Polscy kombatanci na Białorusi w biedzie

Tragiczna sytuacja polskich weteranów Armii Krajowej i innych
formacji niepodległościowych na Białorusi. Brakuje wszystkiego: żywności,
lekarstw, podstawowej opieki medycznej.

Ilona Gosiewska, prezes Stowarzyszenia Odra – Niemen, zaprasza do wspólnej
akcji pomocy kombatantom polskiego podziemia niepodległościowego za wschodnią
granicą. Zaznacza, że charytatywna inicjatywa zrodziła się na wniosek Weroniki
Sebastianowicz, prezes Stowarzyszenia Żołnierzy Armii Krajowej na Białorusi. –
Na Białorusi żyje obecnie ok. 80 byłych żołnierzy AK; większość z nich to ludzie
w podeszłym wieku, schorowani i żyjący w niedostatku. W związku ze zbliżającymi
się Świętami Wielkanocnymi organizujemy akcję zbierania paczek żywnościowych dla
byłych żołnierzy AK na Białorusi – informuje prezes.
Stowarzyszenie Odra –
Niemen powstało w 2002 roku. Jego celem jest m.in. pobudzanie inicjatyw i
zachęcanie do nawiązywania kontaktów między obywatelami państw należących do
Unii Europejskiej i niebędących w strukturach unijnych. – Zostaliśmy wybrani do
zarządu z myślą o tym, żeby skupić się na pomocy Polakom na Wschodzie, ponieważ
od dziesięciu lat jeździmy regularnie – czy to w ramach Stowarzyszenia
„Wspólnota Polska”, czy to w ramach innych organizacji – najczęściej na Białoruś
– twierdzi Eugeniusz Gosiewski, wiceprezes zarządu stowarzyszenia. Dodaje, że
dzięki temu udało się rozeznać m.in. w trudnej sytuacji materialnej i zdrowotnej
kombatantów polskich organizacji niepodległościowych.
– Ustaliliśmy, jakie
produkty powinny znajdować się w paczkach: kawa, herbata, kakao, szynka w
puszkach, słodycze – mówi Gosiewska. Wszystkich zainteresowanych udzieleniem
pomocy zachęca do kontaktu z biurem. – Nasze stowarzyszenie zajmuje się zbiórką
artykułów i przesłaniem ich do konkretnych osób na Białorusi – wyjaśnia
prezes.
O trudnej sytuacji polskich weteranów AK i innych formacji
niepodległościowych mówi też Weronika Sebastianowicz. – Weteranom wszystkiego
brakuje. Mam wielki żal, że władze nie uznają nas za kombatantów. Nie mamy nawet
prawa wyjść z naszym sztandarem – podkreśla. Władze Białorusi nie zezwalają na
funkcjonowanie organizacji zrzeszających polskie podziemie niepodległościowe,
ponieważ m.in. „tak się stało, że walczyliśmy na tym terenie do lat 50., a nawet
później”. Zdaniem Sebastianowicz, aż 90 proc. kombatantów ze stowarzyszenia jest
chorych; to ludzie, którzy mają za sobą wieloletnie pobyty w
łagrach.
Świątecznej pomocy można udzielić, przesyłając paczki na adres:
Stowarzyszenie Odra – Niemen, ul. Bolesławiecka 13/25, 53-614 Wrocław.

Jacek Dytkowski

—————————-

Z Eugeniuszem Gosiewskim, wiceprezesem zarządu
Stowarzyszenia Odra – Niemen, rozmawia Jacek Dytkowski

Dlaczego Stowarzyszenie zdecydowało się zorganizować
świąteczną pomoc dla byłych żołnierzy polskiego podziemia
niepodległościowego?

– Jeździmy na Białoruś i dostrzegamy problemy,
jakie tam mają polscy kombatanci. Spotykamy się z naszymi rodakami, a oni
następnie przyjeżdżają do nas. Co roku na przykład przywozimy polskie dzieci ze
Wschodu na kolonie i obozy językowe w Polsce. W okolicach Wszystkich Świętych
jeździmy natomiast ze zniczami, które stawiamy tam na polskich grobach. Jesteśmy
więc mocno związani i zaangażowani w pomoc. Szczególnie pokrzywdzoną grupą –
jeśli chodzi o Polaków na Wschodzie – są osoby starsze i kombatanci. Państwo
prowadzi pewne działania na rzecz pomocy dla dzieci, natomiast nie bardzo widzi
potrzebę „inwestowania” w ludzi w podeszłym wieku. Uważamy to za szczególnie
krzywdzące i niesprawiedliwe, ponieważ mają oni wielkie zasługi dla polskości.
Chcielibyśmy więc zrobić coś takiego, żeby kombatanci zauważyli, że tutaj, w
Polsce, ktoś o nich pamięta.

Współpracujecie w tym przedsięwzięciu ze Stowarzyszeniem
Żołnierzy AK na Białorusi?

– Tak. Ostatnio na nasze zaproszenie
przybyła pani prezes Weronika Sebastianowicz. Zastanawialiśmy się wspólnie, w
jaki sposób można by wzmocnić nasze działania. Nie ukrywam, że w tej chwili
pracujemy nad projektem, aby przywieźć grupę kombatantów chociaż na kilka dni do
Polski. Napisaliśmy do Senatu wniosek o dotację na ten cel. Dotyczy on przyjazdu
kombatantów z Białorusi w celu odbycia podróży śladami Jana Pawła II.
Chcielibyśmy zawieźć ich na Jasną Górę, do Wadowic, Kalwarii Zebrzydowskiej oraz
do Warszawy na cmentarz Powązkowski na groby ich kolegów – towarzyszy broni.

Jak wygląda problem wsparcia kombatantów na Białorusi ze
strony polskich instytucji?
– Gdy szefem Urzędu ds. Kombatantów i
Osób Represjonowanych był Jerzy Woźniak, który obecnie jest prezesem
Dolnośląskiego Okręgu Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, udało mu się
przeforsować instytucjonalną formę pomocy. Urząd przyznał wtedy pewne wsparcie
kombatantom na Białorusi. Jest ona jednak dalece niewystarczająca. Jej
zorganizowanie napotyka zresztą wiele problemów, ponieważ Stowarzyszenie
Żołnierzy AK na Białorusi nie jest w tym kraju zarejestrowane, nie posiada
również rachunków bankowych. Udzielenie wsparcia z Polski jest zatem bardzo
trudne. Wprawdzie za pośrednictwem konsulatów RP pomoc trafia do konkretnych
ludzi, ale jest ona niewielka. Ponadto dosłownie kilku osobom udało się
przebrnąć przez te wszystkie procedury, jakie Światowy Związek Żołnierzy Armii
Krajowej uzgodnił z ZUS. Więc otrzymują oni tą drogą pewne wsparcie, ale wiąże
się to z problemem, że trzeba przyjechać do Polski i założyć konto bankowe.
Oznacza to, że osoby, które są obłożnie chore, nie skorzystają z takiej
możliwości.

Dziękuję za rozmowę.

 
 

drukuj