Pomniki katyńskie to pomniki z krzyżami

Z Przemysławem Wiplerem, jednym z inicjatorów powstania Ruchu 10 kwietnia,
rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Przeniesienie krzyża spod Pałacu Prezydenckiego do kościoła św. Anny ma
wydźwięk antykatolicki i antynarodowy. Ludzie, którzy gromadzą się dziś wokół
tego znaku, oczekują, by pozostał w tym miejscu.

– Co jakiś czas w Polsce próbuje się wywoływać wojny o krzyże i to, co dziś
dzieje się wokół krzyża, ma również charakter awantury politycznej. W tym
wypadku jego podstawową funkcją jest upamiętnienie katastrofy smoleńskiej, która
niestety stała się przyczyną podziałów w polskiej polityce. Jedni pragną, żeby
pamiętano o tym, co wydarzyło się 10 kwietnia, i przypominano o tym, co
doprowadziło do tej katastrofy, drudzy chcą wszystko, co jest związane z tą
tragedią, wymazać z przestrzeni publicznej albo zepchnąć na drugi plan. Dla
przeważającej jednak części Polaków, którzy są katolikami, symbolika krzyża,
który został postawiony przed Pałacem Prezydenckim w czasie żałoby narodowej,
jest niezwykle czytelna. Niestety, dziś mamy do czynienia z próbą przekierowania
sporu – w swojej istocie politycznego – na tory religijne, wygodne i dla pana
prezydenta elekta i dla Platformy Obywatelskiej, bo mogą głośno mówić, że znów
jest to wojna o krzyż. A tak naprawdę to nie jest spór o obecność krzyża w
przestrzeni publicznej, tylko o to, czy przed Pałacem Prezydenckim będzie w
jakiś sposób upamiętniona tragedia tych osób, które zginęły niedaleko Katynia.

Nie uważa Pan, że krzyż powinien pozostać przed Pałacem Prezydenckim do
czasu, kiedy rozpoczną się tam prace związane z pomnikiem? Większość Polaków nie
wierzy w zapewnienia, że w tym miejscu stanie pomnik…

– To prawda. Dla mnie jak najbardziej istotne jest realne i twarde zobowiązanie
się władzy publicznej, że ta tragedia znajdzie swoje upamiętnienie. Nie kiedyś,
w odległej przyszłości, gdy będą pieniądze i dogodne okoliczności, ale właśnie
teraz, w najbliższym czasie. Obietnice bez pokrycia to jest w tym momencie
największe ryzyko. Jestem również pewien, że w tym monumencie, tablicy, mastabie
czy jakiejkolwiek innej formie upamiętniającej tragicznie zmarłych nie zabraknie
symboliki chrześcijańskiej. Uważam tak, ponieważ pomnik z jednej strony będzie
upamiętniał zmarłych, z drugiej – będzie wpisywał się w tradycję pamięci o
Katyniu, a pomniki katyńskie to pomniki z krzyżami.

Przeniesienie krzyża do kościoła św. Anny spowoduje, że mniej ludzi będzie go
widziało, a tym samym wspominało tragedię smoleńską.

– Jestem przekonany, że pamięć o tej tragedii nie zaginie. Wszyscy, którzy będą
próbowali uciec od tego tematu, wręcz go zakopać, przegrają na tym. Potwierdza
to nasza historia, w której znajdujemy wiele przykładów na to, że Polacy nie
zapominają tak łatwo o ważnych datach w swej historii. Wystarczy wspomnieć
Katyń… Wszyscy wiemy, że prawdy o nim nie dało się wymazać z pamięci naszego
Narodu.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj