Polityczny marketing czy moralne zobowiązanie

Mowy żałobne polityków, które usłyszeliśmy w sobotę, podczas
uroczystości na placu Piłsudskiego w Warszawie, wbrew pozorom mają duże
znaczenie, gdyż wygłoszone zostały w bardzo poważnym momencie najnowszej
historii Polski – momencie potężnej narodowej tragedii. Wypowiedzi Bronisława
Komorowskiego i Donalda Tuska można potraktować jako moralne zobowiązanie
najwyższych władz państwowych w stosunku do dziedzictwa, które pozostawili po
sobie zmarli w smoleńskiej katastrofie.

Mówił o tym bardzo wyraźnie premier Donald Tusk, akcentując, że aby ofiara
smoleńska nie poszła na marne, musimy dobrze odczytać marzenia, nadzieje i myśli
ofiar katastrofy i ponieść je dalej. Premier odwoływał się do wspólnoty, która w
obliczu śmierci łączy ludzi różniących się na co dzień w kwestiach politycznych.
Przetrwanie tej wspólnoty jest najważniejszym dobrem. Do tej wspólnoty
nawiązywał też w swoim przemówieniu marszałek Komorowski, wyrażając nadzieję, że
nasze przyszłe spory polityczne będą sporami o Polskę, a nie pustą kłótnią.
Zobowiązanie to poważne; czas najbliższy pokaże, czy rządzący Polską staną na
wysokości zadania. Najwięcej zależy tu od Platformy Obywatelskiej. To bowiem
właśnie ta partia po smoleńskiej tragedii uzyskała pełnię władzy w państwie –
premier, pełniący obowiązki prezydent marszałek Sejmu, marszałek Senatu i wiele
innych. Ta pełnia władzy nie została jednak powierzona Platformie na skutek woli
Narodu, ale na skutek tragicznego wypadku. Wyciągając wnioski ze słów premiera,
musimy się zatem domagać, aby pełniący obowiązki prezydent Bronisław Komorowski
dobrze odczytał myśli zmarłego prezydenta Kaczyńskiego i przynajmniej do czasu
czerwcowych wyborów prezydenckich nie zrobił niczego wbrew zadeklarowanej woli
zmarłego. Będziemy się mogli o tym przekonać już niedługo, kiedy marszałek
Komorowski będzie podejmował decyzję co do losów nowelizacji ustawy o Instytucie
Pamięci Narodowej. Prezydent otwarcie wyrażał sprzeciw wobec tej szkodliwej
nowelizacji. Czy zatem marszałek uszanuje wolę zmarłego, czy raczej wykorzysta
okazję, by zrealizować partykularny interes swojego politycznego zaplecza? To
samo będzie można obserwować w kwestii obsady opuszczonego stanowiska prezesa
Narodowego Banku Polskiego, rzecznika praw obywatelskich, prezesa Instytutu
Pamięci Narodowej itd. Chodzi tu z jednej strony o obsadę stanowisk konkretnymi
ludźmi (pozostaje pytanie, jaki to będzie dobór osób), a z drugiej – o to, jaka
polityka będzie przez te osoby realizowana. Ostatnie doświadczenia dotyczące
obsady stanowisk w kancelarii prezydenckiej mogą budzić szereg
obaw.
Największa obawa dotyczy jednak przede wszystkim tego, czy nasza
polityka przeżyje odrodzenie moralne – czy u polityków zaczniemy dostrzegać
zatroskanie o Polskę, a nie tylko o partię; mówienie prawdy, a nie posługiwanie
się PR-owskim kłamstwem medialnym. Olbrzymie manifestacje Polaków przed Pałacem
Prezydenckim w ostatnich dniach również niosą jasne przesłanie – dość kłamstw,
medialnych manipulacji, dość politycznego matriksu. Prawdziwa miłość Ojczyzny
dotyczy świata realnego, nie wirtualnego. Ta miłość musi się wyrażać w niesieniu
dziedzictwa tysięcy oficerów spoczywających w katyńskiej ziemi oraz dziesiątek
poległych w smoleńskiej katastrofie. Czy nasi politycy nie powrócą do kłamstw, w
których do woli pławili się jeszcze przed tygodniem? Zależy to nade wszystko od
Narodu, od tego, w jakim stopniu ostatnie wydarzenia przyczynią się do jego
przebudzenia, czy będziemy w stanie wymagać od polityków przede wszystkim
realnych czynów, a nie medialnych autokreacji. Jeszcze większa odpowiedzialność
ciążyć będzie na dziennikarzach odpowiedzialnych za recenzowanie polskiej sceny
politycznej. Kłamstwo lub prawda prezentowane w mediach mają wszak moc broni
obosiecznej – chroniącej życie lub zadającej cywilną śmierć. Wydarzenia w
kontekście smoleńskiej katastrofy mówią nam o tym aż nadto dobitnie.
Musimy
dziś zatem pamiętać, że w dłuższej perspektywie ważne są nie tyle poruszające
mowy pogrzebowe serwowane nam dziś w obfitości przez polityków, ile realizacja
moralnych zobowiązań, które właśnie teraz wzięli oni na siebie.

Prof. Mieczysław Ryba

 

drukuj