Polak dwóch narodowości?
W działalności różnych promotorów "narodu śląskiego", a jutro zapewne
kaszubskiego, góralskiego, mazurskiego, autonomia Śląska to tylko etap w
przekształceniu unitarnego modelu państwa polskiego w państwo federalistyczne.
Absurdalnie sformułowane w spisie pytania o narodowość to prezent od państwa
polskiego dla regionalistów.
1 kwietnia na terenie całego kraju rozpoczął się Narodowy Spis Powszechny
Ludności i Mieszkań 2011. Potrwa on do 30 czerwca. W przeciwieństwie do spisu z
2002 roku, który zezwalał na udzielenie tylko jednej odpowiedzi na pytanie o
narodowość, w tym roku respondenci będą odpowiadali na dwa pytania:
1) Jaka jest Pani/Pana narodowość?
2) Czy odczuwa Pani/Pan przynależność także do innego narodu lub wspólnoty
etnicznej?
Można zatem zadeklarować "przynależność" do dwóch narodów! Mamy tutaj do
czynienia nie tyle z kompletnym pomieszaniem pojęć (naród a grupa etniczna), ile
ze świadomym działaniem na rzecz rozbicia polskiej wspólnoty narodowej i
państwowej.
Główny Urząd Statystyczny zdefiniował narodowość jako "deklaratywną cechę
indywidualną każdego człowieka". Klasyfikacja wprowadzona przez GUS ma wynikać z
nowej ustawy o mniejszościach narodowych oraz tzw. unijnych standardów.
Akcja tworzenia "narodu śląskiego"
Sytuacja ta najbardziej ucieszyła separatystów i autonomistów śląskich.
Przedstawiciele Ruchu Autonomii Śląska szacują, że w tegorocznym spisie liczba
osób deklarujących narodowość śląską może sięgnąć 300-500 tysięcy. Mogą zatem
później triumfalnie ogłaszać, że w porównaniu do 2002 roku, gdy narodowość
śląską wskazało ponad 173 tys. osób, liczba ta znacznie się zwiększyła. To
konsekwencja przyjętej metody, która wprowadza możliwość wykazania
przynależności do jednocześnie dwóch narodowości.
Zarówno aktywiści RAŚ, jak i Związku Ludności Narodowości Śląskiej mocno
zaangażowali się w powstanie "narodu śląskiego". RAŚ tylko w ciągu ostatnich
dwóch dni marca rozdał na Górnym Śląsku 100 tys. ulotek namawiających do
deklaracji narodowości śląskiej podczas spisu. Z kolei liderzy Związku Ludności
Narodowości Śląskiej (nielegalnego!) skierowali odezwę do Ślązaków
przebywających poza granicami Polski (chodzi np. o osoby, które w latach 80.
wyjechały do Niemiec, mają podwójne obywatelstwo oraz są nadal zameldowane na
terenie Polski) o wzięcie udziału w spisie powszechnym przez internet. Tekst
kolportowany jest m.in. pocztą elektroniczną w środowiskach Ślązaków na całym
świecie.
Zdaniem demografa, profesora Uniwersytetu Śląskiego Mariana Mitręgi, łączna
liczba osób, które są uprawnione, aby apel ZLNŚ zrealizować, może sięgać setek
tysięcy ludzi. "To niebezpieczne – ocenił – bo o wyniku mogą decydować ludzie,
którzy nie mają nic wspólnego albo niewiele z dawnym miejscem zamieszkania, o
ile kiedykolwiek mieszkali na Śląsku" ("Dziennik Zachodni", 1.04.2011 r.).
Dla separatystów śląskich zadeklarowanie narodowości śląskiej ma doprowadzić
następnie do możliwości używania języka śląskiego w urzędach, naukę prawdziwej
historii Śląska oraz języka śląskiego w szkołach.
W akcję sztucznego tworzenia "narodu śląskiego" wpisują się również lokalni
działacze PO i PSL. 5 marca marszałek województwa śląskiego i wicewojewoda (z
PO) oraz posłowie na Sejm RP z PO wzięli udział w VII Kongresie Ruchu Autonomii
Śląska, który odbył się w historycznej sali plenarnej Sejmu Śląskiego. Na
zjeździe przedstawione zostały propozycje zmian w Konstytucji, przekształcające
Rzeczpospolitą Polską w państwo regionalne, które umożliwi uzyskanie autonomii
wszystkim aspirującym do tego regionom Polski.
Po zakończeniu Narodowego Spisu Powszechnego może się okazać, że Ślązacy są…
najliczniejszą mniejszością narodową, że pojawią się kolejne narodowości, np.
kaszubska czy góralska. Oznaczałoby to reanimowanie okupacyjnej niemieckiej
koncepcji "goralenvolku", czyli "narodu góralskiego".
Narzędzie destabilizacji
Sytuacja jest poważna. Na naszych oczach trwa proces destabilizacji państwa,
rozbicia na dzielnice. Warto w tym kontekście przypomnieć słowa Donalda Tuska
wygłoszone na II Kongresie Kaszubskim w Gdańsku (12-14.06.1992 r.). Obecny
premier jako ówczesny wiceprzewodniczący Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego
wygłosił referat pod tytułem "Pomorska idea regionalna jako zadanie polityczne".
Postawił pytanie o istnienie realnych przesłanek dla powstania regionalizmu jako
samodzielnej siły politycznej, zarówno na Pomorzu, jak i w całej Polsce.
"Trzeba zrobić wszystko – mówił – aby wpływ ruchów regionalnych i samorządowych
oraz partii politycznych, dla których regionalizm jest istotnym fragmentem ich
programu, na zmiany ustrojowe i gospodarcze, był jak największy. Konieczne jest
uczestnictwo regionalistów w debacie konstytucyjnej i w pracy nad innymi aktami
legislacyjnymi. Tak długo bowiem, jak trwać będzie w Polsce centralistyczny
model władzy, jak długo większość decyzji zapadać będzie w Warszawie – marzenie
o państwie regionalnym pozostanie utopią".
Zdaniem Tuska, "obok rewolucji własnościowej właśnie rewolucja regionalna
stanowi treść historycznej transformacji ustrojowej naszego państwa". Zadania te
– jak wspomniał – próbował realizować rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego.
Przypomnijmy, że Bielecki na początku 1992 roku w Brukseli snuł wizję Europy
regionów i Polski podzielonej na Mazowsze, Wielkopolskę, Górny Śląsk i Dolny
Śląsk. Dla obecnego premiera Bielecki zawsze był politycznym autorytetem.
Dwadzieścia lat temu Donald Tusk apelował do lokalnych środowisk o udział w
wyborach samorządowych pod nazwą ligi pomorskiej "z perspektywą akcji
parlamentarnej z podobnie ukształtowanymi ligami regionalnymi w kraju". Był
zwolennikiem przekształcenia ruchów regionalnych w skuteczne ruchy polityczne, z
powodzeniem ubiegające się o władzę (II Kongres Kaszubski. Przyszłość
Kaszubszczyzny, Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, Gdańsk 1992).
W jednym z ostatnich wywiadów przewodniczący RAŚ Jerzy Gorzelik powiedział: "Ja
widzę w Polsce regionów Górny Śląsk, Dolny Śląsk, Wielkopolskę, Pomorze – pewnie
podzielone na część wschodnią i zachodnią, Ziemię Łęczycko-Sieradzką z Łodzią
jako jej współczesnym centrum, Mazowsze, Podlasie, region dawnych Prus
Wschodnich" ("Nie jestem Polakiem, jestem Ślązakiem", www.interia.pl z
31.03.2011 r.). Czy zatem nie można uznać Gorzelika za ucznia Tuska? Obaj
wywodzą się z tego samego, liberalnego nurtu politycznego. Sojusz PO i RAŚ w
sejmiku śląskim to przede wszystkim porozumienie programowe oparte na wspólnej
wizji państwa.
Dr Krzysztof Kawęcki
Autor jest historykiem i politologiem, zajmuje się myślą polityczną
Narodowej Demokracji.
