Polska wieś w czasie przemian
Homilia JE ks. bp. Ignacego Deca, ordynariusza świdnickiego,
wygłoszona 13 marca 2010 r. w Krzyżowej podczas Mszy św. dla uczestników
konferencji: „Narodowa polityka rolna. Nowoczesna polska wieś. Polityka rolna
Województwa Dolnośląskiego”
Nasze rozważanie rozpoczniemy od pochylenia się nad Słowem Bożym, które
zostało ogłoszone na naszej liturgii. Zwróćmy uwagę przede wszystkim na
przesłanie dzisiejszej Ewangelii.
1. Dwie kategorie ludzi: p yszni i pokorni
Chrystus
wygłasza przypowieść o dwóch kategoriach ludzi, które reprezentują: pyszny
faryzeusz i pokorny celnik. Przypowieść ukazuje ich w relacji do Pana Boga, w
sytuacji modlitwy. Pierwszy jest z siebie zadowolony. Chwali się przed Bogiem
swymi dokonaniami. Celnik natomiast ma poczucie grzechów, win i prosi pokornie o
przebaczenie. Bohaterzy przypowieści w oczach Boga zyskują różną ocenę. Poddajmy
nieco głębszej analizie ich postawę, by potem rozstrzygnąć, do kogo jesteśmy
przed Bogiem bardziej podobni – czy do faryzeusza, czy do celnika.
Faryzeusz
i celnik stają przed Bogiem z różnym nastawieniem. W modlitwie faryzeusza
podmiotem jest „ja”: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie,
zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Poszczę dwa razy w
tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam” (Łk 18, 11-12). W
modlitwie celnika podmiotem jest Bóg: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”
(Łk 18, 13b). W pierwszym przypadku protagonistą zbawienia jest człowiek, w
drugim – Bóg. U obydwu bohaterów przypowieści dają się zauważyć różne punkty
odniesienia. Faryzeusz jest człowiekiem Prawa Starego Testamentu; celnik –
reprezentuje ducha Ewangelii. Faryzeusz traktuje dobre uczynki jako przyczynę
usprawiedliwienia, podczas gdy są one tylko jego efektem. W postawie faryzeusza
Bóg traktowany jest jako dłużnik, który winien odwdzięczyć się człowiekowi za
spełnione dobre uczynki. Funkcjonuje tu logika: muszę robić to, a unikać tego,
aby się zbawić, będę zachowywał przepisy, aby mnie ludzie chwalili, abym
uchodził w oczach Boga i ludzi za sprawiedliwego, abym zjednywał sobie
przychylność Boga.
W postawie celnika widać inną logikę: chcę kochać i
kocham, ponieważ zostałem pokochany. Celnik wiedział, że zbawienie jest niczym
niezasłużonym darem Bożym. Człowiek o postawie celnika podejmuje dobre
działanie, poświęca się, daje siebie nie po to, by coś zyskać, otrzymać, ale w
odpowiedzi na doznaną miłość. Nie ma tu faryzejskiej logiki: daję ci, abyś mi
oddał, lecz logika Ewangelii: daję ci, ponieważ ty pierwszy mnie obdarowałeś,
ponieważ cię kocham. Jest tu postępowanie według biblijnego zapisu: „My miłujemy
Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował” (1 J 4, 19). Miłość człowieka jest
więc odpowiedzią na miłość Boga, a dokładniej, wiara w miłość Boga do człowieka
przechodzi w miłość człowieka do Boga, i do drugiego człowieka, przechodzi po
prostu w dobre uczynki. Człowiek o takiej postawie mówi sobie: czynię to, czynię
tak, bo mnie pierwszy ukochałeś, czynię, bo Cię kocham.
Chrystus kończy
przypowieść stwierdzeniem: „Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony,
nie tamten” (Łk 18, 14 a), i konkluduje: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie
poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony” (Łk 18, 14 b). Wywyższający się
pyszny faryzeusz zostaje poniżony. Odchodzi do domu nieusprawiedliwiony,
uniżający się pokorny celnik doznaje zaś wywyższenia, wraca do domu
usprawiedliwiony.
2. Waga pracy rolników
Przez pryzmat dzisiejszej
Ewangelii spójrzmy na polską wieś i na jej mieszkańców, których nazywamy
rolnikami. W oparciu o doświadczenie trzeba powiedzieć, że przeważa wśród nich
postawa ewangelicznego celnika. Ludzie wsi zwykle się nie wynoszą. Nie mają
wygórowanych ambicji. Są ludźmi, których od wieków określamy jako tych, „którzy
żywią i bronią”. Pochylają się nad ziemią, naszą karmicielką. Ludzie wsi
pracują, by inni mieli chleb. Dostarczają na rynek produkty rolne, które
zaspokajają nasz głód.
Mieszkańcy wsi, zwłaszcza ci pracujący na roli, żyją
zazwyczaj w bliskiej łączności z Bogiem. Są świadkami Boga i Jego działania w
świecie. Praca rolnika uczy człowieka pokory i szacunku dla Pana Boga, dla
natury. Rolnik jest współpracownikiem Boga: wypełnia odwieczną misję uprawiania
ziemi, by przynosiła plony i podtrzymywała życie ludzi. Winniśmy mieć świadomość
tej służby, winniśmy ją cenić i wspierać. W zbiurokratyzowanym, zmechanizowanym,
skomputeryzowanym i coraz bardziej odczłowieczonym świecie, rolnicy są świadkami
absolutnej suwerenności Boga i rzecznikami ufnego poddania się człowieka Bogu.
Rolnicy wiedzą, jak wiele zależy od pogody, i w tej sprawie zdają się przede
wszystkim na Pana Boga. To oni znają prawdę słów Psalmu: „Jeżeli Pan domu nie
zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą”, czy w wersji poetyckiej te
same słowa: „Jeżeli nie macie Pańskiej pomocy, na nic się przyda wstawać o
północy”.
Praca na roli pokazuje, jak ważna jest współpraca człowieka z
Bogiem i jak potrzebne jest harmonijne współistnienie, dialog i przyjaźń
człowieka ze światem przyrody. Jeśli zabraknie tu równowagi, respektowania praw
natury, praw moralnych i społecznych, ucierpią i świat, i człowiek. Ziemia nie
da się oszukać: jeśli nie zostanie odpowiednio uprawiona i nawożona, jeśli nie
będą przestrzegane terminy orki, siewu, oprysków i żniw, nie będzie plonów.
Jeśli nie będzie sprawiedliwych i skutecznych mechanizmów społecznych
regulujących ceny, zbyt i podział plonów, wszyscy na tym ucierpimy.
Bóg daje
pogodę i wzrost ziarna. Człowiek ma zadbać o swoje zdrowie i siły do pracy.
Parlament, rząd mają procedować odpowiednie, to znaczy sprawiedliwe, słuszne
prawo, które respektowałoby dobro człowieka, ale także liczyło się z
ustanowionym przez Boga prawem, porządkiem natury. Jeśli człowiek przyjmie
postawę ewangelicznego faryzeusza i uzna się za absolutnego pana i wyzyskiwacza
stworzenia, jeśli zacznie lekceważyć ustanowione przez Boga prawa natury i
życia, wtedy szybko przyjdzie nam płacić za to wysoką cenę. Nie da się bowiem
żyć i funkcjonować wbrew tym prawom.
3. Troska o dobrą politykę rolną
Siostry i bracia, w
dzisiejszej polityce rolnej, sprzęgniętej tak silnie z polityką całej Unii
Europejskiej, jest tak wiele nieprawidłowości. Można powiedzieć, że na
przemianach ostatnich dwudziestu lat ucierpieli nie tylko robotnicy,
stoczniowcy, górnicy, ale także rolnicy. Oni też ponieśli ogromne straty.
Naszemu krajowi jest potrzebna dobra, racjonalna polityka rolna, która
respektowałaby zarazem dobro rolników i całego Narodu. Ceny skupu bywają
nieproporcjonalnie niskie w stosunku do ceny maszyn rolniczych, nawozów
sztucznych, środków ochrony roślin. Wyczytałem niedawno w prasie, że w
niektórych regionach Polski za litr mleka płaci się rolnikowi 30 kilka groszy,
natomiast w sklepie za litr mleka trzeba zapłacić ponad 2 złote. Między innymi z
takich powodów wiele osób opuściło tereny wiejskie, gdyż nie opłacała się im
produkcja rolna. Podobnie stało się z hodowlą zwierząt domowych. Tym bardziej
więc trzeba dziękować tym, którzy mimo trudnych warunków trwają przy pracy
rolniczej.
Ostatnio jesteśmy świadkami wysprzedawania majątku narodowego.
Nazywa się to ładnie procesem prywatyzacji. Na ogół przebiega on w ten sposób,
że najpierw doprowadza się zakład do upadłości, mówiąc że jest nierentowny, a
następnie sprzedaje, zazwyczaj obcemu właścicielowi, i to za marne grosze. Mówi
się dzisiaj o łataniu dziury budżetowej przez ową wysprzedaż, a co będzie za
pięć, dziesięć lat, gdy już nie będzie co sprzedawać? Tak oto zostały sprzedane
w obce ręce polskie banki, cukrownie, gazety, wydawnictwa, stocznie i inne
zakłady pracy. Niektórzy zwracają uwagę, że jest to nowa forma kolonizacji,
prowadzona przez ukrytych dyrygentów, kolonizatorów. Wygląda na to, że możemy
stać się kiedyś Narodem bez własności, że będziemy parobkami, że przyjdzie nam
całować po rękach obcokrajowców za to, że zechcą nas gdzieś
zatrudnić.
Redaktor Stanisław Michalkiewicz napisał niedawno w „Naszym
Dzienniku”: „Pod pretekstem kryzysu finansowego rządy w biały dzień i w tak
zwanym majestacie prawa obrabowały własnych podatników na rzecz finansowych
grandziarzy na grube miliardy dolarów i euro”.
Niepokoimy się o naszą ziemię,
którą coraz częściej przekazuje się w obce ręce. Jeszcze w czasach
„Solidarności” głośne było hasło: „Tyle wolności, ile własności”. Obecnie to
hasło gdzieś przycichło, a jest mądre i ważne. Potrzeba dziś wielkiej modlitwy w
intencji Ojczyzny, ale potrzeba również naszej obywatelskiej, patriotycznej
postawy.
Dzisiejsze spotkanie winno w was odnowić szacunek dla ziemi i dla
pracy rolnika. Ziemia nasza jest naszym największym bogactwem. Ona nas karmi. W
ziemi także spoczniemy po śmierci, by oczekiwać na końcowe zmartwychwstanie.
Zakończenie
„Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się
modlić”. Możemy znaleźć w sobie podobieństwo do obu postaci z Ewangelii.
Jesteśmy podobni do celnika, gdyż przyznajemy się do naszych grzechów, zwłaszcza
wtedy, gdy przychodzimy do konfesjonału, gdy nas gryzie sumienie. Jednakże jest
w nas również sporo z postawy faryzeusza, gdyż uważamy się też za
sprawiedliwych, bo lubimy się przed ludźmi chwalić, a denerwujemy się i smucimy,
kiedy nas ktoś skrytykuje.
Zdobądźmy się na pokorę wobec Boga. Nie
przechwalajmy się tym, czego dokonaliśmy, lecz pokornie, ale i odważnie, czyńmy
wszystko, by innym żyło się lepiej.
Za chwilę do ołtarza zostanie
przyniesiony chleb, owoc ziemi i pracy rąk ludzkich. Będzie on przemieniony w
Chleb Eucharystyczny. Gdy będziemy ten Chleb i nas samych ofiarowywać Ojcu
Niebieskiemu, a potem Go spożywać, dziękujmy zań Bogu i prośmy, by obficie
błogosławił pracy naszych rolników, by chleb był sprawiedliwie dzielony między
potrzebującymi, by go nikomu nie brakowało. Amen.
