą tylko ci, którzy nie mają na chleb, większość jednak
odmawia i składa odwołania. W tej sytuacji mówienie, że rząd daje po 6 tys.
zł, mija się z prawdą – komentuje Rusak.
Większość ludzi czuje się pozostawiona bez pomocy i znalazła się w bardzo
trudnej sytuacji. Składając pozew, chcą walczyć o swoje. – Być może
przyszedł czas, by Polacy zaczęli walczyć o prawdziwą demokrację, a nie
godzili się na tzw. demokrację ustną, o której się tylko mówi. Nasza
wygrana będzie nauczką dla tego rządu i każdego następnego, że trzeba wypełniać
swoje obowiązki, bo władza to służba i obowiązek względem obywateli, względem
firm. Nie może być tak, że od nas się tylko wymaga, nie dając nic w zamian
– konkluduje przedsiębiorca z Sandomierza.
Pozew zostanie złożony 19 lipca, z chwilą wejścia w życie ustawy o możliwości
składania pozwów zbiorowych. Zainteresowanych złożeniem już dziś jest
ponad sto osób i firm. Sandomierzanie mają nadzieję, że sądy szybko ustalą,
po czyjej stronie leży wina.
Zawiadomienie do prokuratury
To nie jedyna forma protestu powodzian przeciw bezczynności władz. Również
grupa mieszkańców Tarnobrzega chce ukarania osób winnych zaniedbań, które w
ich ocenie poprzez swoje zaniedbania przyczyniły się do zalania przez wody Wisły
kilku osiedli. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do
Prokuratury Rejonowej w Tarnobrzegu złożyło kilkudziesięciu mieszkańców
osiedla Wielowieś. – Zawiadomienie dotyczy nieprawidłowości przy
zabezpieczeniu wałów w Koćmierzowie. W wyniku przerwania obwałowań doszło
do zalania os. Wielowieś oraz szeregu innych miejscowości – wyjaśnia Jerzy
Dybus, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu.
Składający wniosek wskazują też na brak należytej melioracji na tym
obszarze, co skutkowało zalaniem. W ich ocenie, niedopełnienie obowiązku
skutecznego zabezpieczenia przed powodzią przez powołane do tego osoby i
instytucje przyczyniło się do stworzenia warunków zagrożenia życia i
zdrowia mieszkańców Wielowsi i zniszczenia ich dobytku. Obecnie trwa postępowanie
sprawdzające. O tym, czy zostanie wszczęte postępowanie w tej sprawie,
prokuratura zdecyduje do połowy lipca.
Ile warte ustawy powodziowe
Sejm przyjął właśnie dwie ustawy powodziowe: projekt rządowy i projekt
autorstwa marszałka Sejmu. W ocenie ministra Michała Boniego, obejmują one
szereg działań dotyczących pomocy poszkodowanym przez powódź. Ustawa ma także
zapewnić pomoc m.in. przedsiębiorcom oraz pracownikom z terenów dotkniętych
przez żywioł. – To jest ustawa, która reaguje na powódź. Mam nadzieję, że
pomoże ona w sprawnym działaniu instytucji, w usprawiedliwianiu i wypłacaniu
wynagrodzeń za czas nieobecności w pracy, że pomoże przedsiębiorcom, którzy
będą chcieli uzyskać środki czy to z funduszu pracy, czy to z funduszu
gwarantowanych świadczeń pracowniczych. Wszystko po to, żeby utrzymać swoją
działalność i obecne zatrudnienie – mówił. Projekty wprowadzają także
regulacje dotyczące infrastruktury, a także pomocy dla rolników. – Ustawa ta
będzie dawała rolnikom możliwość wcześniejszego otrzymania dopłat.
Zamiast czekać do późnej jesieni czy przyszłego roku, niektórzy otrzymają
je wcześniej – zapewnił Boni.
Projekt rządowy musi być jeszcze notyfikowany przez Komisję Europejską, bo
zawiera przepisy dotyczące pomocy publicznej dla przedsiębiorców. Jednak w
ocenie ministra Boniego, zatwierdzenie będzie tylko formalnością.
Tymczasem przedsiębiorcy z Sandomierza ostro krytykują projekt rządu. Twierdzą,
że w bardzo małym stopniu zaspokaja on ich potrzeby, a przede wszystkim nie
rekompensuje zaniedbań ze strony rządu. – To, co rząd proponuje w swoim
projekcie, jest kpiną. Przez półtora miesiąca jesteśmy pozbawieni dochodu.
Ponadto nie tylko fabryki czy zakłady, ale także biura wielu firm zostały
zalane, w tym również dokumenty, komputery. Tymczasem projekty rządowe
przewidują poręczenia, zabezpieczenia, hipoteki czy np. dokumenty o
niezaleganiu ze składkami. Większość naszych firm nie posiada żadnej
dokumentacji, bo została zalana bądź uległa zniszczeniu. Za takie
uproszczenia i pomoc dziękujemy – mówi oburzony Zbigniew Rusak.
Mariusz Kamieniecki
