Podchody pod KSAP

Kto będzie kształcił elitę urzędników w Polsce? Dziś największym prestiżem
w tej sferze cieszy się, podlegająca prezesowi Rady Ministrów, Krajowa Szkoła
Administracji Publicznej. Od dłuższego czasu obserwujemy jednak szereg działań
ze strony rządu, które zebrane razem wskazują, iż dokonywana jest próba
marginalizacji KSAP, tak aby utraciła swoje znaczenie jako głównego ośrodka
kształcenia urzędników w Polsce i stała się jedną z wielu szkół przygotowujących
kadry administracji państwowej. Na początku lipca do KSAP weszli kontrolerzy z
kancelarii premiera. Badają, czy KSAP wypełnia właściwie swoje zadania, a więc
czy w obecnym kształcie szkoła jest potrzebna.

Po jesiennych wyborach, jeśli rząd tworzyć będzie ponownie Platforma
Obywatelska, szykują się zmiany w organizacji administracji publicznej. Reformę
administracji przygotowuje powstały z inicjatywy premiera Donalda Tuska i
działający w tajemnicy zespół pod kierownictwem posła PO Rafała Grupińskiego.
Zmiany w administracji mogą sięgnąć daleko głębiej niż tylko do połączenia
resortu skarbu z Ministerstwem Gospodarki czy też wzmocnienia pozycji premiera
Tuska. W Platformie Obywatelskiej zaczyna dojrzewać pomysł zreformowania sfery
kształcenia i przygotowywania przyszłych urzędników administracji publicznej.
Trwają przymiarki do tego, aby zadania wykonywane obecnie w tej dziedzinie przez
Krajową Szkołę Administracji Publicznej – np. kształcenie i przygotowywanie do
służby publicznej urzędników służby cywilnej, jak również kadr wyższych
urzędników dla administracji publicznej – mogły wypełniać także inne szkoły, w
tym niepubliczne.
Od naszych rozmówców dowiedzieliśmy się, że minister nauki i szkolnictwa
wyższego Barbara Kudrycka w różnych rozmowach coraz częściej postuluje, aby
zadania wykonywane obecnie na rzecz administracji publicznej przez Krajową
Szkołę Administracji Publicznej mogły wykonywać też szkoły niepubliczne. Choć
formalnie KSAP nie podlega bezpośrednio ministrowi nauki, lecz prezesowi Rady
Ministrów, minister Kudrycka zdaje sobie sprawę, jakim łakomym kąskiem dla
uczelni prywatnych byłoby przejęcie choćby części rynku zajmowanego przez KSAP,
co mogłoby się dokonać na przykład wskutek osłabienia pozycji rządowej szkoły.
Sama bowiem była, przed objęciem ministerialnej teki, rektorem Wyższej Szkoły
Administracji Publicznej im. Stanisława Staszica w Białymstoku.

Ruchy wokół KSAP
Różne "dziwne" ruchy wokół Krajowej Szkoły Administracji Publicznej obserwujemy
już od dłuższego czasu. Choć KSAP kształci przyszłą urzędniczą elitę, co też
niemało kosztuje państwo polskie – półtoraroczne kształcenie to koszt około 180
tys. złotych za osobę – to rząd PO – PSL nie zdecydował się wyłączyć absolwentów
tej szkoły spod tak silnie forsowanej przez ekipę Tuska ustawy "minus 10
procent", która zakładała 10-procentowe zwolnienia kadry urzędniczej w
administracji publicznej. W grudniu, pod pretekstem zapowiadanych zwolnień w
administracji, szef kancelarii premiera Tomasz Arabski przesłał do KSAP pismo z
zaleceniem ograniczenia od 2011 roku rekrutacji słuchaczy do jednego naboru,
czyli o 50 procent. Tym niewątpliwie szkoła zmniejszyłaby swój potencjał.
Jednocześnie pojawił się datowany na grudzień 2010 r. raport grupy roboczej ds.
systemu edukacji członków korpusu służby cywilnej i Krajowej Szkoły
Administracji Publicznej, który wobec KSAP jest stosunkowo krytyczny i
przedstawiający negatywny obraz szkoły. Co jednak wyraźnie nie koresponduje z
oceną zewnętrzną przejawiającą się prestiżowymi nagrodami. W 2009 roku Krajowa
Szkoła Administracji Publicznej została laureatem nagrody w ogłoszonym przez
Organizację Narodów Zjednoczonych konkursie w kategorii: "Rozwijanie potencjału
do zarządzania wiedzą w instytucjach państwowych". Konkurs zorganizowany był dla
instytucji i firm z krajów członkowskich ONZ, działających na rzecz sektora
publicznego. Raport ma dopiero trafić pod obrady Rady Służby Cywilnej. Wśród
rozważań między innymi na temat adekwatności kształcenia przez KSAP urzędników
do obecnej rzeczywistości zapisano m.in.: "Jednakże, o ile utworzenie instytucji
finansowanej ze środków publicznych, której zadaniem było kształcenie
pracowników administracji, miało uzasadnienie na początku lat
dziewięćdziesiątych, kiedy nie istniały inne podmioty kształcące przyszłych
urzędników w sposób nowoczesny w zakresie nowoczesnych treści i w nowatorskiej
formie, to obecnie celowość kontynuowania działalności KSAP w dotychczasowej
formule wymaga weryfikacji, ponieważ kandydatów do pracy w służbie cywilnej, o
kwalifikacjach porównywalnych z kwalifikacjami słuchaczy KSAP, kształcą
działające obecnie na rynku publiczne i prywatne szkoły wyższe". Czytamy tam
również, iż "dyrektorzy generalni urzędów, realizując politykę kadrową w celu
wypełnienia zadań urzędów, muszą mieć gwarancję, że absolwenci KSAP spełnią ich
oczekiwania". Autorzy raportu stawiają diagnozę, że "obecnie dyrektorzy
generalni koncentrują się na poszukiwaniu specjalistów z różnych dziedzin
merytorycznych i tak też patrzą na kandydatów do pracy – absolwentów Krajowej
Szkoły Administracji Publicznej". I tutaj mają się – zdaniem autorów raportu –
rysować rozbieżności pomiędzy "oczekiwaniami dyrektorów generalnych, co do
kwalifikacji i umiejętności absolwentów KSAP, a realizacją przez KSAP swojej
misji, określonej ustawowo jako przygotowywanie kadr wyższych urzędników".
Sformułowany wobec szkoły zarzut "niekształcenia specjalistów" może jednak o
tyle zdumiewać, iż do KSAP aplikują – by przygotować się do pracy w
administracji publicznej – absolwenci szkół wyższych, którzy, choćby ze względu
na przebyte studia, tymi specjalistami w różnych dziedzinach mają już być.

Premier kontroluje
Teraz do KSAP wkroczyli kontrolerzy z kancelarii premiera. 6 lipca w szkole
rozpoczęła się kontrola dotycząca "dostosowywania kształcenia do potrzeb w
zakresie administracji". Kontrola nie bada więc jakichś nieprawidłowości, lecz
zmierza do sprawdzenia adekwatności oferty KSAP do potrzeb administracji
publicznej. Wnioskiem może być stwierdzenie, czy KSAP jest potrzebna, czy też
nie jest. Jak się dowiedzieliśmy, jedno z pytań zadanych kierownictwu KSAP
brzmiało: "Czy szkoła analizuje ofertę edukacyjną uczelni wyższych, w tym
oferowanych studiów podyplomowych?". Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do
czynienia z próbą sondowania, na ile oferta KSAP odpowiada ofertom innych szkół,
w kontekście ewentualnej komercjalizacji KSAP i konkurowania przez tę szkołę z
innymi, na rynku studiów podyplomowych.
Nie bez znaczenia dla tego, co dzieje się obecnie wokół Krajowej Szkoły
Administracji Publicznej, mogą być wydarzenia związane z polskim
przedstawicielstwem współfinansowanej z unijnych środków Fundacji Europejskiego
Instytutu Administracji Publicznej (EIPA), która podobnie jak KSAP szkoli
urzędników. Po utworzeniu oddziału EIPA w naszym kraju – Polska jest członkiem
tej organizacji od 2004 r. – siedzibę fundacji zlokalizowano w KSAP. Wejście
fundacji do Polski rozpoczęło się jednak od falstartu. Umową szkoleniową
Ministerstwa Finansów z polskim oddziałem EIPA zainteresowały się Centralne
Biuro Antykorupcyjne i prokuratura. Minister w kancelarii premiera Julia Pitera,
odpowiadając na początku lipca ubiegłego roku na poselską interpelację w tej
sprawie, poinformowała, że kancelaria premiera w okresie od 10 listopada do 18
grudnia 2009 r. przeprowadziła w Ministerstwie Finansów kontrolę w zakresie
udzielania zamówień publicznych w ramach projektu "Wdrożenie budżetu zadaniowego
u wszystkich dysponentów środków budżetowych w latach 2008-2012" na rzecz
Fundacji EIPA oraz realizacji zawartych umów. Wnioski z kontroli były takie, że
uznano za "nierzetelne, niecelowe, nieprzejrzyste pod względem faktycznych
relacji z wykonawcą oraz budzące uzasadnione wątpliwości natury etycznej
podejmowane przez Ministerstwo Finansów działania w zakresie wyboru wykonawcy
szkoleń w dziedzinie budżetu zadaniowego oraz w toku realizacji umów zawartych z
Fundacją EIPA Oddział w Polsce". Uznano, że choć udzielenie zamówień na
szkolenia w trybie z wolnej ręki zarówno w 2008 r., jak i w 2009 r. było prawnie
dopuszczalne, to odstąpienie od trybów gwarantujących zachowanie konkurencji
oraz brak przekonującego uzasadnienia takiej decyzji uznano za niecelowe i
prowadzące do niegospodarnego wydatkowania środków publicznych. Nieprawidłowości
były jednak na tyle istotne, że warszawska prokuratura okręgowa 10 maja 2010 r.
wszczęła śledztwo przekroczenia uprawnień przez urzędników Ministerstwa
Finansów, powierzając następnie jego prowadzenie Agencji Bezpieczeństwa
Wewnętrznego. Po tych perturbacjach KSAP wymówiła fundacji siedzibę i
współpracę. Od osoby związanej z kierownictwem KSAP usłyszeliśmy, iż panuje
przekonanie, że przeciek o możliwych nieprawidłowościach przy szkoleniach
wyszedł z KSAP. Co miało doprowadzić do odcięcia możliwości dalszego zarabiania
pieniędzy przez niektóre osoby. Kolejne działania wobec KSAP miałyby być swoistą
zemstą za ujawnienie sprawy.

 

Artur Kowalski

drukuj