Polacy chcą wreszcie poczuć się wspólnotą obywateli

Z mec. Piotrem Łukaszem Andrzejewskim, senatorem, rozmawia Marcin
Austyn

Po katastrofie prezydenckiego samolotu polska prawica staje przez
dużym wyzwaniem. Zabrakło ludzi, którzy dotąd nadawali jej ton…


Jest to ogromne wyzwanie dla Polski, dla nas, by spojrzeć na rzeczywistość w
perspektywie dalszej niż tylko krąg dnia dzisiejszego. To wyzwanie, które
wskazuje, że Polska już taka sama nie będzie z różnych powodów. Dzisiaj trzeba
zdać sobie sprawę, gdzie jest miejsce Polski w Europie, jakie są jej wyzwania
dziś i w historii. Te dwa punkty widzenia muszą się połączyć, abyśmy poważnie i
z należytym szacunkiem uczcili tę ofiarę oraz jej sprostali. Najlepsi
parlamentarzyści i prezydenci, którzy połączyli II i III Rzeczpospolitą –
prezydent Ryszard Kaczorowski, prezydent Lech Kaczyński i wszystkie postaci, z
którymi identyfikowaliśmy nasz program, są już w sferze ducha, a nie materii.
Wydaje mi się, że w tej chwili pojawiła się potrzeba głębokiej refleksji
dotyczącej nie tylko sfery moralnej, tragizmu zdarzenia, lecz także
odpowiedzialności. To jest czas egzaminu dla Narodu Polskiego z
odpowiedzialności za własne losy – tu, wewnątrz kraju, i poza nim. Dziś świat
zdał sobie sprawę, czym obciążona jest historia Polski i jak będzie się ona
dalej kształtować. Nie możemy tego zmarnować.

Co Pan ma na myśli?
– To rola kraju, który był
przedmurzem chrześcijaństwa. Pokpiwano z tego, ale to jest realne zadanie.
Chrześcijaństwo jest dzisiaj szansą nie tylko dla Polski i Europy, ale i dla
świata. Ten świat – jak prognozowano – albo będzie w XXI wieku światem Bożym,
albo przestanie istnieć. Myślę, że przyszedł czas, by powrócić do zasadniczych
postaw. Przypomnę tu jeszcze jedną, ważną kwestię płynącą z Tajemnicy Fatimskiej
– odrodzenie chrześcijaństwa ma przyjść ze Wschodu. Dzisiaj sprzęgły się bardzo
istotne elementy, które pokazują drogę. Pierwszy raz od dawna święto
Zmartwychwstania Pańskiego obchodziliśmy razem z Kościołem Prawosławnym. Nie
chcę tu stawiać kropki nad „i”, ale temu wydarzeniu powinna towarzyszyć głęboka
refleksja, byśmy nie zmarnowali tej ofiary, tego, co ze świata materii
przechodzi do świata ducha, oraz tego, co z powrotem z ducha powinno przejść do
świata materii.

Jakie najtrudniejsze zadania stoją dziś przed Prawem i
Sprawiedliwością?
– To odnalezienie siły do przekonania wszystkich
wokół, że nie jesteśmy konfrontacyjni, że podobnie jak prezydent Kaczyński i
prezydent Kaczorowski jesteśmy ludźmi, którzy szukają tego, co łączy, a nie
tego, co dzieli; że dzisiaj racja stanu Polski jest racją przezwyciężenia
podziałów i wzbudzenia przekonania, że IV RP będzie potężnym elementem
formowania ducha i kształtu Europy oraz świata.

To także czas weryfikacji wiarygodności Platformy Obywatelskiej. To,
jak ta partia zachowa się w kluczowych dla Polski sprawach, będzie wiele
znaczyło… Mamy już pierwsze decyzje – został wybrany nowy szef Kancelarii
Prezydenta RP nienależący do grona dotychczasowych jej pracowników. O czym to,
Pana zdaniem, świadczy?
– Tak, to jest wyzwanie, zwłaszcza dla PO,
która ma głos decydujący. Swego czasu byłem zwolennikiem współpracy PO i PiS.
Myślę, że wielkie nieszczęścia wywołują refleksje i wpływają na solidarność w
działaniach politycznych, co powinno nadać im nowy wymiar. To jest czas
sprawdzianu dla Bronisława Komorowskiego, czy nadaje się do pełnienia funkcji,
do której pretenduje. Posunięcia PO będą świadczyły o tym, czy ci ludzie są
wystarczająco dojrzali, by kierować państwem polskim i wziąć za nie
odpowiedzialność. Żyjemy w czasie próby, i trzeba pamiętać, że wszyscy jesteśmy
wymienni. Polityka to nie jest kwestia interesów partyjnych. To kwestia
interesów każdego człowieka, Narodu i państwa. Jeżeli takiej perspektywy nie
będzie w działaniach tych, którzy dziś są decydentami, to trzeba im powiedzieć
„do widzenia” i musi przyjść nowa ekipa. Ja wierzę w to, że dziś poczucie
odpowiedzialności gwałtownie wzrosło u wszystkich ludzi, i decydenci muszą się
wznieść ponad interes partyjny, niezależnie od tego, do której partii
należą.

Pozostaje też kwestia kandydowania Bronisława Komorowskiego w
wyborach prezydenckich. Czy jako kandydat, nie powinien przekazać władzy
Marszałkowi Senatu RP?

– Wydaje mi się, że należy rozważyć taką
ewentualność. Trzecią osobą w państwie jest marszałek Senatu RP, i jeżeli
Bronisław Komorowski poważnie traktuje swoją przyszłą kadencję, to byłoby
właściwe rozważenie, czy nie powinien przekazać marszałkowi Senatu RP głównej
roli w państwie, tzn. pełnienia funkcji Prezydenta RP – przynajmniej do czasu
wyborów. Jeśli jednak mówimy już o sprawach formalno-konstytucyjnych, to
pozostaje tu pytanie, czy wybory prezydenckie będą wyborami do końca tej
kadencji czy na całą nową. Proszę pamiętać, że ta kadencja jeszcze nie wygasła i
odpowiedź wcale nie jest taka jednoznaczna. Być może należy wybrać prezydenta
„na próbę” i się mu przyjrzeć. Nie wykluczam i takiej ewentualności, aczkolwiek
lepiej byłoby, gdyby od razu przeprowadzono wybory na całą kadencję. Wszystko
jest w rękach osób, które będą interpretować w tym zakresie Konstytucję RP. Na
pewno w ciągu tych 60 dni od ogłoszenia terminu wyborów (musi to nastąpić w
ciągu 14 dni od śmierci Prezydenta RP) prezydenta wybierzemy. Czy będzie to
prezydent na kilka miesięcy czy na pełną kadencję? Jest to problem do
rozważenia. Dziś niewątpliwie mamy państwo zdezorganizowane ze względu na brak
tych wszystkich, którzy stali na jego czele. Owszem, są zastępcy, struktury
administracyjne, ale one nie zastąpią decyzji i odpowiedzialności
najważniejszych osób w państwie, których zabrakło. W tej chwili od decyzji
podejmowanych przez premiera Donalda Tuska i marszałka Bronisława Komorowskiego
zależeć będzie ocena tego, w jakim stopniu sprostali oni sytuacji, i czy mamy do
czynienia z mężami stanu czy tylko z funkcjonariuszami partyjnymi.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj