Policja nie widzi problemu
Policja kwestionuje zasadność wypłacenia odszkodowania i renty
fotoreporterowi "Naszego Dziennika" Robertowi Sobkowiczowi. Stracił on oko w
wyniku postrzału gumową kulą z policyjnej broni podczas demonstracji pracowników
"Łucznika" w 1999 roku. I swoje stanowisko policja podtrzymała podczas rozprawy
apelacyjnej. Wyrok w tej sprawie zostanie ogłoszony 13 września.
– Uważam, że wartość szkody jest niewielka – stwierdził w sądzie Zbigniew
Pakuła, radca prawny reprezentujący Komendę Główną Policji. Dodał, że zasądzone
w pierwszej instancji odszkodowanie jest za wysokie. – Policja nie zgadza się z
wysokością kwoty, de facto nie powinno być według niej żadnego zadośćuczynienia
i renty – ripostowała mecenas Krystyna Kosińska, reprezentująca Roberta
Sobkowicza. Podkreśliła, że nie zgadza się ze stanowiskiem policji wyrażonym w
apelacji, że materiał dowodowy zebrany przez sąd okręgowy został przez ten sąd
źle oceniony. – Ten materiał dowodowy został dobrze zebrany i dobrze oceniony
przez sąd okręgowy i mam nadzieję znajdzie również uznanie w sądzie apelacyjnym
– powiedziała Kosińska. Mecenas podkreśliła, że policja w apelacji nie wskazała
żadnych okoliczności, które miałyby zostać pominięte. – Nie wskazano żadnych
braków dowodowych – zaznaczyła.
Prawnicy policji wskazywali w apelacji m.in., że nie powołano biegłego, który
miałby ocenić, czy konieczne są wizyty zagraniczne naszego fotoreportera we
Włoszech, gdzie udawał się na kontrole protezy oka. Robert Sobkowicz podkreślał,
że takie wyjazdy są konieczne, ponieważ żaden ośrodek w Polsce nie świadczy
takich usług, a najbliższe są właśnie we Włoszech i Niemczech. Sąd okręgowy,
wyliczając rentę, podkreślił, że uwzględniono przy jej ustalaniu m.in. kwestie
związane z leczeniem, koniecznością wyjazdów do zagranicznej kliniki na badania,
rehabilitację i zabiegi. – Sąd okręgowy starannie i dokładnie uzasadnił swoje
orzeczenie oraz wysokość zasądzonej kwoty; odmowa polubownego rozstrzygnięcia
sprawy przez pozwanych doprowadziła natomiast do jej przewlekłości – powiedziała
Kosińska. Adwokat zaznaczyła w sądzie, że w aktach sprawy znajdują się opinie
biegłych medycyny sądowej, m.in. opinia psychologa na okoliczność skutków
doznanego urazu. Kosińska wskazała, że fotograf doznał go w młodym wieku i z
jego powodu "doznaje licznych ograniczeń", a aktywność osobista została
zdeterminowana przez tę krzywdę.
Po siedmiu latach procesu, w 2007 r. sąd uznał winę policji za utratę oka przez
naszego fotoreportera. Sędzia Agnieszka Jędrzejewska-Jaroszewicz stwierdziła, że
zgromadzony w sprawie materiał dowodowy jasno pokazuje, iż funkcjonariusze
"ewidentnie strzelali wbrew obowiązującym przepisom w kierunku demonstrantów".
Za "karygodne zachowanie" sąd uznał nieudzielenie pomocy rannemu
fotoreporterowi. W zeszłym roku w kolejnym wyroku warszawski sąd okręgowy
nakazał stołecznej komendzie policji zapłatę zadośćuczynienia dziennikarzowi
"Naszego Dziennika" oraz wypłatę renty. Sędzia Agnieszka
Jędrzejewska-Jaroszewicz zaznaczyła, że przy ustalaniu kwoty odszkodowania
wzięła pod uwagę wszystkie okoliczności, a przede wszystkim poniesiony przez
fotoreportera "Naszego Dziennika" uszczerbek na zdrowiu.
ZB
