Państwo jest dla rodzin
Wbrew obrazowi, który próbują narzucić media "głównego nurtu", większość
młodych ludzi pragnie założyć rodzinę i to, co nazywa "szczęściem", to przede
wszystkim życie u boku kochanej osoby i radość z życia rodzinnego. Takie
pojmowanie szczęścia jest korzystne dla całej wspólnoty politycznej. I właśnie
zaspokojeniu potrzeb związanych z przetrwaniem i rozwojem wspólnoty politycznej
powinna służyć polityka państwa względem młodych.
Formułowanie programu prawicy dla młodych ludzi jest dzisiaj rozrywką czysto
intelektualną. Wśród ugrupowań politycznych obecnych w polskim parlamencie nie
ma moim zdaniem takiego, które można byłoby kwalifikować jako ugrupowanie
prawicowe.
Oba największe ugrupowania: Platformę Obywatelską oraz Prawo i Sprawiedliwość,
można – w kategoriach przyjmowanych w opisywaniu ugrupowań politycznych
działających w krajach Unii Europejskiej – klasyfikować jako mieszczące się w
pojęciu "ugrupowań centroprawicowych". Retoryka patriotyczna używana przez Prawo
i Sprawiedliwość w samej praktyce politycznej – gdy partia ta była u władzy –
nie różniła się jakościowo z polityką PO. Uwidoczniło się to najbardziej podczas
czysto retorycznego sporu, jaki toczył się wokół ratyfikacji traktatu
lizbońskiego. Oba ugrupowania prowadziły dyskusję, która nie miała żadnego
innego celu, jak tylko mobilizacja ich elektoratów. Oba w rezultacie poparły
ratyfikację traktatu, zawierającego tylko odroczenie wejścia w życie postanowień
najbardziej dla Polski – a także, ośmielam się twierdzić, dla wszystkich
pozostałych krajów Unii – niekorzystnych. Podobnie w istotnych kwestiach
dotyczących ochrony życia czy dopuszczalności manipulacji człowiekiem, jakie
stanowi realizowanie sztucznych poczęć metodą in vitro, oba te ugrupowania
niczym się nie różnią.
"Młodzież" czy "młodzi ludzie" nie stanowią żadnej grupy społecznej. Jedynym
kryterium wyróżniającym tę kategorię jest wiek. Przyjmijmy, że są to osoby
pomiędzy 18. a 35. rokiem życia, czyli te, które uczą się lub rozpoczynają swoje
życie rodzinne i zawodowe. Osoby te mogą mieć różne poglądy, mogą wyznawać różne
wartości, mogą być lepiej lub gorzej wychowane (tak, jest coś takiego jak dobre
czy złe wychowanie), mają różne problemy związane ze swoim startem i
przygotowaniem do dojrzałego życia. Nie jest zatem możliwe sformułowanie
programu, który "odpowiadałby" wszystkim młodym ludziom. Program polityczny
atrakcyjny dla młodych, wykorzenionych, przybyłych do wielkich miast (inna nazwa
używana w dyskursie politycznym: "młodzi wykształceni z wielkich miast") może
być przeciwieństwem tego, co powinien zawierać program polityczny odpowiadający
potrzebom całego narodu i państwa, w tym także potrzebom ludzi młodych, których
spełnienie jest korzystne dla przyszłego rozwoju gospodarczego, społecznego i
politycznego wspólnoty politycznej.
Nie jest to miejsce do prowadzenia analizy socjologicznej pokolenia 18-35.
Możliwe jest jednak w takim krótkim tekście zdefiniowanie kilku wyzwań, których
zaadresowanie we właściwy sposób, przez stronnictwo mieniące się "prawicowym",
mogłoby przynieść korzyść dla Polski w perspektywie tak krótkiej jak jedna
kadencja.
Wykształcenie a przyszła praca
Po roku 1989 młodzi Polacy rozpoczęli szturm na wyższe uczelnie, które zaczęły z
jednej strony pączkować (istniejące już uczelnie państwowe), a z drugiej
wyrastać (prywatne) jak grzyby po deszczu. Niestety, za wzrostem liczby nie
pojawił się wzrost jakości. Uczelnie wypuściły tysiące (jeśli już nie miliony)
magistrów i bakałarzy (tak nazywała się w języku polskim osoba, która zdała
egzamin licencjacki, do czasu opanowania naszego słownika przez młodych i (nie)wykształconych
dziennikarzy) niemających jakichkolwiek innych kwalifikacji zawodowych czy
intelektualnych aniżeli mało warty dyplom uczelni. Ogólne wykształcenie średnie
zostało najpierw zdemolowane tzw. reformą Handkego, skracającą liceum
ogólnokształcące do lat trzech, a teraz jest ostatecznie zlikwidowane przez
obecny rząd poprzez ustalenie w drodze rozporządzeń wykonawczych nowych podstaw
programowych i nowej siatki godzin, które likwidują średnie wykształcenie
ogólne. Tylko wykształcenie ogólne oparte na podstawowym dziedzictwie kultury
klasycznej, wielkich dziełach literatury, wiedzy o historii Polski może utrzymać
w nas wspólnotę obywatelską – naród.
Edukacja – mądrze!
Badania socjologiczne dają bardzo ciekawy obraz hierarchii wydatków Polaków. Na
ostatnim miejscu wydatków, które byśmy byli gotowi ograniczać, są wydatki na
zdrowie. Na przedostatnim – na edukację. Dotyczy to także młodych ludzi, którzy
szukają wykształcenia, wierząc, że jest ono najlepszym sposobem na uzyskanie
pracy, która pozwoli na stworzenie i utrzymanie rodziny.
Dlatego prawica powinna zaakcentować w swoim programie tę kwestię. Finanse
publiczne nie są z gumy. Głoszenie dzisiaj hasła "więcej pieniędzy na szkoły" da
niewiele. Konieczne jest przywrócenie czteroletniego liceum ogólnokształcącego,
którego celem będzie wychowanie "światłego obywatela", a nie "świadomego
konsumenta". Dostrzegam słuszność wprowadzenia przynajmniej częściowej
odpłatności studiów, połączonej z systemem stypendiów państwowych,
samorządowych, przemysłowych dla każdego, kto zda odpowiednio dobrze maturę lub
osiągnął sukcesy naukowe, a także dla tych, których nie stać na opłacenie
studiów, w szczególności poprzez pomoc osobom z obszarów zmarginalizowanych.
Przy czym nie ma sensu, aby stypendia pozwalały na studiowanie kierunku o nazwie
"historia ruchu feministycznego od Kleopatry do Środy", bo to żaden kierunek.
Natomiast na studiach historycznych napisanie pracy magisterskiej czy doktoratu
o takim przedmiocie powinno być jak najbardziej możliwe. No chyba że powstanie
"katedra do produkcji bezrobotnych absolwentów", którą sfinansuje prywatna
fundacja, gotowa finansować utrzymanie katedry "studiów płciowych" (a tak należy
tłumaczyć wyrażenie "gender studies") na uczelni, której władze są bardziej
zainteresowane modami intelektualnymi aniżeli pracą naukową, to oczywiście
powinno być to możliwe. Ale nie za pieniądze podatników.
Obecny poziom wydatków społecznych na wykształcenie jest istotnie wyższy aniżeli
poziom wydatków budżetowych. Utrzymywany obecnie system formalnie bezpłatnych
studiów stanowi bezprecedensową formę transferu środków od biednych do bogatych.
Dzieci rodziców lepiej sytuowanych, korzystające z lepszych szkół podstawowych i
średnich, zamieszkałe w dużych ośrodkach akademickich, mają dużo większe szanse
na bezpłatne studia wyższe na państwowych uczelniach aniżeli dzieci rodziców
pochodzących z małych miast czy wsi. Obecny system powoduje, że ze studiów
płatnych, często o niższej jakości aniżeli studia bezpłatne, korzystają właśnie
młodzi pochodzący spoza ośrodków akademickich, którzy często w tygodniu pracują
po to, aby opłacić czesne w szkole, w której jakość kształcenia może być
zasadnie kwestionowana.
Następnym elementem jest dostępność małych szkół podstawowych na wsiach.
Kierunek polegający na budowie "zbiorczych" szkół powoduje, że posiadanie dzieci
staje się jeszcze bardziej kosztowne. Wiejskie szkoły były i są elementem
kulturotwórczym, a rozwój małych szkół podstawowych – a więc przeciwieństwo
obecnej tendencji – powinien być celem ugrupowań określających się jako
prawicowe.
Praca, infrastruktura, mieszkania
Wbrew obrazowi, który próbują narzucić media "głównego nurtu" (ang. mainstream),
większość młodych ludzi pragnie założyć rodzinę i to, co nazywa "szczęściem", to
przede wszystkim życie u boku kochanej osoby i radość z życia rodzinnego. Co
więcej, takie pojmowanie szczęścia jest korzystne dla całej wspólnoty
politycznej. Nie wszystkie potrzeby młodych ludzi są równowartościowe. Polityka
państwa nie powinna zatem służyć zaspokajaniu wszystkich możliwych potrzeb
młodych, ale zaspokojeniu tych, które są związane z przetrwaniem i rozwojem
wspólnoty politycznej.
Dostęp do pracy dobrze płatnej, stabilnej i dającej osobiste spełnienie oraz
możliwość założenia i utrzymania rodziny jest tym, czego młodzi ludzie pragną, i
polityka państwa powinna zmierzać ku zaspokojeniu tego pragnienia. Nie da się
jednak zadekretować pełnego zatrudnienia. To jest możliwe wyłącznie w ustroju
komunistycznym lub faszystowskim. Państwo nie zastąpi w tworzeniu miejsc pracy
przedsiębiorców i spółek prawa handlowego. To, co państwo może w tym zakresie
uczynić, to m.in. rozwijać infrastrukturę komunikacyjną i telekomunikacyjną,
która pozwoli na inwestowanie i tworzenie miejsc pracy na całym obszarze
państwa, a nie tylko w kilku czy nawet jedynej enklawie dobrobytu (Warszawa).
Pożądanym posunięciem jest także decentralizacja i dekoncentracja państwa
polegająca na przekazaniu uprawnień decyzyjnych do samorządów terytorialnych
oraz na przeniesieniu niektórych urzędów centralnych poza Warszawę (dlaczego
Trybunał Konstytucyjny nie może być w Toruniu, który dysponuje świetnym
wydziałem prawa; dlaczego Główny Urząd Ceł nie może być w Białymstoku, a
europejska agencja ochrony granic w Rzeszowie etc.).
Nowoczesny, odpowiadający na wezwania dnia dzisiejszego i jutra program prawicy
dotyczący tworzenia miejsc pracy nie powinien być obecnie ukierunkowany na
ochronę starzejących się przemysłów i przywilejów związkowych, ale na inwestycje
w infrastrukturę, które powodowałyby, że na całym terytorium państwa byłoby
możliwe podjęcie działalności gospodarczej, przyciągnięcie inwestycji czy
uzyskanie decyzji administracyjnych koniecznych dla prowadzenia wybranej
działalności. Wymaga to zmiany sposobu projektowania i koncesjonowania autostrad
– drogi mają łączyć tereny, przez które przebiegają, a nie dzielić. Niezbędne są
inwestycje w sieć kolejową, jedyne medium komunikacyjne pozwalające na tanie
zintegrowania różnych części państwa i na dojazd do pracy i do szkoły.
Uproszczenia wymaga system procedur związanych z podejmowaniem działalności
gospodarczej – "jedno okienko" powinna zastąpić strona internetowa, a w
przypadku podjęcia działalności z wykorzystaniem spółki z ograniczoną
odpowiedzialnością – jedna wizyta u notariusza, z wyciągiem z konta bankowego
bez potrzeby odwiedzania sądu.
Młodzi ludzie wyczuleni są na fałsz. Jeżeli ma ich pociągnąć prawica, to nie
może ona uczestniczyć w budowaniu społeczeństwa opartego na kłamstwie.
Polityczna prawica, aby mieć wpływ na rzeczywistość społeczną, musi nazywać
świat po imieniu. Po imieniu nie oznacza przez inwektywę, jak stało się to
codzienną praktyką ostatnich lat obu głównych bohaterów politycznej połajanki.
Połajanki, gdyż dyskursem czy sporem tego nie sposób nazwać.
Andrzej Mikosz
Andrzej Mikosz – prawnik i ekspert w dziedzinie praktyki rynków kapitałowych
oraz prawa spółek. Od października 2005 r. do stycznia 2006 r. pełnił funkcję
ministra Skarbu Państwa w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza.
