Potrzeba nam katolickich mediów

Z JE ks. abp. Tadeuszem Kondrusiewiczem, metropolitą mińsko-mohylewskim na
Białorusi, rozmawia Sebastian Karczewski

Jubileusz 300. rocznicy konsekracji archikatedralnego kościoła pw.
Najświętszej Maryi Panny w Mińsku to okazja do spojrzenia na sytuację Kościoła
katolickiego na Białorusi. Jakie problemy są najbardziej odczuwalne?

– Pierwszym problemem jest brak kościołów, szczególnie w wielkich miastach.
Weźmy choćby Mińsk – 2 miliony mieszkańców, 300 tysięcy katolików, a mamy tylko
4 kościoły w centrum miasta. Dzięki Bogu udało nam się w ostatnim czasie
wybudować cztery nowe kaplice, a więc w sumie mamy osiem miejsc, w których
możemy modlić się, sprawować Liturgię. Zarejestrowanych mamy jednak 18 parafii.
A więc ludzie z parafii, które nie posiadają własnych świątyń, modlą się w
istniejących kościołach lub za niewielką opłatą wynajmują od władz jakieś
pomieszczenia na niedzielną Mszę Świętą. Niektórym księżom udaje się wynajmować
takie miejsca nawet codziennie. To jest bardzo ważne, by ludzie mieli własne
miejsce, w którym mogliby się gromadzić na modlitwie.
Dzięki Bogu w ostatnich latach władze coraz częściej wydają pozwolenia na budowę
nowych kościołów. Dziś posiadamy osiem placów pod budowę nowych świątyń.
Problemem jest wybudowanie na nich kościołów… U nas jest wszystko bardzo
drogie, nawet droższe niż w Polsce…

Istotnym problemem jest brak świątyń, ale wcale nie mniejszym wydaje się brak
duszpasterzy…

– Brak księży na pewno jest odczuwalny. Obecnie na Białorusi pracuje 460
kapłanów. Około 290 z nich to obywatele Białorusi. Pozostali pochodzą z
zagranicy, przede wszystkim z Polski. Tutaj trzeba powiedzieć, że o ile 20 lat
temu było w naszym kraju zaledwie 60 rodzimych kapłanów, o tyle teraz liczba ta
wzrosła niemal pięciokrotnie. A więc wzrost bardzo duży. Jednak wciąż jeszcze
potrzebni są księża z innych krajów do pomocy, gdyż ta liczba kapłanów, którą
mamy, nie wystarcza do wypełnienia wszystkich obowiązków duszpasterskich…

Kościół katolicki na Białorusi zatem nie może narzekać na brak powołań
kapłańskich…

– Mamy dwa seminaria duchowne: w Grodnie i w Mińsku. Do kapłaństwa przygotowuje
się tam w sumie około 90 seminarzystów. Nadto około 30 przygotowuje się do
przyjęcia święceń kapłańskich we wspólnotach zakonnych. Oczywiście, porównując
te liczby do niektórych krajów zachodnich – jak na kilka milionów białoruskich
katolików – wydaje się to dużo. Jednak dla nas jest to wciąż za mało. Chciałoby
się więcej…

Nie od dziś wiadomo, że istotną rolę w misji Kościoła katolickiego odgrywają
środki społecznego przekazu. Jak ta sprawa wygląda na Białorusi?

– Nie wyobrażam sobie działania Kościoła bez wykorzystania środków przekazu.
Kościół, jeśli chce w pełni wykorzystać możliwości ewangelizacyjne, musi
korzystać z mediów. Bo dziś młodzież wychowywana jest na mass mediach. Dla
przykładu – nasza strona internetowa catholic.by w wersji wielojęzycznej:
czasami widzimy, że dziennie odwiedza ją 12-13 tys. ludzi. To przecież ogromna
parafia! Trzeba tym ludziom poświęcić jeszcze więcej uwagi. Rozwój katolickich
mass mediów jest dla nas sprawą bardzo ważną.
Mamy na Białorusi kilka wydawnictw katolickich. Największe z nich to "Pro
Christo" w Mińsku, które rocznie drukuje około 100 tys. egzemplarzy różnej
literatury katolickiej. Jest wydawnictwo w diecezji grodzieńskiej, w
Baranowiczach mają swoje wydawnictwo Księża Werbiści. Czwarte wydawnictwo
istnieje przy kościele Świętych Szymona i Heleny w Mińsku. W sumie wychodzi u
nas siedem czasopism katolickich o różnym charakterze – od tych dla dzieci po
czasopisma naukowe. Radia katolickiego nie mamy. W Grodnie mamy tzw. studio
telewizyjne, którego pracownicy jeżdżą na uroczystości religijne czy inne
wydarzenia w różnych diecezjach, potem przygotowują płyty.

Jeśli mówimy o ewangelizacji przez media, wiele w tym względzie zależy od
zaangażowania osób świeckich. Jak jest ono widoczne w Kościele na Białorusi?

– Jednym z naszych problemów jest formacja świeckich. Jakoś tak się u nas
przyjęło, że to ksiądz jest odpowiedzialny za wszystko: za pracę duszpasterską,
za remont kościoła itd. W dawnych czasach ludzie bardziej czuli się
odpowiedzialni za sprawy Kościoła. Dziś jest z tym o wiele trudniej. Trzeba więc
na tę formację zwrócić większą uwagę. Wiele jest do zrobienia również w
duszpasterstwie akademickim, w duszpasterstwie młodzieży.

W wielu krajach Europy, w tym również w Polsce, mamy ostatnio do czynienia z
agresywnym ożywieniem środowisk liberalnych, które dążą do usunięcia symboli
religijnych z przestrzeni publicznej. Czy na Białorusi nie ma podobnego
problemu?

– Zgodnie z konstytucją Białoruś jest państwem świeckim. Ale o usuwaniu symboli
religijnych i zamknięciu religii w kościołach dzięki Bogu nikt nie mówi.
Dziwi mnie, gdy w niektórych krajach – nie tylko w Polsce – mówi się, że religia
jest sprawą prywatną. Jeśli pójdzie to wszystko w tym kierunku, jaki wskazał
Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, nakazując usunięcie krzyży z
włoskich szkół, to może jutro przyjdzie nam usuwać krzyże z wież kościołów? I
co? O tym też będzie decydował konserwator zabytków? Dlaczego któremuś z
piłkarzy na mistrzostwach świata kazano zdjąć krzyż, który miał zawieszony na
szyi? A gdyby nosił tam jakiś amulet, to też kazano by mu go zdjąć? Raczej
nie… To jest zupełnie niezrozumiałe i ubliżające godności człowieka! Dzięki
Bogu na Białorusi tego na razie nie ma. Nie mówię, że tego nie będzie, bo i tu
docierają sekularyzacyjne trendy z Zachodu. Na razie jednak tego nie ma.

Od dłuższego już czasu mówi się o ewentualnej wizycie Ojca Świętego na
Białorusi.

– Wierzę, że kiedyś Ojciec Święty na Białoruś przyjedzie. Kiedy? Tego nie wiem.
Ale trzeba wierzyć i modlić się o to. Ojciec Święty powiedział: "Jeśli Bóg mi
otworzy drzwi, to ja przez nie wejdę". I o to się wszyscy modlimy… Tej wizyty
oczekują nie tylko katolicy. Oczekują jej prawosławni, a nawet ludzie
niewierzący. Myślę, że dla całego społeczeństwa byłoby to wielkie wydarzenie.
Wydarzenie, które odegrałoby ogromną rolę nie tylko w kwestii współpracy między
ludźmi różnych wyznań. Jeśli można tak powiedzieć, byłaby to również ogromna
"promocja" wartości chrześcijańskich w naszym społeczeństwie. O to się więc
modlimy…

Dziękuję za rozmowę.

drukuj