POrządkowanie list

Premier ma najwyraźniej dość już personalnych przepychanek na listach
kandydatów do Sejmu, bo sam zaczął je zmieniać. Liczy, że dzięki temu do
sierpniowego posiedzenia Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej, która ma
zatwierdzić wszystkich kandydatów partii do Sejmu i Senatu, zamknie wszelkie
dyskusje na ten temat. Na razie "porządek" zrobił w okręgu piotrkowskim.

W Piotrkowie Trybunalskim sprawa rozbijała się o start w wyborach poseł Elżbiety
Radziszewskiej, ministra w kancelarii premiera i pełnomocnika rządu ds. równego
traktowania. Najpierw miała ona nie startować do Sejmu, ale do Senatu, jednak na
skutek interwencji premiera przywrócono ją na listę kandydatów na posłów.
Ta sprawa była jedną z najgorętszych w "prawyborach" Platformy. Radziszewska
jest posłem z okręgu piotrkowskiego nieprzerwanie od 1997 roku (najpierw
startowała z listy Unii Wolności, a od 2011 – z PO i zawsze była pierwsza na
liście). Dlatego ogromnym zaskoczeniem była majowa uchwała rady regionalnej PO w
Łodzi, żeby minister zamiast do Sejmu startowała do Senatu. Odczytywano to jako
próbę odsunięcia Radziszewskiej na boczny tor przez szefa łódzkich struktur PO
Andrzeja Biernata i ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. Radziszewska
jako senator pozbawiona zostałaby wpływów, które obecnie ma w piotrkowskiej i
łódzkiej Platformie. Tym bardziej że jest uważana za sojuszniczkę marszałka
Sejmu Grzegorza Schetyny, z którym o wpływy w partii rywalizuje Grabarczyk. –
Biernat i Grabarczyk postanowili rozprawić się z Radziszewską, bo chodzą słuchy,
że w nowym rządzie, jeśli po wyborach będzie go tworzyć PO, nie będzie dla niej
już miejsca wśród ministrów. To ma być dowód utraty zaufania ze strony Donalda
Tuska. Premier wszak próbuje szukać poparcia przed wyborami także wśród
środowisk feministycznych i homoseksualnych, a te nie pałają, delikatnie mówiąc,
sympatią do Radziszewskiej. Mają jej choćby za złe, że jako minister ds. równego
statusu nie pojawiła się na paradzie równości – mówi nam osoba z kierownictwa
PO.
Elżbieta Radziszewska, jak ustalił "Nasz Dziennik", była także przeciwna
składaniu przez premiera deklaracji, że w nowym parlamencie PO zajmie się ustawą
o związkach partnerskich jako jedną z pierwszych. Sama co prawda nie wystąpiła
pryncypialnie przeciwko związkom partnerskim, ale – jak mówią jej partyjni
koledzy – jest im przeciwna. Oficjalnie podnosi wątpliwości natury
konstytucyjnej. – Projekt ustawy wymaga oceny konstytucjonalistów. Już kilka
miesięcy temu pojawiła się wątpliwość konstytucyjna, czy przywileje, które mają
małżonkowie, mogą przysługiwać osobom w związku partnerskim – mówiła niedawno
minister ds. równego statusu.
Okazało się jednak, że Biernat i Grabarczyk się przeliczyli i Tusk nakazał
przywrócenie Radziszewskiej na pierwsze miejsce listy w Piotrkowie Trybunalskim.
Ona sama tuż po uchwale regionu powiedziała, że odwoła się do władz krajowych. –
Poczekam na decyzję zarządu krajowego – podkreślała minister. Szybko też jej
starania poparł Tusk i nakazał korektę. – Jedynką na liście kandydatów PO w
wyborach do Sejmu z okręgu piotrkowskiego będzie Elżbieta Radziszewska –
potwierdził Andrzej Biernat. Oczywiście łódzki "baron" Platformy przekonywał, że
ta decyzja zapadła na skutek analizy dokonanej przez regionalną radę partii, ale
mało kto w to wierzy.

Walka o każdy głos
Donald Tusk nie interweniował jednak w sprawie Radziszewskiej z powodu sympatii.
Jeden z działaczy PO z okręgu piotrkowskiego wyjaśnia, że premier boi się po
prostu o wynik wyborów na tym terenie. Radziszewska to znana postać, czego nie
można powiedzieć o poseł Dorocie Rutkowskiej, która miała być "1". Rutkowska ma
krótki staż sejmowy. Zasiada w nim dopiero od grudnia ubiegłego roku, gdy
zwolniło się miejsce po Włodzimierzu Kuli, który został radnym łódzkiego sejmiku
samorządowego. Teraz będzie trzecia na liście, ponieważ drugie miejsce zachował
poseł Jacek Zacharewicz. Tymczasem w Piotrkowie bardzo mocne jest Prawo i
Sprawiedliwość, bo nawet w 2007 roku, gdy Platforma sięgała po władzę, tutaj
dostała tylko niespełna 28 proc. głosów, a PiS prawie 41,5 procent. A na 81 tys.
głosów, jakie padły na PO, prawie 34 tys. dostała sama Radziszewska. – Tusk się
obawiał, że gdy na pierwszym miejscu nie będzie znanej twarzy, możemy osiągnąć
gorszy wynik – wyjaśnia działacz Platformy.
Ponadto przeciwko Biernatowi i Grabarczykowi przemawia sytuacja w strukturach
partyjnych w województwie łódzkim. Premier i inne osoby z władz krajowych PO są
zaniepokojeni falą odejść części członków partii do ugrupowania Polska Jest
Najważniejsza. Co prawda Andrzej Biernat bagatelizuje secesję, mówiąc, że
odeszli tylko ludzie z "martwych kół PO", które zostały rozwiązane, ale
propagandowo nie wygląda to najlepiej. Faktem jednak jest to, że teraz akurat w
Łodzi PJN ma jedną z najprężniejszych swoich lokalnych organizacji. – Gdyby
Radziszewska została wyautowana, to istniało ryzyko, że także część naszych
ludzi z Piotrkowa opuściłaby szeregi Platformy. I Tusk dobrze o tym wiedział.
Partią by to pewnie nie zachwiało, ale PO niepotrzebna jest taka "promocja" –
wyjaśnia nam jeden z działaczy. – Tym bardziej że już wiadomo, iż do PJN wybiera
się kolejna kilkudziesięcioosobowa grupa naszych ludzi z kilku podłódzkich
powiatów – dodaje. Z tego też powodu Tusk ma nieco mniejszy poziom zaufania do
Biernata, bo trudno byłoby znaleźć inny region, gdzie tak dużo ludzi zmieniło
barwy Platformy na PJN. Dlatego też przewodniczący szybko rozwiązał problem z
Elżbietą Radziszewską, aby nie zaszkodził on jeszcze bardziej partii.

Nie czekamy do sierpnia
Teoretycznie listy kandydatów do Sejmu i Senatu, których wystawi partia Donalda
Tuska, mają być gotowe do sierpnia, gdy zatwierdzi je Rada Krajowa. Ale Tusk nie
chce czekać do tego czasu i wszystkie decyzje zapadną znacznie wcześniej.
Dlatego premier sam zapoznaje się z protestami działaczy, których pominięto na
listach albo uważają, że dostali za niskie miejsca. I tam, gdzie uważa to za
stosowane, interweniuje. Wiele spraw jest rozwiązywanych po cichu, aby nie
przedostały się do mediów. Jednak co najmniej w kilkunastu okręgach wyborczych
taki stan zawieszenia może potrwać jeszcze blisko miesiąc, bo cały czas
prowadzone są również negocjacje z politykami z innych partii na temat ich
startu w wyborach z poparciem Platformy. Ale do sierpnia ma być posprzątane,
żeby na posiedzeniu Rady Krajowej PO uniknąć dyskusji i pyskówek.

 

Krzysztof Losz

drukuj