Platforma skreśliła TVP

Obecny zamęt w Telewizji Polskiej jest najbardziej na rękę PO i… stacjom komercyjnym, bo słaba TVP oznacza odpływ widzów i przede wszystkim reklamodawców do TVN i Polsatu. Jeśli telewizja publiczna nie zostanie szybko postawiona na nogi, to stanie się jednym z nic nieznaczących kanałów telewizyjnych. Najwięcej w tej sprawie zależy od rządu i premiera, ale u Donalda Tuska nie widać chęci do naprawy TVP. Wręcz przeciwnie, lider PO od wielu miesięcy robi wszystko, aby zaszkodzić mediom publicznym, a zwłaszcza Telewizji Polskiej.

Telewizja publiczna z prawdziwego zdarzenia miała narodzić się w Polsce wraz z przemianami politycznymi po 1989 roku, ale choć od tamtej pory minęło już 20 lat, to telewizji publicznej z prawdziwego zdarzenia jak nie było, tak nie ma. W kolejnych latach, gdy na Woronicza przychodzili nowi prezesi, ich działania miały bardzo różny skutek dla idei budowania mediów publicznych. Wydawało się, że najbliżej do osiągnięcia tego celu byliśmy w czasach prezesury Wiesława Walendziaka, który wprowadził do telewizji wiele zmian i nowych twarzy, nazywanych zresztą pogardliwie „pampersami” przez ludzi z dawnych układów telewizyjnych i towarzyskich. Próba ta okazała się jednak nieudana, a wszystko, co złe w telewizji publicznej, zostało zakonserwowane, zwłaszcza za panowania prezesa Roberta Kwiatkowskiego z SLD.

Praktycznie nikomu nie udało się zbudować w Polsce publicznych mediów, ale ostatnie miesiące, gdy TVP jest targana sporami polityczno-personalnymi, gdy kilka razy była tu dwuwładza (ostatni taki spektakl właśnie się rozgrywa), najdobitniej pokazują stan i kondycję telewizji publicznej. Bez przeprowadzenia reformy z prawdziwego zdarzenia TVP może za jakiś czas po prostu ulec likwidacji, tym bardziej że rząd nie chce wcale jej pomóc, a wręcz przeciwnie – robi wiele, aby ją zniszczyć.


Prawo i politycy


Jednym z podstawowych problemów, które rzutują na Telewizję Polską, jest niespójne i ułomne prawo regulujące kwestie działalności nie tylko TVP, ale i Polskiego Radia. Gdy na początku lat 90. przystępowano w Sejmie do prac nad pierwszą kompleksową ustawą medialną, politycy obiecywali nam stworzenie solidnych podstaw do budowania publicznej telewizji i radia. Publicznej, czyli niezależnej od kaprysów polityków; publicznej, czyli nastawionej na wspieranie rodzimej kultury, kinematografii; publicznej, czyli przekazującej pozytywne treści służące budowaniu ładu moralnego w społeczeństwie, krzewieniu patriotyzmu itp. Taka telewizja miała także unikać schlebiania niskim gustom, miała po prostu „trzymać poziom”. Niestety, do tej pory te idee nie zostały zrealizowane, a prawo jest na tyle niespójne i niejasne, że wręcz przeszkadza w tworzeniu telewizji dla telewidzów.

Powodów tego stanu jest wiele i nie miejsce o nich teraz tutaj dyskutować, ale trzeba powiedzieć, iż na powstanie mediów publicznych z prawdziwego zdarzenia nie pozwolili przez lata przede wszystkim politycy, którzy chcieli budować media niezależne, ale od swoich politycznych oponentów, a nie od siebie. Właśnie te polityczne spory były w głównej mierze przyczyną kuriozalnego stanu, gdy w TVP mieliśmy krótko dwóch prezesów: Piotra Farfała i Sławomira Siwka.


Wróg mojego wroga


Wokół mediów publicznych obserwujemy bardzo dziwną, ale tylko z pozoru, grę Platformy Obywatelskiej. O ile bowiem za rządów Prawa i Sprawiedliwości dokonano nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, aby m.in. przeprowadzić szybkie zmiany personalne w TVP i PR, które miały przynajmniej w teorii zmienić na lepsze media publiczne, o tyle PO postępuje tak, aby doszło wręcz do zniszczenia telewizji i radia. Platformie tak naprawdę odpowiada obecna sytuacja, gdy na czele TVP stoi prezes Piotr Farfał niemający silnego zaplecza politycznego i dlatego minister skarbu Aleksander Grad zrobił wszystko, aby go obronić. Wcześniej Platforma Obywatelska, w ślad za „Gazetą Wyborczą”, nazywała Farfała „byłym faszystą” i wydawało się, że powinna dążyć do jego odwołania, nawet w przymierzu z PiS, bo przecież wyrzucenie z gmachu przy Woronicza „byłego faszysty” powinno być dla „europejskiego obozu” niepodlegającym dyskusji priorytetem. Nic takiego jednak nie miało miejsca, ponieważ postępujący marazm i rozkład TVP jest na rękę PO i rządowi.

Dlaczego? Farfał gwarantował, że z telewizji zostaną usunięci dziennikarze i szefowie działów i pionów kojarzeni z PiS – tutaj miało się dokonać „dorżnięcie watahy” w mediach. Jeszcze istotniejsze było jednak to, iż jednocześnie Platforma mogła liczyć na odzyskanie w „białych rękawiczkach” części dawnych wpływów w mediach publicznych, bo przecież za tymi decyzjami stałby „niedobry” prezes Farfał, a nie człowiek z Platformy. To dlatego minister Grad błyskawicznie skrócił kadencję Radzie Nadzorczej TVP, gdy okazało się, że jest w niej większość, która może dokonać zmian w zarządzie telewizji i zwolnić prezesa Farfała. Nawet osoby przychylne temu rządowi przyznawały, że szybkość działań Aleksandra Grada może zastanawiać, bo do tej pory szef resortu skarbu był raczej uważany za flegmatyka. W tym przypadku zapewne nie obyło się bez „pomocy” premiera Donalda Tuska. Wydaje się, że była mu na rękę decyzja o obronie prezesa Farfała wszelkimi sposobami. Nawet wątpliwymi pod względem prawnym.

Można przypuszczać, że szef rządu i wielu działaczy PO uznało bowiem, że skoro Piotr Farfał jest skonfliktowany z PiS, to „wróg naszego wroga jest naszym sprzymierzeńcem”. Ponadto na kim miałby się oprzeć prezes TVP jak nie na partii rządzącej, skoro nie stoi za nim w tej chwili żadna duża siła polityczna? Dzięki takiemu sojuszowi PO zyskała nie tylko ważne przyczółki, ale faktycznie mogłaby wkrótce całkowicie podporządkować sobie telewizję i radio.


Zyskują TVN i Polsat


Zamieszanie w TVP jest na rękę mediom komercyjnym, głównie TVN i Polsatowi. Wiele działań premiera i rządu wygląda jak spłacanie długów politycznych wobec mediów, które pomogły PO wygrać ostatnie wybory parlamentarne. Tak należy też traktować to, co działo i dzieje się w TVP: ciągle słabnąca telewizja publiczna zmierza prostą drogą ku katastrofie, gdyż jej pozycja finansowa i programowa będzie wobec prywatnych konkurentów więcej niż słaba. Dlatego Tusk mógł bezkarnie wzywać do niepłacenia przez ludzi abonamentu, bo wiedział, że mało kto go za to skrytykuje, wszak w TVP rządziło wtedy znienawidzone przez elity Prawo i Sprawiedliwość. Jednocześnie premier wiedział, że TVP nie może pójść w pełną komercję, choćby z powodu pewnych ograniczeń prawnych, jak zakaz przerywania programów i filmów reklamami. Teoretycznie możliwe, ale niezmiernie trudne jest więc znaczne zwiększenie przychodów z reklam, aby całkowicie pokryć straty spowodowane przez spadek dochodów z abonamentu. W PR takiej możliwości nie ma zupełnie.

Platformie i mediom komercyjnym wcale nie zależy na kompletnym zniszczeniu Telewizji Polskiej, ale na trwaniu obecnego stanu zawieszenia między rozwojem a upadkiem. Bo gdyby doszło do upadku ekonomicznego TVP, istnieje ryzyko, że jej majątek zostałby wystawiony na sprzedaż. Wszak w warunkach kryzysu rząd nie mógłby wydawać pieniędzy na ratowanie telewizji. A wówczas częstotliwości po TVP, studia, sprzęt mógłby przejąć duży, prywatny, zagraniczny inwestor. Obecni dwaj najwięksi konkurenci publicznej telewizji byliby z prywatyzacji wyłączeni ze względu na krajowe i unijne przepisy antymonopolowe. Ale zagraniczny inwestor w TVP mógłby wygrać rywalizację o widza właśnie z TVN i Polsatem, gdyż miałby pieniądze na rzucenie im rękawicy. Do tego zaś komercyjne telewizje nie chcą dopuścić za wszelką cenę. Zauważmy, że ich dziennikarze krytykują to, co dzieje się przy Woronicza (tak jakby u nich była sielanka i żadnych konfliktów w redakcjach czy między szefami a dziennikarzami), ale nikt nie podniósł postulatu np. sprywatyzowania TVP i „zrobienia przy Woronicza porządku raz na zawsze”, bo to nie leży po prostu w ich interesie – słychać tylko obłudne głosy „troski o TVP”. Telewizja Polska ma być słaba, co ma znaczenie zwłaszcza w czasach kryzysu, gdy wpływy reklamowe spadają, ponieważ firmy ograniczają wydatki na promocję. TVP jest teraz potęgą na rynku reklamowym, ale to się może zmienić, zwłaszcza jeśli dalej będą w niej panowały chaos i niepewność. To bowiem obniża wiarygodność, a z niewiarygodnym partnerem biznesowym mającym kiepską reputację nikt nie chce robić interesów.


Tusk nie lubi TVP


Podejście do spraw publicznych mediów pokazuje, że premierowi polskiego rządu kompletnie na nich nie zależy. Jak bowiem rozumieć wezwanie Polaków do niepłacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego? Czy równie ochoczo premier wezwie kiedyś Polaków, choćby przy kolejnej kampanii wyborczej, do tego, żeby nie płacili jakiegoś innego podatku, bo jest on niesprawiedliwy, a wielu podatników i tak go nie uiszcza?

Donald Tusk najwyraźniej nie lubi mediów publicznych, w tym i TVP, skoro robi wszystko, aby ich sytuacja uległa dalszemu pogorszeniu. Gdyby bowiem miał czyste intencje, to usiadłby razem z całą opozycją i ustalił kształt nowej ustawy medialnej. Byłby to oczywiście szeroko rozumiany kompromis, ale taki, który, po pierwsze, dawałby wreszcie szansę na zbudowanie mediów publicznych z prawdziwego zdarzenia, o silnej kondycji ekonomicznej, bogatej ofercie programowej, mediów, które byłyby także znaczącym mecenasem polskiej kultury. Kompromis w parlamencie skutkowałby i tym, że ustawa zyskałaby akceptację prezydenta. Skoro jednak Donald Tusk w czasie gry rzuca karty i wywraca stolik, to znaczy, że ma zupełnie inne plany.

Gdyby premier miał czyste intencje, to zastanowiłby się, jak zapewnić mediom publicznym stałe i pewne dochody z abonamentu. Ciekawe, dlaczego Tusk tak gorączkowo trzyma się akurat tego mało istotnego postulatu wyborczego PO, jak zniesienie abonamentu? Przecież te kilkanaście złotych miesięcznie w kieszeni każdej rodziny to niewiele i na pewno ludzie by zrozumieli, że trzeba płacić daninę na TVP i Polskie Radio. Premier rzuca ludowi ochłap, bo jest to tańsze niż wywiązanie się z obietnicy podniesienia wynagrodzeń nauczycielom, naprawienia ochrony zdrowia, zreformowania gospodarki.

Gdyby premier miał czyste intencje wobec mediów publicznych, to z jednej strony nie uderzałby w ich finanse, a z drugiej – nie lał teraz krokodylich łez i nie rozdzierał szat, że nie może zgodzić się na przekazanie TVP i PR prawie miliarda złotych z budżetu państwa, gdy brakuje pieniędzy dla dzieci i ubogich rodzin. Można powiedzieć, że sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało! Gdyby bowiem nie populizm liberalnego premiera (swoją drogą, jakąż to metamorfozę przeszedł Tusk, który kiedyś wręcz brzydził się populizmem… ale czego to nie robi się dla własnej kariery, pardon, dla dobra Polski!) to ci Polacy, którzy płacili wcześniej abonament, nadal by to zapewne robili, finansując głównie w ten sposób Polskie Radio. A Tusk do spółki z ministrem finansów Jackiem Rostowskim nie musiałby się ani sekundy zastanawiać nad tym, ile pieniędzy dać TVP i PR, bo nie byłoby po prostu takiej potrzeby. Ale najwidoczniej perspektywa, że oto kolejni prezesi radia i telewizji będą wieszać się u pańskiej klamki premiera, łechce jego próżność. Tusk wie, iż to będzie najlepszy sposób na podporządkowanie sobie TVP i PR, i jeśli obie spółki nie będą mu grały tak, jak będzie chciał, to zwyczajnie zakręci im się kurek z pieniędzmi. Taki wedle PO jest zapewne najlepszy model publicznych mediów.

Zresztą premier cieszy się ogromną przychylnością telewizji prywatnych, zwłaszcza TVN (nie bez powodu jest ona często nazywana ironicznie Tusk Vision Network), i Telewizja Polska nie jest mu do szczęścia potrzebna. Zresztą, kto inny przygotuje mu show z udziałem Dody?

Reforma pilnie potrzebna

W Polsce niezbędne jest istnienie mediów publicznych, i to nie dlatego, że takie działają w innych krajach unijnych. Dobre publiczne radio, a zwłaszcza w obecnych czasach publiczna telewizja, gwarantują prowadzenie w miarę uczciwej debaty publicznej. Telewizje komercyjne mogą bezczelnie promować jedną opcję polityczną, jedną ideologię i nikt nie może im tego zabronić, bo o tym, co jest na antenie, decyduje prywatny właściciel. W Telewizji Polskiej powinno być inaczej. Powinna mieć ona także bardziej ambitny program niż stacje komercyjne, program, gdzie dobre filmy fabularne i dokumentalne, ciekawe przedstawienia teatralne, programy kulturalne emituje się nie po północy, ale w godzinach popołudniowych czy wieczorem. To także telewizja, gdzie jest sporo sportu i rozrywki, ale na dobrym poziomie, a nie tandetnej szmiry zaspokajającej najniższe gusta. A jej podstawą powinna być też informacja i publicystyka na najwyższym poziomie. Teraz, gdy możliwe jest tworzenie kanałów tematycznych, nie powinno być żadnych problemów z realizacją misji: to TVP powinna dyktować trendy w telewizji, w mediach, to ona powinna budować standardy dziennikarstwa.

Takiego stanu nie będzie łatwo osiągnąć, wymaga to przede wszystkim postawienia na czele TVP oraz poszczególnych komórek organizacyjnych telewizji odpowiednich ludzi. Ale nie mniej istotne jest zapewnienie mediom publicznych pieniędzy. Najlepszym wyjściem byłoby upowszechnienie abonamentu, aby płacili go prawie wszyscy, którzy powinni, a nie mniejszość, jak teraz. Byłaby wówczas podstawa do tego, żeby rozważyć np. likwidację reklam we wszystkich programach TVP. Media prywatne, które przejęłyby ten ogromny tort, powinny także płacić swoistą składkę na TVP i PR, oddając część tych dodatkowych dochodów. Takie dwa źródła finansowania zapewniałyby Telewizji Polskiej i Polskiemu Radiu nawet większe wpływy niż teraz. Tylko czy znajdzie się ktoś odważny, kto będzie w stanie taką reformę przeprowadzić?


Krzysztof Losz
drukuj