Pilot wyłączył TAWS?
Z miejsca katastrofy rosyjskiego samolotu pasażerskiego Suchoj
Superjet 100, do której doszło w Indonezji, udało się przetransportować dopiero
12 ciał. Rosyjskie gazety oraz władze już podają pierwsze, w ich ocenie,
przyczyny katastrofy i wskazują na błąd pilota.
Samolot rozbił się w środę podczas pokazowego lotu w trudno dostępnym
wulkanicznym masywie górskim Salak na zachodzie Jawy. Na pokładzie znajdowało
się 45 osób, w tym ośmiu Rosjan.
Jeszcze wczoraj – jak poinformował dziennik "Izwiestia" – w symulatorze w
centrum lotniczym pod Moskwą przeprowadzono testy, które wskazują, że
najbardziej prawdopodobną przyczyną wypadku był błąd pilota. Zdaniem rosyjskich
ekspertów, piloci musieli zignorować ostrzeżenia systemu TAWS, który informował
ich o zbliżającej się przeszkodzie. – Po prostu nie możesz nie dostrzec tego
sygnału alarmowego. System wyświetla ostrzeżenie na głównym pulpicie, do tego
miga czerwone światło i jednocześnie słychać komunikat głosowy. Ponadto
automatyczny system może zainterweniować, aby pomóc maszynie uniknąć kolizji –
mówi jeden z doświadczalnych pilotów w rozmowie z dziennikiem. Źródło cytowane
przez gazetę stwierdziło, że pilot mógł też na chwilę wyłączyć system po to, aby
np. porozmawiać z pasażerami lub oprowadzić ich po kabinie. Inny ekspert,
którego słowa przytacza "Izwiestia", uważa, że załoga mogła po prostu przestać
zwracać uwagę na ostrzeżenia systemu TAWS, który jest aktywny niemal cały czas w
podobnych górskich regionach. Do tych opinii przychyla się także rosyjski
wicepremier Dmitrij Rogozin, który stwierdził, że eksperci podkreślają, że to
"czynnik ludzki" jest najczęstszą przyczyną wypadków lotniczych. – Specjaliści
utrzymują, że wyposażenie działało gładko. Innymi słowy, to mógł być pewnego
rodzaju błąd człowieka – wydał wyrok Rogozin.
Minister koordynator ds. społecznych Indonezji Agung Laksono poinformował, że
ciała 12 ofiar zostały przetransportowane śmigłowcem do centrum ratowniczego w
prowincji Jawa Zachodnia niedaleko miasta Bogor. Ekipy ratownicze są zmuszone do
używania lin w poszukiwaniach ciał ofiar katastrofy, której zapewne nikt nie
przeżył. Minister Laksono powiedział, że Indonezja i Rosja jeszcze długo będą
współpracować w związku z tą straszną tragedią. – Czeka nas jeszcze długotrwały
proces identyfikacji ciał i zbadanie przyczyn katastrofy – powiedział minister.
Informacje te potwierdziła także rosyjska komisja uczestnicząca w badaniu
przyczyn wypadku. – Nasza komisja współpracuje ściśle z Indonezyjczykami, aby
znaleźć przyczyny wypadku, a także w kwestii poszukiwania ciał – powiedział
ambasador Rosji w Dżakarcie Dmitrij Sołodow. Samolot uderzył w pionową ścianę
skalną i leży u jej podnóża. Pozostawił znaczną wyrwę w pokrywającej urwisko
roślinności. Katastrofa nastąpiła niedaleko krateru nieczynnego wulkanu, który
wznosi się na wysokość 2211 m n.p.m. Jak powiedział w czwartek rzecznik służb
ratowniczych, z uwagi na trudną dostępność terenu znalezione ciała da się
wywieźć tylko w podwieszonych pod śmigłowcami sieciach.
Podwójne standardy
Na publikowanych zdjęciach z pierwszego lotu pokazowego samolotu Suchoj
Superjet 100, który rozbił się w Indonezji, widać, że w kokpicie maszyny oprócz
pilotów były także osoby postronne – donosi RMF FM. Rosyjscy dziennikarze w
głównym wydaniu dziennika państwowej telewizji, powołując się na znanego w Rosji
pilota Siergieja Zawałkina, uznali jednak, że ich obecność była dopuszczalna.
Tymczasem według raportu MAK obecność osób postronnych w kokpicie miała być
jedną z przyczyn katastrofy rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem.
Na razie nie wiadomo, czy podczas drugiego tragicznego lotu Superjeta 100 w
kabinie też były osoby postronne, ale w tym przypadku Rosjanie nie uważają tzw.
sterylności kabiny za rzecz bezdyskusyjną. Tymczasem gen. Tatiana Anodina,
ogłaszając swój raport dotyczący przyczyn katastrofy Tu-154M, wyraźnie mówiła:
"Warto zapisać w prawodawstwie zakaz obecności osób postronnych w kabinie
pilotów. I odpowiedzialność karną za złamanie tej zasady". Czyżby Rosjanie mieli
podwójne standardy?
Łukasz Sianożęcki
Współpraca Piotr Czartoryski-Sziler
