Polityk może być katolickim apologetą
Z prof. Peterem Redpathem, przewodniczącym stowarzyszenia International
Gilson Society, emerytowanym profesorem Uniwersytetu św. Jana w Nowym Jorku,
uczestnikiem i prelegentem toruńskiego kongresu, rozmawia o. Krzysztof Bieliński
CSsR
Katolicy i polityka: szanse i zagrożenia – naukową refleksję nad tym
zagadnieniem podejmą uczestnicy trzeciego już międzynarodowego kongresu
organizowanego przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu we
współpracy z International Gilson Society reprezentowaną przez Pana Profesora.
Dlaczego taki temat staje się przedmiotem uniwersyteckiej dyskusji o światowych
rozmiarach? Czy nauka społeczna Kościoła katolickiego nie jest wystarczającą
wykładnią?
– Nie. Nauka społeczna Kościoła i oficjalne dokumenty Stolicy Apostolskiej
dotyczące zaangażowania katolików w politykę nie są wystarczające. Obecnie wielu
katolickich polityków ma słabą formację religijną i duchową. Ich rozumienie
wiary katolickiej, podobnie jak w przypadku niektórych biskupów katolickich, ma
zabarwienie neognostyckie. Skłonni są przyjąć zeświecczone, protestanckie
rozumienie wiary jako opartej na emocjach i osobistej "opinii". Zasadniczo
przyjmują oni mylne tezy oświeceniowe głoszące, że cała prawda leży w naukach
ścisłych i ich metodach; wiara religijna nie zawiera rzeczywistej prawdy; tylko
nauki ścisłe i ich metody są obiektywnie prawdziwe. Przyjmują również błędny
socjalistyczny pogląd na historię, zgodnie z którym historia jest walką klasową
między ofiarami i agresorami. W tej "bajce" religia jest jednym z głównych
agresorów i opium dla ludu – narkotykiem, który intelektualnie uwstecznia ludzi
oraz nie pozwala stać się nowoczesnym, "postępowym". A skoro w tej utopijnej
wizji nauka i mądrość religii są ze swojej istoty nieprawdziwe, zacofane,
dewocyjne, nietolerancyjne i będące jedynie opinią, to poglądy religijne nie
mają racji bytu na arenie publicznej i politycznej. Publiczne czy polityczne
narracje muszą być zarezerwowane tylko dla "oświeconych" intelektualistów i
"socjalistów". W tym kulturowym kontekście propagowanie nauczania społecznego
Kościoła katolickiego wśród współczesnych katolików, a w szczególności
"katolickich" polityków, jest jak rzucanie grochem o ścianę. Poza oficjalną
nauką i dokumentami Kościół zawsze potrzebował i będzie potrzebował apologetów,
którzy będą w stanie wyrazić tę naukę w sposób zrozumiały dla społeczeństwa i w
odniesieniu do obecnej sytuacji historycznej. Również katoliccy naukowcy,
rozumiejący naukę Kościoła oraz klasyczną i współczesną sytuację polityczną,
wspomagają takie działania apologetyczne.
W Polsce z niepokojem obserwujemy zjawisko eliminowania Kościoła katolickiego
z wpływu na życie społeczne. Wmawia się społeczeństwu, że "Kościół nie powinien
mieszać się do polityki". Czy podobne zjawisko występuje w USA?
– Sytuacja w Stanach Zjednoczonych jest identyczna. Socjalizm oparty jest na
wyssanym z palca rozumieniu natury ludzkiej i historii. Socjaliści Zachodu nie
mogą pozwolić katolikom czy komukolwiek innemu, kto przeciwstawia się ich
błędnemu odczytaniu rzeczywistości, stworzyć płaszczyzny dialogu, w ramach
której mogliby zostać wezwani do uczciwej i szczerej debaty. Aby tragiczne
konsekwencje ich utopijnego obrazu rzeczywistości nie stały się dla ogółu
społeczeństwa jasne, muszą kontrolować media i edukację, a kulturę przekształcić
w potężny obóz reedukacyjny. Socjaliści mają skłonność identyfikowania polityki
z polityczną biurokracją. Utożsamiają państwo ze scentralizowaną machiną
administracyjną dowodzoną przez oświeconych intelektualistów. Uwidacznia to
despotyczną naturę socjalizmu. Ale państwo to nie biurokracja. To poszczególni
ludzie związani ze sobą w ramach organizacji społecznych i osobowości prawnych.
Polityka jest głosem ludzi zaangażowanych w życie społeczne. Zdecydowanie nie
jest to elitarny plac zabaw dla aroganckich intelektualistów, żądnych władzy
biurokratów czy plutokratów, którzy chcą dyktować z Brukseli, jak ma wyglądać
każdy aspekt ludzkiego życia. Kościół jest organizacją społeczną w ramach
porządku politycznego, jest również reprezentantem obywateli, którzy mają
przyrodzone prawo do publicznego zabierania głosu. Twierdzenie, że tak nie jest,
to przejaw tyranii.
Czy katolicy w Ameryce potrafią skutecznie bronić się przed dyskryminacją?
Jakie miejsce zajmują dziś w życiu politycznym kraju uchodzącego za wzór
demokracji w świecie?
– Katolicy w USA mają wiele narzędzi, aby bronić się przed dyskryminacją.
Częściowo ze względu na swoje pionierskie korzenie Amerykanie mają zwyczaj
tworzenia lokalnych grup społecznych do rozwiązywania lokalnych problemów. To
podejście jest na trwałe zakodowane w kulturowej psychice Amerykanów. Demokracja
w USA jest właściwie zbiorem konkurujących ze sobą oligarchii. Przypomina
średniowieczną Europę, w której panowie feudalni konkurują z imperatorem i
Papieżem o "kawałek politycznego tortu". Zasadniczo zależy ona od podziału na
władze: wykonawczą, ustawodawczą, sadowniczą, ekonomiczną, militarną,
intelektualną i religijną. Ze swojej natury zbudowana jest tak, by wspierać
konflikt pomiędzy potencjalnymi władzami politycznymi, aby żadna z nich nie
stała się zbyt silna. Stara się podzielić władzę polityczną tak, by żadna
jednostkowa egzekutywa nie wprowadziła scentralizowanej władzy. Dlatego też
wspiera wolność osobistą, indywidualne inicjatywy i skłania się ku pluralizmowi,
a nie socjalizmowi. Natomiast socjalizm jest ze swojej istoty despotyczny,
kolektywny. Nie ufa wolności jednostki i wspiera "wolność scentralizowaną" –
kolektywną i zarządzaną biurokratycznie. Obecnie większość amerykańskich
katolickich polityków, kadry zarządzającej uniwersytetami katolickimi, jak
również wielu katolickich biskupów to socjaliści. Dlatego rola katolików w życiu
politycznym USA w dużej mierze sprowadza się do uczestnictwa w "oddolnych"
ruchach politycznych, alternatywnych mediach i nowych formach edukacji – jak na
przykład kształcenie na odległość czy edukacja domowa. Struktury polityczne
kontrolowane przez tzw. katolickich polityków są w USA w stanie agonii.
Prezydent Barack Obama wyprowadza ich przywódców w przepaść na samozniszczenie.
Podczas kongresu usłyszymy wybitnych przedstawicieli nauki, mediów i polityki
z różnych krajów i kontynentów.
– Międzynarodowy aspekt tego kongresu jest alternatywną formą oddolnego
organizowania się kulturowego. Kongresy pomagają zrozumieć problemy, z którymi
spotyka się współczesny katolik, a także wskazują efektywne środki zaradcze.
Dzięki radiu, telewizji i internetowi treści kongresu będą mogły dotrzeć do
bardzo szerokiego audytorium w Polsce i poza jej granicami. To chyba pozwala
wierzyć w skuteczność międzynarodowych kongresów w WSKSiM i sens podejmowania
niepoprawnej tematyki?
– Dyskusja na ten temat jest obecnie konieczna, by przeciwstawić się
socjalistycznej interpretacji historii i obecnej sytuacji społeczno-politycznej.
Współczesne media masowe są megafonem propagandy socjalistycznej, głównym
narzędziem, przy pomocy którego socjalizm stara się zsekularyzować kulturę i
kształtować opinię publiczną. Są one zasadniczo antyreligijne i antykatolickie.
Jak stwierdził o. Richard John Neuhaus – dla współczesnych mass mediów jedyny
dobry katolik to zły katolik. Dla katolickich intelektualistów naśladowanie
takich środków przekazu byłoby głupie, absurdalne i samobójcze.
Dziękuję za rozmowę.
tłum. Rafał Lizut
