Po co rewidowano dom Bączka
Brak sprawdzeń billingów Piotra Bączka, byłego członka komisji
weryfikacyjnej WSI, a zarazem analityka Służby Kontrwywiadu Wojskowego na
przełomie 2007 i 2008 roku, umożliwił Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego
realizację rewizji w jego domu w maju 2008 roku. Rewizja okazała się bezcelowa i
prawdopodobnie zarządzona tylko z powodu fałszywego oskarżenia byłego
funkcjonariusza WSI Leszka T. Bączkowi nie postawiono zarzutów w sprawie
fikcyjnego handlu aneksem do raportu z działalności WSI czy płatnej protekcji
przy weryfikacjach żołnierzy zlikwidowanych służb wojskowych. Co ciekawe,
analiza billingów osób oskarżonych przez Leszka T. ostatecznie została
przeprowadzona, ale dopiero wiele miesięcy po rewizjach dokonanych w maju 2006
roku.
Z analizy billingów telefonu komórkowego i stacjonarnego wynika jednak, że
ani Bączek, ani Sławomir Cenckiewicz, jako były szef komisji ds. likwidacji WSI,
nie mieli kontaktów z dziennikarzem Wojciechem Sumlińskim w okresie powstawania
raportu z działalności WSI. Jak również wtedy, gdy zarzucono niektórym członkom
komisji pozytywną weryfikację za łapówkę. Chodzi o styczeń 2007 roku. Obecnie
przed warszawskim sądem okręgowym toczy się postępowanie w tej sprawie, a na
ławie oskarżonych zasiadł – obok dziennikarza – również były żołnierz WSI,
wspomniany płk Leszek T. Leszek T. sprawę przekazał ówczesnemu marszałkowi
Sejmu, dzisiaj prezydentowi, Bronisławowi Komorowskiemu. Komorowski był wtedy
zainteresowany treścią aneksu do raportu, choć nie miał prawa do zapoznania się
z jego zawartością.
Jak się jednak okazuje, sprawa kontroli billingów Cenckiewicza i Bączka rodzi
inne wątpliwości i pytania. Po pierwsze i najważniejsze – billingi historyka
sprawdzono, przypisując je Bączkowi. Stało się tak najpierw w 2008 r., gdy ABW
zażądała wykazu połączeń pod pretekstem śledztwa prowadzonego w sprawie
rzekomych przecieków z komisji weryfikacyjnej, gdzie świadkiem był Bączek. I to
na jego nazwisko postanowiono wydobyć od TP SA połączenia z numeru abonenckiego
Cenckiewicza.
Po drugie – nie wiadomo, czy o wydanie billingów, które były potrzebne do
analizy porównawczej, prosiła prokuratura nadzorująca to postępowanie.
Sprawdzeni świadkowie nie otrzymali na to stosownych dokumentów z prokuratury
apelacyjnej.
– Powstaje pytanie: w jaki sposób to przeprowadzono, jak ABW uzyskała nasze
billingi od operatorów, bez nadzoru innych organów państwa? Dlaczego ponownie
ABW przypisała mi jego numer telefonu? – zastanawia się Piotr Bączek. – Nikt z
nas nie dostał postanowienia prokuratury w sprawie sprawdzeń billingów, choćby
takiego, jakie wydała warszawska prokuratura okręgowa w sprawie śledztwa
dotyczącego przecieków z komisji weryfikacyjnej. Ja takiego nie dostałem – dziwi
się Bączek.
Czy w związku z tym ABW dokonała sprawdzeń billingów Sławomira Cenckiewicza i
Bączka nielegalnie, bez wiedzy i zgody prokuratury? Jeżeli tak, to może być to
dowód na nielegalną kontrolę obywateli.
Zgodnie z prawem postanowienie o wydaniu billingów od np. operatora sieci
komórkowej doręcza się m.in. abonentowi telefonu nie później niż do czasu
prawomocnego zakończenia postępowania. Tymczasem śledztwo w tej sprawie już się
zakończyło, a do sądu, przed którym toczy się sprawa przeciw płk. Leszkowi T.
oraz dziennikarzowi Wojciechowi Sumlińskiemu, wpłynął akt oskarżenia.
Analiza połączeń między Sumlińskim, Leszkiem T., Aleksandrem Lichockim, Leszkiem
Pietrzakiem, Bączkiem i – jak się okazuje – również Cenckiewiczem została
przeprowadzona przez Agencję na potrzeby śledztwa Prokuratury Krajowej, a po jej
likwidacji Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie w sprawie rzekomej korupcji w
komisji weryfikacyjnej oraz sprzedaży aneksu z likwidacji wojskowych służb
Agorze, spółce wydającej "Gazetę Wyborczą". Wynika z niej, że Piotr Bączek nie
kontaktował się z
Wojciechem Sumlińskim, a tym bardziej z Leszkiem T. czy Aleksandrem Lichockim.
Błędne przypisanie numeru abonenckiego Cenckiewiczowi pokazuje, że również
historyk nie kontaktował się z tymi osobami.
– Wynik analizy wydano ponad trzy miesiące po wcześniejszym postanowieniu
prokuratury okręgowej z października 2008 r., która zażądała od TP SA wydania
billingów z numeru abonenckiego Cenckiewicza w sprawie, w której również byłem
świadkiem – mówi Bączek. Dlatego, w jego ocenie, przypisanie mu numeru
Cenckiewicza nie jest przypadkiem.
W 2008 r. zastosowano zarówno wobec Piotra Bączka, jak i Wojciecha Sumlińskiego
metody dość drastyczne. Chodzi przecież o przeszukanie domu, zajęcie mienia,
komputerów i wreszcie kontrolę osobistą. Być może chodziło o zamanifestowanie
całej opozycji i opinii publicznej, że ludzie kojarzeni z likwidacją WSI to
osoby podejrzane i w coś uwikłane. Tymczasem Piotr Bączek w sprawie był tylko
świadkiem, a inne postępowania, w ramach których był sprawdzany, zostały po
prostu umorzone. Dzisiaj prokuratura interesuje się przede wszystkim samym
Antonim Macierewiczem, który został oskarżony o… ujawnienie tajemnicy
państwowej poprzez udostępnienie opinii publicznej raportu z działalności WSI.
Jednak w ostatnich dniach portal wPolityce.pl poinformował, że po
zakwestionowaniu przez prokuratora generalnego wniosku o uchylenie
Macierewiczowi immunitetu zarządzono ponowną analizę materiału dowodowego.
Maciej Walaszczyk
