„Pan da ci pokój po twych cierpieniach” (Iz 14, 3)

Homilia ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza wygłoszona podczas Mszy św. odprawionej 29 maja 2008 r. w Sokołowie Podlaskim z okazji pośmiertnego odznaczenia ks. gen. Stanisława Brzóski przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego


1. W Bogu była zawsze nadzieja Polaków

Ze wzruszeniem słuchaliśmy słów proroka Izajasza, które odnoszą się wprawdzie do innej epoki, do odległej cywilizacji, ale głoszą też to, co w pewien sposób jest nieśmiertelne, a co dotyczy w jakiejś mierze każdej ojczyzny. Wyraża się to w pragnieniu posiadania wolnej, niepodległej i suwerennej ojczyzny. Z tego to względu nadzieja proroka, że Pan „da… odpocząć we własnej ojczyźnie” jego rodakom, przez całe wieki była bliską także naszym poprzednikom.

Oni karmili się tą nadzieją w czasach rozbiorów, podczas zrywów niepodległościowych, pierwszej i drugiej wojny światowej i wreszcie w latach totalitaryzmu. Ta nadzieja szła razem z naszymi wygnańcami na Sybir i tam ich nie opuszczała. Ona tkwiła w umysłach uchodźców udających się na Zachód. Tej nadziei nie brakło w obozach koncentracyjnych i w łagrach sowieckich. Ona to kazała, jakby podpowiadała, aby skazani na śmierć pamiętali, dlaczego giną, i mieli siłę, żeby jeszcze wołać: „Niech żyje Polska!”. Ona też wreszcie była obecna przy każdej drodze wiodącej z powrotem do Polski. Ta nadzieja kazała podrywać się na każdy zew wolnościowy i działać w konspiracji. Ona też legła u podstaw solidarnościowego odrodzenia, jakby wzmocniona o nową jakość, wyrażoną w trosce, żeby „Polska była Polską!”.

To pragnienie, aby Polska żyła pełnią życia, we wszystkich wymiarach, a Polacy mogli korzystać ze wszystkich swobód obywatelskich, wezwało do opuszczenia domów w noc styczniową 1863 roku tysiące naszych praojców, a wśród nich młodego kapłana Stanisława Brzóskę.


2. Droga ks. gen. Stanisława Brzóski ku powstaniu

Stanisław Brzóska urodził się w roku 1832, a więc kiedy Powstanie Listopadowe słabło, w Dokudowie koło Białej Podlaskiej. Otrzymał staranne wykształcenie podstawowe i średnie, dlatego podjął studia wyższe na Uniwersytecie w Kijowie. Przerywa je jednak, odkrywając powołanie kapłańskie, i wstępuje do Wyższego Seminarium Duchownego w Janowie Podlaskim, gdzie przyjmuje święcenia kapłańskie 25 lipca 1858 roku z rąk ks. biskupa Beniamina Piotra Pawła Szymańskiego, kapucyna, który od stycznia 1857 roku pełnił służbę pasterską w ówczesnej diecezji janowskiej czyli podlaskiej. Pierwszy wikariat przypadł mu właśnie w Sokołowie Podlaskim, skąd po dwóch latach został przeniesiony do Łukowa. Całym sercem był oddany sprawie polskiej. Widoczne to było w obronie uciskanego przez rząd carski ludu polskiego i Kościoła. Potwierdza to fakt, że już w roku 1861 aresztowano go za rzekomo antyrosyjskie kazanie, chociaż dotyczyło ono jedynie wolności Kościoła i Polski. Za nie został skazany na dwa lata zesłania. Dzięki interwencji ks. bp. Szymańskiego karę tę zamieniono na rok twierdzy, aby po trzech miesiącach wypuścić go na wolność.

W swojej pracy duszpasterskiej starał się pamiętać o tym, co mówi Ewangelia, a co przypomniał swoim rodakom Pan Jezus, jak to słyszeliśmy w dzisiejszym drugim czytaniu: „Duch Święty… Mnie namaścił i posłał… abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom wolność, (…), abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana”.

Z tym nastawieniem jesienią 1862 roku wziął udział w spotkaniu kapłanów diecezji janowskiej w Kłoczewie, na którym w większości poparto stanowisko dotyczące przygotowań i ewentualnego wybuchu powstania. W związku z tym ks. Stanisław uczestniczył aktywnie w przygotowaniach do powstania. Został nawet mianowany cywilnym naczelnikiem powiatu łukowskiego. W bliskim sąsiedztwie cywilnym naczelnikiem Lublina ogłoszono o. Wacława Nowakowskiego (1829-1903), kapucyna. Tuż za miedzą, bo w Brześciu Litewskim, pozostawia służbę carską, aby wziąć udział w powstaniu, przyszły święty Rafał Kalinowski. Dziwne to były czasy, kiedy osoby duchowne czuły się w obowiązku, aby podejmować tego rodzaju działalność. W Polsce było tak właściwie od zawsze.


3. W ogniu walk



Ksiądz Stanisław Brzóska włączył się w bieg powstania od samego początku jako kapelan i żołnierz. Pod dowództwem płk. Walentego Lewandowskiego wziął udział w słynnej bitwie w pobliżu Siemiatycz. Część z tego oddziału wkrótce potem uczestniczyła w bitwie pod Węgrowem, przez Cypriana Norwida nazwanej Termopilami Węgrowskimi. Ksiądz Brzóska natomiast 1 kwietnia 1863 roku został ranny w bitwie pod Staninem. Tymczasem Rząd Narodowy mianował go generałem i naczelnym kapelanem. W ten sposób stał się on pierwszym ordynariuszem polowym w dziejach wojska polskiego. Z oddziałem płk. Karola Krysińskiego walczył pod Sosnowicą, Włodawą i Sławatyczami, obejmując później dowództwo nad pozostałym oddziałem. W maju 1863 roku, gdy carat ogłosił amnestię, odesłał do domu wszystkich żołnierzy, którzy tego pragnęli. On zaś z grupą najwierniejszych będzie jeszcze walczył przez dwa lata, ukrywając się po lasach, w chłopskich zagrodach i po szlacheckich zaściankach, zwłaszcza w powiecie łukowskim i sokołowskim. Lud go bronił i strzegł. Widziano w nim bowiem bohatera walk o niepodległość i kapłana walczącego o wolność Polski i Kościoła. 29 kwietnia 1865 roku został schwytany wespół ze swoim adiutantem Franciszkiem Wilczyńskim w pobliżu Sokołowa Podlaskiego we wsi Sypytki, gdzie przechowywał go sołtys Bieliński. Ksiądz Brzóska w czasie pojmania został ranny w rękę, gdy bronił się przed Rosjanami. Miejsce jego pobytu ujawniła kurierka księdza generała Antonina Konarzewska, schwytana i poddana torturom. Natomiast mieszkańcy Podlasia do końca byli mu wierni, potem też ponosząc wielkie ofiary. Ksiądz Brzóska zaś został przewieziony do więzienia śledczego przy ul. Pawiej w Warszawie i tam sąd wojenno-polowy skazał go na karę śmierci przez powieszenie. Wyrok wykonano 23 maja 1865 roku na rynku w Sokołowie Podlaskim, na oczach wielu tysięcy rodaków, których serca były po jego stronie, ale straszliwa przemoc nie pozwalała na ujawnienie ich prawdziwych uczuć. Co czynimy dzisiaj.

Ciało bohatera przewieziono do twierdzy brzeskiej i tam najprawdopodobniej pochowano w fosie, w ukryciu.


4. Postać księdza generała

Władze carskie robiły wszystko, tak za życia, jak i po śmierci, aby osłabić autorytet ks. Stanisława Brzóski. Bardzo często w swojej propagandzie odwoływano się nawet do przepisów kościelnych. Ze szczególną mocą atakowały również ks. bp. Szymańskiego, ordynariusza diecezji janowskiej czyli podlaskiej, jeszcze za życia bohaterskiego kapłana, chcąc go nakłonić, aby zmusił księdza do wycofania się z udziału w powstaniu, a nawet żeby go suspendował, a potem, zwłaszcza po schwytaniu, żeby go degradował. Ksiądz biskup osobiście nie był za czynnym udziałem kapłanów w działaniach zbrojnych. Całym sercem będąc oddanym Polsce, jednocześnie lękał się powstania zbrojnego, mając w pamięci doświadczenia związane z Powstaniem Listopadowym i późniejsze represje.

Niemniej jednak w stosunku do osoby ks. Stanisława Brzóski zachował wielki spokój. Bronił go, gdy został przez burmistrza Łukowa pociągnięty do odpowiedzialności rzekomo za podburzanie do powstania w jednym z kazań. Biskup wówczas napisał w proteście, że burmistrz przekroczył swoje kompetencje, ponieważ tylko władza duchowna może oceniać kazania, i dlatego domagał się szybszego uwolnienia z twierdzy. Co się też stało.

Z czasem rząd carski naciskał na biskupa, aby rozpoczął proces kanoniczny o depozycji, czyli pozbawieniu ks. Brzóski kapłaństwa. Wtedy to biskup janowski skierował poufne pismo do wszystkich biskupów Królestwa Kongresowego, gdyż zgodnie z prawem kościelnym tylko ktoś z biskupów mógł być sędzią w takim procesie. W liście tym pasterz podlaski podzielił się swoją opinią o ks. Brzósce. Oto jego słowa: „Być może Książęca Mość [chodzi o księcia Czerkaskiego, dyrektora Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Oświecenia Publicznego] zażąda opinii (Ekscelencji) o księdzu Brzósce, winienem więc coś powiedzieć o nim. – Był to jeden z najbardziej wzorowych młodych kapłanów, nie miał nigdy żadnego zarzutu, pobożny a z charakterem łagodny i bojaźliwy. Poświęceniem się zaś dla ludu oraz bezinteresownością uzyskał sobie u niego wielką miłość i szacunek. Przed powstaniem grzeszył zagorzalstwem (…) o ile mi wiadomo, rad nie rad począł się tułać po lasach, (…) na nieszczęście i swoje, i ludu wielu okolic, gdzie był znany, (…) tuła się dotąd. – To pewne, że winien jest jako uczestnik w rokoszu i z tego tytułu winien ciężko, lecz zarzuty, że jest rozbójnik, że podpisywał wyroki na śmierć, potrzebują dowodów. Ja prywatnie słyszałem, że niejednego od żandarmów wieszających wybawił, mógłbym więc sumiennie deponować go z tytułu (rokoszu), bo to jest (znane). Wszakże mam przekonanie, iż wydawać wyrok (natychmiast, bez zachowania porządku prawnego), bo na pozew stawić się pewno nie będzie, dopuściłbym się bezprawia…” (Beniamin Szymański, Janów 5 marca 1865 r. za: o. Jerzy Cygan OFM Cap, „Biskup podlaski Beniamin Szymański wobec powstania styczniowego i ks. Stanisława Brzóski”. Na podstawie listów okólnych, maszynopis, zachowany w Archiwum Warszawskiej Prowincji Braci Mniejszych Kapucynów w Zakroczymiu).

Do takiego procesu jednak nie doszło, ponieważ w miesiąc po pojmaniu ks. Brzóskę skazano na śmierć przez powieszenie. W dwa lata później rząd carski usunął biskupa, który zmarł pięć miesięcy po opuszczeniu Janowa. Zmarł poza diecezją, jak ks. Stanisław Brzóska, zmarł za Polskę.


5. Echa powstania

W roku 1864 w Królestwie Kongresowym i na terenach włączonych do Rosji coraz częściej obchodzono żałobę, zwłaszcza po straceniu Romualda Traugutta i członków Rządu Narodowego. Zaborca z coraz większą siłą uderzał w polską inteligencję, ziemiaństwo, a zwłaszcza duchowieństwo. Pięciu kapłanów, w tym dwóch kapucynów, zakonnych braci biskupa Szymańskiego, zostało powieszonych, 297 wywieziono na Sybir, 649 uwięziono w kraju, 49 wysiedlono za granicę, ścigano nadal 190, z których wielu po schwytaniu torturowano i z tego powodu zmarło kolejnych 42 kapłanów. To była wielka ofiara. A trzeba jeszcze dodać, że zniesiono niemal wszystkie klasztory, pozostawiając kilkanaście, w których mogli przebywać do śmierci jedynie staruszkowie, bez prawa przyjmowania nowicjuszy.

I jakże dziwnie wyglądają opinie tych, którzy nie dostrzegają i nie chcą zrozumieć, że Kościół nie może być obcy polskiej historii i polskiej rzeczywistości, choćby z tego względu, że swoją obecność opłacił wielką daniną krwi. Mówi o tym ks. Janusz Stanisław Pasierb: „Wiele razy zdarzyło mi się przypominać zdanie Marii Dąbrowskiej, że Kościół w Polsce nieustannie umierał za ojczyznę. (…) w Polsce katolicyzm poświęca na rzecz narodu i narodowości swe wartości uniwersalne (…). Żywotny Kościół (…) żyje może dzięki temu, że nie waha się umierać za Ojczyznę” (ks. J.S. Pasierb, „Polski 'Kościół ludu'”, „Przegląd Katolicki”, nr 35/63, 1 IX 1985, s. 1).

Panie Prezydencie, jakże to odznaczenie księdza generała Stanisława Brzóski było oczekiwane, jakże jest na czasie. Ono bowiem w pewnej mierze honoruje wszystkich, którym Polska była drogą, a których miała na myśli Maria Dąbrowska. O nich to była mowa wyżej.


6. „Maiestati Reipublicae reddere decus”

„Kościół w Polsce nieustannie umierał za ojczyznę”. Powróćmy do tego zdania, dodając, że Kościół wciąż umiera za Ojczyznę. Czyż nie świadczy o tym uwięzienie Prymasa Tysiąclecia, męczeństwo ks. Jerzego Popiełuszki? Czyż nie mówią o tym wciąż powtarzające się ataki na Kościół? Jakże to żenująco wygląda, kiedy polski parlamentarzysta albo dziennikarz atakuje Polaków za to, że nie chcą rozpłynąć się w cywilizacji śmierci, z pogardą mówi o tych, którzy bronią tożsamości, a co więcej, mają odwagę w wolnym kraju słuchać Radia Maryja?! W wolnym kraju!

Chyba zbyt wiele w naszym życiu publicznym pozostało z zachowań służalczych! Wciąż też okazuje się, że Słowacki miał rację, gdy przestrzegał, abyśmy nie byli „pawiem i papugą” narodów. A niestety, wiele jest lęku przed byciem sobą! Bycie Polakiem – to powinno brzmieć dumnie, oczywiście, że i zobowiązująco. Starożytni Rzymianie głosili i uznawali zasadę: „Maiestati Reipublicae reddere decus” – „Majestatowi Rzeczypospolitej oddać należną cześć”. A przecież to oznacza nie wyniosłość względem innych, ale poczucie odpowiedzialności za suwerenność własnej Ojczyzny, za jej rozwój i dobre imię.

Tak to zresztą widział Ojciec Święty Jan Paweł II i tak postępował. Nikt nie słyszał z jego ust choćby słowa zniecierpliwienia Polską, chociaż niektórzy nasi rodacy nie zawsze dawali mu powody do radości. On Polskę kochał, kochał wszystkie narody. Tylko ten, który kocha swój naród, może kochać inne narody. Taka jest prawda.

Raduje nas również wszystko to, co pozwala unikać konfliktów, a służy umacnianiu jedności pomiędzy narodami i państwami. Jesteśmy przecież na Podlasiu, jesteśmy na ziemi, która była swego rodzaju pomostem, scalającym całą Rzeczpospolitą na mocy Unii zapoczątkowanej w Krewie, poprawionej w Lublinie i przypieczętowanej Konstytucją 3 maja.

Mimo różnych niedoskonałości Unia ta trwała politycznie cztery wieki, przynosząc wspaniałe owoce; a kulturowo i duchowo właściwie straciła swoją jakość dopiero w czasie pierwszej wojny światowej. W powstaniach, a więc i w styczniowym, uczestniczyli przedstawiciele wszystkich ludów, które zamieszkiwały Rzeczpospolitą. Kiedy na Podlasiu walczyły oddziały z udziałem ks. gen. Stanisław Brzóski, w Kieleckim walczył gen. Langiewicz, gen. Mierosławski dawał o sobie znać na skraju Wielkopolski, a na Żmudzi gen. Sierakowski po litewsku wydawał komendę. Ale wszyscy szli walczyć o wolność Rzeczypospolitej.

Nie możemy jednak zapominać, że wtedy wszelkie unijne umowy zaczynały się od słów: „W imię Trójcy Przenajświętszej”, a ich zapisy wyrastały z Ewangelii, dobro wspólne mając na uwadze. To Chrystus przyszedł na świat, aby uczynić nas wolnymi. Borys Pasternak w „Doktorze Żywago” ustami jednego z bohaterów, jakby przestrzegając przed totalitaryzmem, powie: „Dzięki narodzinom Syna Bożego człowiek jako człowiek nie musi umierać pod płotem historii, ale u siebie w domu”.

Niech więc nam nikt nie przeszkadza czuć się we własnej Ojczyźnie jak we własnym domu. Dawniej, ale i współcześnie wielu spośród nas doświadcza, co to znaczy żyć poza Ojczyzną. Zmuszeni do tego poszukiwaniem wolności albo chleba. Oni to dają piękne świadectwo, że i poza granicami można być Polakiem, pielęgnując Polskę w życiu, w wierze, myśleniu i w kulturze, chociaż na obcej ziemi. Za tę wierność dziękujmy naszym rodakom rozsianym po szerokim świecie.

Panie Prezydencie, cieszy nas każdy sukces gospodarczy, polityczny, społeczny i kulturalny, odnoszony w imieniu Polski, dla dobra Polski i dla dobra innych narodów, zgodnie ze sprawiedliwością i w duchu miłości.

Jesteśmy wdzięczni za każde działanie, prowadzące do coraz szybszego odradzania się naszej Ojczyzny, jej uwalniania się od pozostałości z czasów różnych przejawów niewoli. Wiemy bowiem, że miał rację Cyprian Kamil Norwid, gdy pisał:

Nie trzeba myśleć, że jest podobieństwo

być demokratą… bez Boga i wiary

(Czego, jak świat ten – nie bywało – stary!)

Nie trzeba kłaniać się okolicznościom,

A prawdom kazać, by za drzwiami stały; (…)

Nie trzeba stylu nastrajać ulicznie

Ni Ewangelii brać przez rękawiczkę;

Być zacnym tkliwie, być podłym – praktycznie

(„Początek broszury politycznej”).

Z całego serca modlimy się więc o jak najszybsze przezwyciężenie wszelkich form zniewolenia. Aby wolność znaczyła wolność do szczerej miłości Ojczyzny, do szacunku względem obywateli i do otwartości serc na każde dobro. A tym, co o to walczyli, należy się wdzięczność i pamięć.

Otóż to sprawia, że tym większa nasza radość, iż po tylu latach ostatni dowódca Powstania Styczniowego został, dzięki pana prezydenta decyzji, dostrzeżony przez Polskę, którą kochał, o której wolność walczył i za którą oddał życie.

7. Majestat Rzeczypospolitej jest naszym obowiązkiem

Najjaśniejszej Rzeczypospolitej cześć zostaje oddana. Ewangelię dzisiejszą zakończyły słowa Jezusa: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”. Dzisiaj tutaj, w Sokołowie Podlaskim, w obecności prezydenta Rzeczypospolitej, przy jego osobistym udziale – spełniły się oczekiwania tysięcy naszych rodaków, a zwłaszcza mieszkańców Podlasia. Dziejowej sprawiedliwości staje się zadość. I kolejny raz odkrywamy tę przepiękną prawdę, że warto być Polakiem. Warto być chorążym wolności i prawdy, zwłaszcza że w naszym domu ojczystym nie może zabraknąć ciepła. Mamy bowiem najlepszą z matek, Królową Korony Polskiej, której całym sercem zawierzamy naszą przyszłość, przyszłość naszego wspólnego domu, naszej Polski, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej! Amen.

drukuj