Powrót do realizmu
Głównym przedmiotem troski rządu Mario Montiego wydaje się dzisiaj
"ratowanie euro". Troska ta wypływa z przekonania, że od stanu wspólnej waluty
zależy dobrobyt ekonomiczny Włoch i Europy, a problem, jaki stanął przed
Włochami i całą Europą, dotyczy systemu monetarnego. Rozwiązać zaś go można przy
użyciu instrumentów podatkowych.
Zmiana kursu walut i podnoszenie podatków istotnie są dwoma głównymi
instrumentami, jakimi dysponują rządzący podczas przeprowadzania manewrów
ekonomicznych. Jako że zmiana kursu waluty przestała być możliwa w krajach,
które przyjęły euro, pozostaje im jedynie "dźwignia podatkowa" – do czasu kiedy
i ten instrument zostanie oddany w gestię Brukseli.
Zmniejszanie się dystansu pomiędzy jednolitym systemem walutowym a wspólnym
dla Europy systemem podatkowym wynika z roli, jaka została przypisana
Europejskiemu Bankowi Centralnemu w traktacie z Maastricht, któremu Mario Monti
gorąco kibicował. Podjęcie refleksji na temat roli waluty i banków, które
determinują jej użycie i produkcję, pozwoliłoby lepiej zrozumieć konstrukcję
dzisiejszej Europy. Tym, którzy chcieliby zgłębić ten temat, polecam lekturę
książki prof. Jörga Guido Hźlsmanna "Etyka wytwarzania pieniądza" (Solfanelli,
Chieti 2011).
Pieniądz rodzi się jako towar zamienny najbardziej nadający się do tego, aby
zastąpić barter – rozumiany jako handel wymienny. Towarem może być także środek
płatniczy. Aby mógł on zostać zaakceptowany, musi posiadać pewne cechy: nadawać
się do łatwego użycia i z jakiegoś powodu być pożądany w danym społeczeństwie –
czy to ze względu na łatwość użycia, czy też ze względu na wartość, jaką ma sam
w sobie – niezależnie od swojej siły nabywczej.
We wszystkich cywilizacjach funkcję środka płatniczego pełniły niektóre
metale, takie jak złoto, srebro czy miedź. Z wyżej wymienionych powodów możemy
je określać mianem "pieniądza naturalnego".
W XVII wieku, wraz z utworzeniem Banku Amsterdamskiego (1609) i Banku Anglii
(1694), narodził się system bankowy utworzony w oparciu o papierową walutę i
kontrolowany przez państwo. Bank Amsterdamski zaczął emitować papierowe
zaświadczenia potwierdzające, że ich właściciel jest prawnym posiadaczem
określonej ilości kruszca zdeponowanego w bankowych sejfach. Wydawane banknoty w
każdej chwili można było wymienić przy okienku bankowym na metale szlachetne.
Potrzebne do tego było jedynie wyrażenie takiej prośby przez ich posiadacza. Dla
wygody jednak ludzie woleli także podczas dokonywania zakupów posługiwać się
banknotami potwierdzającymi fakt posiadania określonej ilości kruszca
znajdującego się w depozycie bankowym.
Narodziny rezerwy frakcyjnej
Instytucje kredytowe zaczęły zatem wprowadzać do obiegu wielką ilość
banknotów. Przewyższała ona ilość złota bądź srebra zgromadzonego w bankowych
sejfach. Wymusiło to na rządach poszczególnych państw zapewnienie papierowym
środkom płatniczym wiarygodności. W ten sposób narodził się bankowy model
rezerwy frakcyjnej, w którym państwa zapewniają bankom opiekę prawną, podczas
gdy te ostatnie emitują pieniądze według rządowych dyrektyw ekonomicznych.
Rezerwa frakcyjna, na której opiera się nowoczesny system bankowy, jest to
część depozytu bankowego – kiedyś w złocie, dziś w monetach bądź łatwych do
upłynnienia aktywach – która jest przez bank prawnie chroniona. Ta obligatoryjna
rezerwa, która z początku wynosiła około 20 procent, stopniowo została
zredukowana do wartości niższej niż 2 procent, aby umożliwić w ten sposób – z
korzyścią dla banków – ekspansję kredytów niemających oparcia w realnej bazie.
Dobrze to wyjaśnił laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii Maurice Allais
(1911-2010).
Rezerwa frakcyjna stanowi doskonały instrument polityki monetarnej, na
przykład w odniesieniu do stóp procentowych, a przede wszystkim przyczynia się
do ogromnego wzbogacenia się tych, którzy wytwarzają bądź pożyczają pieniądze.
Hźlsmann wyjaśnia, że współczesne instytucje polityki pieniężnej nie powstały w
sposób naturalny, w odpowiedzi na potrzeby ekonomiczne, ale po to, żeby
umożliwić lobby polityków i bankierów osiąganie własnych celów politycznych i
bogacenie się kosztem innych grup społecznych. Wyjaśnia to fakt, dlaczego
instytucje zajmujące się polityką finansową, które dominują obecnie na scenie
wszystkich krajów świata, mają tyle szczęścia w swoim funkcjonowaniu.
Gold-exchange standard
Próby wyjaśnienia historii ostatnich dwóch wieków przy użyciu kryteriów
czysto ekonomicznych byłyby jednak nadużyciem. Zagadnienia finansowe należałoby
umieścić w szerszej panoramie, wiążąc je z powołaniem Wielkiej Loży w Londynie w
1717 roku oraz przypadającym na ten sam okres rozwojem deistycznej filozofii
angielskiej. Trzeba podkreślić, że w XVIII i XIX wieku system monetarny najpierw
w Anglii, a później także we Francji czy w Niemczech ewoluował w podobnym
kierunku: stworzenia monopolu na posiadanie złota, pozostawienia banków i
rezerwy frakcyjnej w gestii systemów finansowych danego państwa, wprowadzenia
banknotów do oficjalnego obiegu, chronienia bankierów przez państwo.
W celu wzmocnienia systemu niemiecki kanclerz Otto von Bismarck pod koniec
XIX wieku dał zielone światło do stworzenia systemu monetarnego znanego jako
gold standard, który zakładał wymienialność monety na złoto. Uważa się to za
fundament systemów ekonomicznych. Wybór złota jako standardowego środka
płatniczego w handlu zagranicznym był spowodowany tym, iż banki centralne
poszczególnych państw gromadziły oszczędności właśnie w złocie.
Po pierwszej wojnie światowej ustalił się system gold-exchange standard, w
którym funkcję banków światowych pełniły jedynie dwa banki – amerykański Fed
oraz Bank Anglii. Wszystkie waluty narodowe zasadniczo odpowiadały rezerwie
frakcyjnej mającej pokrycie w złocie – poprzez dolara amerykańskiego. Także
system stworzony w 1944 roku w Bretton Woods po drugiej wojnie światowej można
określić jako gold-exchange standard. Bazował on na stosunkach handlowych
ustalonych pomiędzy poszczególnymi walutami odnoszącymi się do dolara, który z
kolei "opierał się" na złocie.
Doszło do stworzenia jednego centralnego skarbca, amerykańskiego Fed –
jedynego banku będącego w stanie zapewnić pokrycie w złocie dla posiadanych
przez siebie banknotów. W celu zagwarantowania roli Stanów Zjednoczonych w
nadawaniu kierunku rozwoju światowego porządku ekonomicznego stworzono dwie
międzynarodowe instytucje biurokratyczne, które przetrwały do dziś: Bank
Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
Pusty pieniądz w natarciu
System z Bretton Woods upadł w 1971 roku, kiedy to Fed odmówił dokonywania w
przyszłości zamiany na złoto dolarów będących w posiadaniu innych banków
centralnych. Poszczególne państwa, wolne od jakichkolwiek zobowiązań, zaczęły
emitować ad libitum banknoty, powodując inflację i tworząc dług publiczny.
Odejście od systemu Brettona Woodsa pozwalało w istocie na wyprodukowanie ex
nihilo jakiejkowiek sumy pieniędzy, bez żadnych ograniczeń etycznych i
ekonomicznych, w oparciu jedynie o kredyty udzielane rządom poszczególnych
państw przez banki centralne. Wobec ogromnego wzrostu zadłużenia bankierzy i
politycy postanowili stworzyć nowy system monetarny. W ten sposób doszło do
podpisania traktatu z Maastricht (1992), który zakładał wprowadzenie
ujednoliconej waluty europejskiej, stworzenie systemu banków centralnych i
powołanie Europejskiego Banku Centralnego jako jedynej instytucji zdolnej
sprawować kontrolę emisji banknotów i panować nad ich ilością.
W 1997 roku, 12 miesięcy przed wprowadzeniem euro, pomiędzy państwami Unii
Europejskiej został zawarty Pakt Stabilności i Wzrostu, zwany także traktatem z
Amsterdamu. Jego celem było ograniczenie, poprzez nakładanie sankcji, deficytu
publicznego Stanów Zjednoczonych. Kontestowany w 2003 roku przez Niemcy i
Francję – te same kraje, które dziś domagają się jego przestrzegania – Pakt
Stabilności nie zdał egzaminu, ponieważ problem nie tkwił w zadłużeniu, ale w
walucie.
Euro, zarządzane przez Europejski Bank Centralny, mimo że nie jest walutą
narodową żadnego kraju, utrzymuje się jedynie dlatego, że cieszy się szczególną
ochroną prawną. Rozwiązanie, jak mówi szkoła austriacka, leży w powrocie nie
tyle do walut narodowych, ile do waluty rzeczywistej – zarówno w Europie, jak i
w państwach narodowych. Społeczeństwo wolne i szanujące własność prywatną
powinno przyjąć wielość walut, pozwalając na wybór najlepszego środka
płatniczego spośród wielu możliwości.
Pieniądz papierowy nie wytrzyma raczej konkurencji walut naturalnych,
posiadających walor wynikający z samej ich istoty – to znaczy mogących zawsze
być spieniężonymi. "Nie trzeba zmieniać instrumentów takich jak banknoty ani
organizacji banków centralnych – pisze Hźlsmann – ale należy zmienić raczej
normy prawne, którym podlegają banki centralne i produkcja waluty papierowej.
Należy znieść przywileje prawne banków centralnych i instytucji zarządzających
finansami".
W rzeczywistości problem jest bardziej złożony, ponieważ nie wystarczy
zniesienie przywilejów prawnych, jeśli nie zmieni się zasad, na których zostało
zbudowane nowoczesne społeczeństwo, które zastąpiło prymat metafizyki i
moralności prymatem ekonomii. Nie chodzi tu o utopię, ale o powrót do realizmu:
tego realizmu, który powinniśmy odnaleźć na wszystkich planach i na wszystkich
poziomach, od ekonomii po politykę, od sztuki po filozofię. Utopiści określają
jako utopię wszystko to, co odbiega od ich zdeformowanych marzeń. Tymczasem poza
realizmem istnieje jedynie autodestrukcyjne szaleństwo tych, którzy stoją
dzisiaj na czele Europy.
Prof. Roberto de Mattei
historyk, Uniwersytet Cassino
