Patrząc w oczy tym, którzy zginęli
Dobiegł końca okres żałoby narodowej po tragedii pod Katyniem. W
sercach Polaków pamięć o tych, którzy zakończyli swe życie, lecąc złożyć hołd
tysiącom polskich jeńców zamordowanych przez sowieckie NKWD, pozostanie żywa na
długo, na bardzo długo.
Sobotni ranek na placu Piłsudskiego w Warszawie, tydzień po katastrofie
prezydenckiego samolotu. Trwają ostatnie przygotowania do uroczystości żałobnych
i Mszy św. w intencji ofiar tragedii pod Katyniem. Na placu są dziesiątki
tysięcy Polaków. Przyjechali z wszystkich stron kraju. Państwo Ostapowiczowie,
warszawiacy z trojgiem dzieci, zaprosili też rodzinę z odległego Olecka. Konrad
Ostapowicz, najstarszy syn, chwali się, że w ostatnim tygodniu na lekcjach
wiedzy o społeczeństwie dokładniej poznał historię Katynia, tę z 1940 roku. –
Dowiedziałem się, że Rosjanie wymordowali tylu Polaków, polskich oficerów,
księży – opowiada. – Dla naszych dzieci ta uroczystość to lekcja patriotyzmu.
Pan Prezydent był kimś bardzo ważnym. Chcemy, by o tym wiedziały – mówi pan
Ostapowicz. – Te ostatnie dni wpłynęły na budowanie patriotyzmu. Ludzie wokół
stali się bardziej milczący. Pod Pałacem Prezydenckim pomimo tak dużej liczby
ludzi wszyscy zachowują się z godnością, nikt do nikogo nie ma pretensji, że
trzeba czekać tyle godzin. Spontaniczność ludzi zrobiła na mnie ogromne
wrażenie. Myślę, że to jest początek czegoś nowego, wielkiego. Myślę, że małymi
kroczkami wiele się zmienia, powoli, ale zmieniamy się, wyciągamy wnioski –
zaznacza pan Ostapowicz.
W Ogrodzie Saskim nieopodal Grobu Nieznanego
Żołnierza na ławce, samotnie, z dala od telebimów oczekuje na uroczystości
żałobne starszy pan. – Bardzo przeżywam te ostatnie dni. Mam już 80 lat, więc z
żoną śledzimy tę tragedię głównie za pośrednictwem telewizji. Dużo się modlimy,
uczestniczymy we Mszach św., uroczystościach żałobnych. Dziś bardzo chciałem tu
przyjść – chętnie opowiada. – Na pewno to, co się stało to wielka strata dla
Polski. Zginęli tak wartościowi ludzie. Chciałbym wierzyć, że ta tragedia da do
myślenia tym, który rządzą. Ludzie są teraz tak pazerni, nie wiem, czy są w
stanie się zmienić, mimo że ta tragedia to przecież ogromny wstrząs. Jeszcze
chyba nie zauważają, że tę zachłanność należy pozostawić i odejść z tego świata.
Jeszcze chyba nie rozumieją, że przede wszystkim trzeba być uczciwym, by widzieć
drugiego człowieka, nie wykorzystywać go – ocenia rozmówca. – Już w 1940 roku
czytałem pierwsze listy przygotowywane przez Niemców. Mieszkałem wtedy w
Sochaczewie, gdy Niemcy je przywozili. Wtedy nie byliśmy pewni, czy to prawda
czy propaganda niemiecka – wspomina ze spokojem. – Dopiero po latach wyszło, że
to prawda. Z podobną propagandą mamy do czynienia i dzisiaj. Jak wiele lat
minęło, zanim prawda katyńska została uznana przez rządzących, zanim chciano ją
upublicznić – dodaje, kończąc rozmowę, bo właśnie rozpoczynają się uroczystości
żałobne z udziałem rodzin, które straciły swoich bliskich w tragedii pod
Katyniem.
Noc oczekiwania
Uczestnicy ceremonii bardzo żywo reagują
na spostrzeżenie ks. abp. Józefa Michalika: „Śmierć 96 osób w katastrofie
lotniczej pod Smoleńskiem ujawnia nam nowe wartości każdej z nich; cały Naród je
odkrył i głosi poprzez swoją obecność, iż tragicznie zmarli byli ludźmi
najwyższego szacunku, skoro w Polsce i na całym świecie reakcja na to wydarzenie
pod Smoleńskiem jest tak niezwykła”.
Wyrazem tej solidarności są zebrani na
placu Piłsudskiego zwykli ludzie, którzy z potrzeby serca pokonali wielkie
odległości, trudy długiego oczekiwania, chłodny wiatr, mocno dający się we
znaki.
Niezwykłą ofiarnością i zorganizowaniem wykazały się służby medyczne i
porządkowe. Każdy z sektorów miał zagwarantowaną opiekę medyczną. – Tu, w
sektorze 2. mieliśmy kilka setek osób pod opieką – relacjonuje Jacek Szyzdek,
ratownik z Fundacji Prometeusz. – Był zimny wiatr. I dzięki temu uniknęliśmy
wielu omdleń, zasłabnięć. Jesteśmy tu od 7.30, ale niektórzy ze służb medycznych
– lekarze czy inni wolontariusze przeszkoleni w udzielaniu pierwszej pomocy byli
tu już od godz. 4, 5 czy 6 rano. I to wtedy było najwięcej pacjentów, których
musieliśmy przetransportować do szpitala. Mieliśmy 20 poszkodowanych, których
przenosiliśmy do namiotów polowych, gdzie wszystko zabezpieczało pogotowie.
Pomocy takiej potrzebowały osoby, które przyjechały spoza Warszawy – opowiada
ratownik. – To budujące, jak ci młodzi ludzie pracowali. Od wczesnych godzin
rannych, całą noc. Niektórzy z nich jadą jeszcze do Krakowa dzisiaj w nocy, by
tam jeszcze pracować. Przyjechali strażacy z Nadarzyna. Wszyscy to ochotnicy.
Mieliśmy bardzo wykwalifikowaną służbę po strażackich kursach pierwszej pomocy,
harcerzy, a także lekarzy, studentów medycyny, to już ratownicy medyczni po
akademii medycznej – mówi pan Jacek, doceniając wkład wszystkich służb.
Kilka
metrów dalej, kierując się w stronę Krakowskiego Przedmieścia, zmierza zamyślony
młody mężczyzna. – Czuję się, jakbym się co dzień budził w innej Polsce. Gazety
w kioskach jakieś takie inne, przychylne, tworzą dotąd nieobecny wizerunek Pana
Prezydenta i jego Żony. Ludzie są dla siebie dobrzy, życzliwi. Co jest
prawdziwe? Myślę, że zarówno nasza życzliwość, jak i niekiedy jej brak są
prawdziwe. Ważne, byśmy teraz dostrzegli proporcje, co buduje, a co niszczy –
spostrzega. – Przecież stać nas na dobro – włącza się do rozmowy Magda Hajda. –
Ta dzisiejsza Polska pokazuje też prawdę o nas, o Polakach. Tak bardzo nam
wszystkim życzę wytrwałości w tym dobru, które mam nadzieję, właśnie się otwiera
– dodaje z przejęciem.
Tuż obok w centralnym punkcie Ogrodu Saskiego zbiera
się grupka młodych ludzi. To studenci UMCS z Lublina. Rozmawiają ze swoim
opiekunem ks. Pawłem z duszpasterstwa akademickiego przy tej uczelni. – Myślę,
że jest jeszcze za wcześnie oceniać to, co się dzieje. Tak jak pięć lat temu,
kiedy odchodził Ojciec Święty, tak teraz wiele dobrego w nas zostanie. Jakie
będą owoce, okaże się za jakiś czas – dzieli się swoimi spostrzeżeniami kapłan.
– Te ostatnie dni dały bardzo dużo do myślenia. Może zacznie się teraz coś
zmieniać, ludzie zaczną myśleć też o innych, o Polsce, a nie tyko o tym, by było
im wygodnie. Dotąd mam wrażenie, że uważali, iż Naród, państwo – to jakieś
abstrakcyjne pojęcia. Ten czas pokazał nam wszystkim, że w każdym Polaku tkwi
jakiś duch, który nas łączy. Ta jedność jest bardzo cenna w tej sytuacji, którą
wszyscy przeżywamy – dopowiada pani Magdalena, jedna z grupy studentek. – Ciężko
mi będzie zapomnieć o tym wszystkim – dodaje.
Powiemy o nich dzieciom
Karol Radzikowski, mieszkaniec
Warszawy również chciał złożyć hołd osobom, które zginęły. – Według mnie kończy
się jakiś stary rozdział, a otwiera kolejny, i my jesteśmy odpowiedzialni za to,
by ten nowy był lepszy. Czuję, że inaczej się zachowuję, mam wiele przemyśleń na
temat życia, jego kruchości, że wystarczy jedna decyzja, a nasze życie może się
bardzo zmienić. Wszyscy zatrzymaliśmy się, wolniej funkcjonujemy. Na pewno za
rok przyjdę i zapalę świeczkę. Na pewno, gdy już będę miał dzieci, rodzinę
przekażę im informację o tym wydarzeniu – zapewnia. Przy placu zabaw w Ogrodzie
Saskim stoi Agnieszka Kulczycka, obok niej w wózku śpi córeczka Liliana, starsza
bawi się z tatą. – Byliśmy prawie na całej Mszy Świętej. Przed chwilą z mężem
rozmawialiśmy, czym jest ta śmierć, którą ponieśli, czy ona jest męczeńska.
Odbieram to wydarzenie bardzo boleśnie, ale nie do końca potrafię sobie
odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę dla mnie znaczy. Na pewno jest mi
bardzo przykro, że zginęło tyle osób w jednym czasie, że zostawili swoich
bliskich – opowiada poruszona pani Agnieszka. – Wydaje mi się, że w dzisiejszych
czasach na polityków nie patrzymy jak na ludzi. W wolnych chwilach staram się
słuchać radia. I widzę, że taka nowa jakość się pojawia w mediach. Dowiadujemy
się tylu pozytywnych wiadomości o politykach, ludziach, którzy zginęli w
katastrofie. Ale boję się, że to się skończy, i niestety wrócimy do starego. Mam
nadzieję, że jakaś część tych przeżyć w nas zostanie i będziemy starali się być
lepsi – dodaje zamyślona. Również grupka znajomych nastolatków jest
rozczarowana, że nie znała wcześniej Pary Prezydenckiej takiej, jaką była ona
naprawdę. – To, czego się dowiedziałam po śmierci Pana Prezydenta bardzo
zmieniło mój stosunek do niego. Dopiero po śmierci możemy przeczytać o tym,
jakim był człowiekiem. Jak wiele robił dla Polski. Teraz widzę go zupełnie w
innym świetle – wyjaśnia 16-letnia Karolina, która przyjechała na uroczystości z
koleżankami z Liceum im. Mikołaja Kopernika w Buczkowicach, niedaleko
Bielska-Białej. – Źle o nim mówiono, ktoś musiał kreować taki wizerunek
Prezydenta – dodaje.
Na trawie w pełnym słońcu bawią się dziewczynka i
chłopiec – Józef Wosicki. Tak przedstawia się maluch. – Przyjechałem z Poznania
z tatą, mamą, babcią, ciocią i siostrą. Chcieliśmy złożyć hołd Panu Prezydentowi
i wszystkim, który zginęli pod Smoleńskiem – odpowiada rezolutnie. – Dużo więcej
po tej śmierci dobrego się widzi, więcej niż zazwyczaj – dołącza się do rozmowy
tata – Paweł Wosicki, znany wielu jako prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony
Życia. – Duże wrażenie zrobiło na mnie to, że przed Pałac Prezydencki
przychodziła młodzież przepraszać za to, że dali się zmanipulować mediom,
ulegając ich kłamstwom na temat Prezydenta – opowiada poruszony. – Media dziś
wyraźnie zmieniają front, widać to w relacjach, dużo jest pozytywnych treści.
Widać, jak potrafią one kreować rzeczywistość. Z dnia na dzień zmienił się
zupełnie ich obraz. Warto być świadomym, jak bardzo jesteśmy podatni na te
manipulacje – zauważa.
Mimo popołudniowych godzin słońce mocno ogrzewa plac
Piłsudskiego. Oświetla fotografie zmarłych umieszczone na ołtarzu, przy którym
sprawowana była Eucharystia. Przechodnie przyglądają się tym twarzom jakby w
adoracji. Plac powoli pustoszeje. Jedni idą w kierunku Krakowskiego
Przedmieścia, by jeszcze raz pożegnać Parę Prezydencką, której trumny zostaną
niebawem przewiezione do warszawskiej katedry. Inni kierują się wprost do
kościoła, gdzie za chwilę odprawiona zostanie Msza św. w intencji Pana
Prezydenta i Jego Małżonki. Zapewne wielu pozostanie na całonocne czuwanie.
Małgorzata Jędrzejczyk
