Pienia o traktacie

Tygodniowy przegląd mediów

Niemiecki filozof Jürgen Habermas zauważył, że gdyby rządy Unii Europejskiej wezwały swoich obywateli do wyrażenia opinii, to same musiałyby „schować dumę do kieszeni”. Musiałyby pozwolić ludziom na podejmowanie decyzji „o przyszłości Europy na drodze referendum, choćby w kwestii, czy chcą Europy z bezpośrednio wybranym prezydentem i wspólnym ministrem spraw zagranicznych”. Jednak, jeśli narody to ciemna masa, nie godzi się, by miały w czymkolwiek wyręczać urzędników UE. A już tym bardziej w decyzjach dotyczących czyjejkolwiek przyszłości.

* 1 kwietnia o przyszłości Polski zadecydował jeszcze jej Sejm. Gdy przegłosowano traktat lizboński, oklaski nie milkły. Oto ocalono „parcie” na Unię i rozdartą koszulę Rejtana. Westchnieniom i poklepywaniom nie było końca. W medialnym eterze rozległy się wołania: Kochajmy się! A wieczorem, jak opisywał takie spotkania poeta, bohaterzy dnia: „zatańczyli, zakrążyli, pili, pili, pili, nie płacili”. Będzie Unia – „demokratyczna i przejrzysta”! Kurtyna opadła. La commedia é finita.

* Tymczasem rezonatory pracują nieprzerwanie. Od rana stacja TOK FM (przedsięwzięcie „Polityki”, Fundacji Batorego i Agory) – red. Paweł Wroński i jego goście: Jacek Rakowiecki, Cezary Michalski i Marcin Dominik Zdort, przerzucają się bon motami i okrzykami. Redaktorzy wyraźnie rozluźnieni. O „braciach Kaczyńskich” już tylko dobrze. Już tylko roztropnie, już tylko w zachwycie. No, może na chwilę, w powietrzu zawisa niepewność: czy ów zaskakujący kontredans to efekt wysiłku umysłu prezydenta Kaczyńskiego, czy może też jego brata? Ale teraz będzie już tylko miło, tylko uprzejmie i elegancko.

* Dominujące media niemieckie ferują jedynie słowa uznania i pojednania – Axel Springer („Dziennik”) wybija słowa Tuska: „Dochodzimy do dobrego, mądrego finału”. Inny niemiecki wydawca Passauer Neue Presse (istnieje w Bawarii od 1946 r., założone przez dr. Hansa Kaepfingera, przejął obecnie niemal całą prasę regionalną w Polsce) w gazecie „Polska” (!) obwieszcza: „Koniec politycznej wojny, traktat lizboński przyjęty. (…) Traktat z Lizbony to rewolucja prawna. Unia Europejska staje się podmiotem prawa międzynarodowego. Będzie mieć przedstawiciela ds. polityki zagranicznej. Ma to być tak zwany Pan Europa, do którego zadzwonią przywódcy światowych mocarstw. (…) Utworzone zostanie też stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej. Będzie on przewodził naradom szefów państw” – objaśnia gazeta. A niechże Polacy dowiedzą się w końcu, o co tu chodzi.

* Od lizbońskiej euforii dystansują się nieco wydawcy „Rzeczpospolitej” (Brytyjczycy, wyd. Mecom ma 51 proc. udziałów gazety). Piórem Marka Magierowskiego (dawniej dziennikarza „Gazety Wyborczej”) dziennik wypuszcza sygnał dezaprobaty w sprawie polityki prowadzonej przez Angelę Merkel: „Angela Merkel sprzeciwia się ostatnio z całych sił procesowi rozszerzania NATO o Ukrainę i Gruzję, by nie drażnić Kremla i nie naruszać strefy przyjaciół Moskali”. Zastępca redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej” Piotr Gabryel (nabytek z tygodnika „Wprost”) podaje w wątpliwość sukces nad głosowaniem w sprawie traktatu lizbońskiego. „W rezultacie zamiast niezwykle potrzebnej, ogólnonarodowej debaty na temat konsekwencji przyjęcia traktatu, mieliśmy ogólnonarodowe milczenie w tej sprawie. Milczenie zalegające aż do chwili wybuchu batalii o jego ustawę ratyfikacyjną”. Szkoda tylko, że redaktorzy i ich gazety płaczą nad mlekiem, które właśnie spływa do ścieku.

* „Gazeta Wyborcza” („siła antysocjalistyczna” – A. Michnik i spółka) radośnie donosi: „Prawica Rydzyka uwalnia się od PiS”. Jej redaktorzy od paru tygodni dokonują wiwisekcji treści „Naszego Dziennika” i chorobliwie emocjonują się mediami z Torunia. Uprawiają psychologię głębi i wszelkie rodzaje psychoanalizy, obserwując premiera Jarosława Kaczyńskiego. Prowadzą całodobowy nasłuch Radia Maryja, a gdy to nie wystarcza, wróżą z fusów i kości martwych zwierząt – byle przedstawić, choćby strzępy, nowych projektów na prawicy. Ciągle więc coś „pęka”, „wali się” lub „sypie”. W myśl zawołania: „Jak swaboda – to swaboda./ Pal i tłucz, i niszcz, i rwij”.

* Kolejny etap z traktatem lizbońskim. 2 kwietnia w Senacie dokument zostaje przegłosowany bezboleśnie. Politycy po raz wtóry decydują o „najdoskonalszym” z ustrojów. Tysiące ustaw i aneksów, misternie plecionych przez urzędnicze, zimne i bezpłciowe pajączki z Brukseli, już niedługo oblepią i nas. Znów w medialnym eterze unoszą się niebiańskie pienia o miłości i pokoju. Wieczorową porą Monika Olejnik i jej goście zaraz nam wszystko objaśnią. Opanowali tę sztukę do perfekcji.


Hanna Karp
drukuj