„Pamięć starej sławy i cnoty…”
Kazanie ks. bp. Antoniego Dydycza, ordynariusza drohiczyńskiego,
wygłoszone na Jasnej Górze 19 września 2010 r. podczas XXVIII Ogólnopolskiej
Pielgrzymki Ludzi Pracy
Ekscelencjo, Krajowy Duszpasterzu Ludzi Pracy,
Drodzy Ojcowie i Bracia Paulini,
Czcigodni Bracia w kapłaństwie, Duszpasterze Ludzi Pracy,
Szanowny Panie Przewodniczący NSZZ "Solidarność",
Przedstawiciele różnych związków zawodowych,
Przedstawiciele Sejmu i Senatu,
Władz administracyjnych, państwowych i samorządowych,
Kochana Mamo bł. Jerzego wraz z rodziną, prawdziwa Matko Polko z podlaskiej
ziemi wyrosła,
Ukochani Bracia i Siostry,
Ludzie trudu i pracy, tu zgromadzeni i jednoczący się z nami za pośrednictwem
środków komunikacji społecznej!
W domu Matki, w Imię Boże, za wstawiennictwem bł. Jerzego Popiełuszki, bądźcie
pozdrowieni!
1. Przypomnijmy sobie!
To już po raz 28. odbywa się Ogólnopolska Pielgrzymka Ludzi Pracy. Były to różne
lata; niekiedy było spokojnie i bez większych trudności dało się pielgrzymować.
Ale zdarzało się i tak, że musieliśmy wielce się natrudzić, aby nie dać się
zatrzymać przez różnego rodzaju służby. Było też i tak, że nie obeszło się bez
aresztu albo kary pieniężnej. I tutaj nie było wyjątków. Świadectwo o tym daje
Ojciec Święty Jan Paweł II. Wprawdzie jego wypowiedź dotyczy Poznania, odnosi
się do roku 1983 i wiernie oddaje klimat społeczny wówczas panujący.
Wypowiedź pochodzi z roku 1997. Była ona skierowana do młodzieży. Mówi Papież:
"Trudno tu nie wspomnieć o jeszcze innym pomniku – pomniku Ofiar Czerwca 1956
roku. Został on wzniesiony na tym placu staraniem społeczeństwa Poznania i
Wielkopolski w 25. rocznicę tragicznych wydarzeń, które były wielkim protestem
przeciwko nieludzkiemu systemowi zniewalania serc i umysłów człowieczych.
Chciałem pod ten pomnik przybyć w 1983 roku, gdy byłem po raz pierwszy jako
papież w Poznaniu, ale wówczas odmówiono mi możliwości modlitwy pod Poznańskimi
Krzyżami. Cieszę się, że dziś razem z wami – młodą Polską – mogę uklęknąć pod
tym pomnikiem i oddać hołd robotnikom, którzy złożyli swoje życie w obronie
prawdy, sprawiedliwości i niepodległości Ojczyzny" (Jan Paweł II, Poznań 1997, §
3).
Dwadzieścia dni temu upłynęło trzydzieści lat od podpisania porozumień pomiędzy
robotnikami i przedstawicielami ówczesnych władz rządowych. Należy o tym
wspomnieć, bo dzięki temu w krótkim czasie mógł zostać zbudowany Pomnik
Poznańskich Krzyży. Szybko jednak władze powróciły do właściwego sobie stylu,
gdyż już w trzy lata potem Papieżowi nie pozwolono choćby tylko pomodlić się
przed tymi znakami Chrystusowego zwycięstwa. Jakże krótką pamięć mają niektórzy
ludzie. Słyszymy o różnych aktach przemocy w świecie. Bólem nasze serca napełnia
prześladowanie chrześcijan w Sudanie, a właściwie niemal w całej Afryce. To samo
można powiedzieć o Indiach, Wietnamie czy też Chinach. Martwi nas także fakt, że
my, którzy sami cierpieliśmy prześladowania, nie wiadomo czemu nie możemy się
doczekać, aby nasi oficjalni przedstawiciele protestowali przeciwko tym
straszliwym zniewoleniom. A tymczasem panuje cisza. Czyżby nasze władze były tak
bardzo zajęte obroną swego politycznego stanu posiadania, i to przed własnymi
rodakami, że nie stać ich choćby na zwyczajne gesty protestu i obrony ludzi
prześladowanych na oczach całego świata!? Gdzież się podziały te szczytne hasła
naszych ojców, którzy poświęcali się "za naszą i waszą wolność"?
Jest to chyba skutek słabej pamięci, a może ucieczki przed pamięcią o tym, co
było wcześniej. Przez dwadzieścia parę lat po 1956 roku nie pozwalano na
zbudowanie pomnika, a potem zabraniano przy nim się modlić. Jakże historia lubi
się powtarzać. Przecież tego samego doświadczyła "Solidarność". Najpierw musiała
walczyć o możliwość jego zbudowania. Potem przez jakiś czas nie wolno było się
gromadzić. A teraz słyszymy, że ci sami, którzy prywatyzują wszystko, nie zawsze
patrząc, w czyje ręce idzie dobro naszego Narodu, kto nim się bogaci, właśnie ci
sami mówią o upaństwowieniu święta rocznicy powstania "Solidarności". Czyżby
wracało stare? Czyżby myślano, że istotnie wszyscy Polacy zapomnieli, i to
całkowicie, o zawłaszczaniu wszystkiego?! Przed nami więc stoi wielkie zadanie.
Mamy odświeżać pamięć. Teraz dopiero lepiej rozumiemy, dlaczego w Piśmie Świętym
tak często pojawia się wezwanie: "Pomnij, narodzie", "Pamiętaj, Jakubie!".
Martwiła się tym zanikiem pamięci Maria Rodziewiczówna. To zmartwienie nabrało
szczególnej siły, gdy został zniszczony legendarny dąb, zwany Dewajtis. Pisze
więc: "Tyle wieków on stał i wszystko przetrwał! Dziesiątki pokoleń go strzegło,
broniło, aż Bóg za karę takich zesłał, co ni pamięci, ni ducha ojców w piersi
nie mają. Najcięższy to dopust i próba! Co my warci bez pamięci starej sławy i
cnoty!? Skąd my ją odbudujemy i utrzymamy?" (M. Rodziewiczówna, Dewajtis, s.
206).
2. Każdy ucisk spotka się z karą!
Na ten niepokój pisarki wypada spojrzeć w świetle dzisiejszych czytań
biblijnych. Trzeba więc, i to jak najszybciej, zabrać się do pracy, pamiętając o
tym, że rozbitego wewnętrznie człowieka można porównać do pękniętego naczynia.
Nie da się go napełnić. Ciągle czegoś jeszcze pragnie i tylko dla siebie, nie
patrząc na krzywdę innych. Tymczasem prorok Amos z mocą przestrzega: "Słuchajcie
(…) wy, którzy gnębicie ubogiego i bezrolnego pozostawiacie bez pracy" (Am 8,
4). A takich jest blisko 2 miliony. Są to bezrobotni albo pracujący za granicą.
To straszliwa choroba. Nasze państwo musi się leczyć, gdyż to, o czym mówi Amos,
nadal trwa. Bogaci mówią: "Będziemy zmniejszać efę, powiększać syki i wagę
podstępnie fałszować. Będziemy kupować biednego za srebro, a ubogiego za parę
sandałów i plewy pszenicy będziemy sprzedawać" (Am 8, 6). Ale Pan Bóg zapewnia,
że nigdy nie zapomni o tych złych uczynkach. Pan Bóg pamięta.
Zanim wszakże nadejdzie ten czas słusznej kary, starajmy się modlitwą wypraszać
nawrócenie dla złych, a miłosierdzie dla wszystkich. Tak to widzi św. Paweł. I
tak o tym pisze w Liście do Tymoteusza. Zachęca, abyśmy modlili się za
wszystkich, o nawrócenie nawet największych grzeszników, gdyż Chrystus oddał
swoje życie za cały świat. A jeżeli zła się nie wyniszczy, to wciąż gdzieś
będzie się odradzać.
W sposób szczególny do modlitwy zachęca mężczyzn: "Chcę więc, by mężczyźni modli
się na każdym miejscu" (1 Tm 2, 8). A tak było w czerwcu 1956 roku i w grudniu
1970 roku, i w lecie 1980. Tam byli głównie mężczyźni. W miejscach protestu
widać było również krzyż, Matkę Bożą Częstochowską, a poczynając od 1979 roku –
także portret Papieża!
Było wtedy miejsce na Mszę Świętą, na sakrament pojednania, na prywatną i
publiczną modlitwę. Niestety, bardzo szybko usiłowano nam wytłumaczyć, że to nie
robotnicze protesty, nie nasze cierpienia, nie modlitwy pozwalały cokolwiek
uzyskać, ale to wszystko zawdzięczamy swoistym autorytetom. I wystarczyło, że
coś się jakoś podretuszowało, a po jakimś czasie znowu dochodziło do tego, że
robotnik nadal był wykorzystywany, oszukiwany, pozbawiany pracy bez żadnych
skrupułów, natomiast w imię rzekomej jedności nie powinno się protestować ani
dochodzić swego.
I obrażano się, że takie robotnicze protesty są przeprowadzane nie w
rękawiczkach i w garniturach najnowszej mody. I media w to wciągnięto, bo każdy
musi jakoś żyć. Dziennikarze nie są naiwni. Po co mają miesiąc po miesiącu
przeżywać za grosze, skoro mogą mieć znacznie więcej. Pokrzywdzony robotnik w
końcu pozostaje sam. I tak znowu się okazuje, że ma za sobą jedynie Kościół, ma
Ewangelię.
A w dzisiejszej Ewangelii słyszeliśmy o niegodziwym zarządcy, który, gdy wyszły
na jaw jego niegodziwości, postanowił poszukać sobie sprzymierzeńców, trwoniąc
nadal dobro wspólne. Przeraził się bowiem polecenia: "Zdaj sprawę z twego
zarządu…" (Łk 16, 2). Nie można "służyć Bogu i mamonie" (Łk 16, 13). Nie można
powoływać się na demokrację, a patrzeć na wszystko egoistycznie i bezdusznie. I
kolejny raz przekonujemy się, że i w naszych czasach potrzebni są ludzie wiary i
uczciwości.
Już Norwid o tym pisał:
"Nie trzeba myśleć,
że jest podobieństwo
Być demokratą – bez Boga i wiary"
(Cyprian Kamil Norwid,
Początek broszury politycznej).
Przy tego rodzaju zachowaniach niektórzy uciekają się do frazeologii
demokratycznej. Fakty jednak są najważniejsze. A te straszliwie obciążają tak
zwanych współczesnych demokratów. Z małymi wyjątkami.
Norwidową myśl rozwinął Robert Schuman, jeden z ojców nowej wizji zjednoczonej
Europy, gdy mówił: "Demokracja albo będzie chrześcijańska, albo w ogóle jej nie
będzie. Demokracja antychrześcijańska byłaby karykaturą, która przerodzi się w
tyranię lub w anarchię" ("Kultura i Biznes", Łódź, nr 53, kwiecień – maj 2010,
s. 6).
No cóż, trudno za chrześcijańskie uznać ustawy uderzające w życie, gwałcące całą
naturę, zmierzające do usuwania krzyża, nakładania kary za udaną obronę życia.
Trudno jest nam dostrzegać jakąś solidarność między państwami w stosowaniu
różnych praw, gdyż to zależy od finansów określonego państwa. A skoro tak jest,
to musimy robić wszystko, aby demokracja oczyszczała się i starała się być
chrześcijańska. I w dużej mierze zależy to od nas. Zależy przecież od tego, czy
wybieramy chrześcijan, czy wystarczą nam jakieś namiastki chrześcijaństwa. A
tymczasem potrzebni są ludzie, dla których sprawiedliwość znaczy sprawiedliwość
w stosunku do wszystkich, jedność taką samą dla każdego, zgodę opartą na
szacunku i szczerości, a nie na niszczeniu godności człowieka!
Może wówczas i robotnik w pełni odzyska swoją podmiotowość.
3. Nie wstydźmy się naszej inności
Jest jeszcze inne niepokojące zjawisko, z którym coraz częściej spotykamy się w
niektórych mediach. Zjawisko to polega na tym, że wytyka się nam rzekomy brak
europejskości. Nikt wprawdzie nie zdefiniował, na czym ta europejskość ma
polegać. Z tego też powodu mamy wyjątkowo dużo nieporozumień. Jacyś Europejczycy
rzekomo gorszą się tym, że jesteśmy religijni, czcimy krzyż, że pamiętamy o
nieszczęściach, że nie jest nam obojętna tragedia, w której ginie głowa państwa
i 95 osób, które były w tym samolocie! A przecież w większości państw, i to
gospodarczo znaczących, jest więcej świąt kościelnych niż u nas i o wiele więcej
jest różnego rodzaju szkół katolickich finansowanych przez państwo. Nigdzie i
nikt z taką wrogością nie mówi o religii w szkołach. Natomiast wielu z naszych
tzw. Europejczyków przejawia chyba swego rodzaju kompleks polskości. Przed paru
laty pisał o tym Paweł Hertz. Nawiązywał do czasów przedwojennych, kiedy to
pewne środowiska walkę polityczną łączyły z walką z Kościołem. Wedle Pawła
Hertza, ci ludzie nie rozumieli zjawiska lokalności, czyli Polski zwyczajnej.
Pisze, że dawało się zauważyć i daje "do dziś trwające, zniecierpliwienie:
dlaczego nie jesteśmy jak gdzie indziej. Z tym, że to 'gdzie indziej’ wyobrażano
sobie dość naiwnie. 'Gdzie indziej’ wszyscy są cywilizowani i piękni, a my
jesteśmy zacofani i szpetni. Zjawisko lokalności istnieje wszędzie, we
wszystkich krajach, tylko że nasz turysta, nawet intelektualista, nie jest
zazwyczaj świadom, kim jest chłop bawarski czy mieszkaniec małego francuskiego
miasteczka. Różnica jest taka, że tam zawstydzenia warstwy 'uduchowionej’ wobec
własnej lokalności są albo dużo mniejsze, albo żadne. Nie ma poważnej gazety
angielskiej czy niemieckiej, która by zarzucała większości narodu, że jest
zacofana, 'nieeuropejska’, taki problem nie istnieje w normalnej społeczności. U
nas mniejszość ogromnie wstydzi się większości. Znaczna część urządzającej życie
umysłowe warstwy inteligentnej była zwolenniczką przedłużania tego dorobku z
czasów dwudziestolecia międzywojennego, (…) usuwania z umysłu polskiego
tradycyjnej tematyki, którą nazywano – wzorem dwudziestolecia –
'bogoojczyźnianą’. Dla tej grupy było bardzo wygodne, żeby 'europeizować’,
oczywiście pozornie. I ci wszyscy nie tylko nie uznają istoty polskiej
lokalności, ale jej się wstydzą" (Paweł Hertz, Życie, 15 maja 2001, s. 14).
Natomiast wszelkie relacje pomiędzy narodami czy państwami nabierają jakości i
rozpędu, gdy w naturalny sposób służą wymianie doświadczeń, efektów
zapobiegliwości i pracy, czyli różnorodności. Nikt nie będzie przybywał do
kraju, gdzie panują identyczne zwyczaje, tak samo się odżywiają i ubierają jak w
jego rodzinnych stronach. Szuka czegoś innego, świeżego.
Jasna Góra jest tego przykładem. Są przecież w świecie liczne sanktuaria, nawet
starsze od Jasnej Góry. Wystarczy wymienić przepiękne Loreto, ale Jasna Góra ma
swój wyjątkowy klimat. Matka Najświętsza jest ta sama, ale też inna, bo Czarna
Madonna ma odmienne otoczenie i jakże wspaniałą historię. A przede wszystkim nie
zapominajmy: to rzesze pielgrzymów dodają Jasnej Górze uroku.
Wiele rzeczy może wyglądać inaczej, wiele instytucji może funkcjonować
odmiennie. Ale nie wolno lekceważyć tego, że robotnik gdzie indziej i tutaj jest
człowiekiem, Bożym stworzeniem, obdarzonym godnością ludzką, rozumem i wolą. A o
tym, niestety, współcześni ideolodzy cywilizacji laickiej najczęściej lubią
zapominać. I dlatego tak trudno przychodzi im zaakceptować związki zawodowe
takimi, jakimi są. Tak im trudno przyjąć do wiadomości istnienie i trwanie
"Solidarności".
Warto pamiętać, że czas najwyższy, byśmy przestali być "pawiem i papugą
narodów", przed czym przestrzega Juliusz Słowacki.
4. I bądźmy prawego serca
Dążenia do totalnej unifikacji z natury rzeczy zubożają ludzkość. Jakże pod tym
względem jest wymowne nauczanie św. Pawła. Ma ono wymiar ponadczasowy. Dla niego
bowiem nie było istotne, kto skąd pochodzi i do jakiego narodu należy. Ważne
było jedno, aby pojęcie osoby ludzkiej miało mocne oparcie w Jezusie Chrystusie,
który za wszystkich oddał swoje życie. I wszystkich ludzi powołuje do swego
królestwa.
Niestety, tendencje współczesnych ideologii laickich są inne. Wszystko ma być na
jedną miarę, jak ogórki i marchewka unijne. Ludzie także. Przestrzegał przed
takimi postawami już w latach sześćdziesiątych Aleksander Wat, gdy pisał, że
"życie naszych pokoleń rozgrywa się między rozpaczą a szukaniem nadziei, gdyż
czujemy się osadzeni w żelaznej jakby klatce" (Aleksander Wat, Dziennik bez
samogłosek, Londyn 1986, s. 43). Klatka zawsze będzie klatką. Należy więc
umacniać nadzieję, że może być inaczej.
Tę jakże potrzebną nadzieję niesie Jan Paweł II. On ją obudził w czasie
pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, On ją rozgrzewał przez kolejne odwiedziny. On
ją umocnił swoim przejściem do wieczności. On nią nas darzy, przebywając w
niebie. Jego portrety towarzyszyły wam, drodzy robotnicy, i towarzyszą nadal od
ponad trzydziestu lat. Gdyż on dodał duchowej mocy temu dziełu budzenia ducha
naszego Narodu, o którym pisał wieszcz:
"Polsko, wszak myśmy zrobili
z Twojego nazwiska
Pacierz, co płacze i
piorun, co błyska"
(Juliusz Słowacki, O Polsko!).
W tych słowach i zachowaniach wyraża się dziedzictwo, jakie otrzymujemy po
najlepszych córkach i synach naszej Ojczyzny. To jest dziedzictwo narodowe,
które powinno być przez nas pielęgnowane. W nim bowiem jest duchowe i kulturowe
zaplecze autentycznego pojęcia jedności i współpracy, opartych na
sprawiedliwości, na prawie, na miłości.
Niech się lękają ci, którzy zapominają o psalmie, którego fragment znalazł się
na gdańskim pomniku wraz z krzyżami.
"Który skrzywdziłeś
człowieka prostego
Śmiechem
nad jego krzywdą wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Dla pomieszania dobrego i złego, (…)
Nie bądź bezpieczny!
Poeta pamięta,
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy"
(Czesław Miłosz, Który skrzywdziłeś).
Nie wolno mieszać dobrego i złego. Niech pamiętają o tym politycy, wszyscy
stanowiący prawo i je egzekwujący. Miłoszowy tekst nie pozostawia wątpliwości.
Sprawiedliwość istnieje. Niech nie myślą dziennikarze, że swoim cynizmem i
kłamliwymi relacjami zabezpieczą sobie spokojną przyszłość. "Spisane będą czyny
i rozmowy". A więc to wszystko, co rzeczywiście zmierza do oderwania ludzi od
prawdy, od szczerej, a nie koniunkturalnej miłości.
5. W Matce Bożej nadzieja
Nasza kolejna pielgrzymka na Jasną Górę jest przejawem troski o każdą Polkę i
każdego Polaka, o każde polskie życie, o godny rozwój, o możliwość swobodnego
wyboru pracy, o miejsca pracy, o należytą zapłatę i w miarę równy start w życie
każdego nowego pokolenia.
Maryja jest naszą najpewniejszą Orędowniczką. Ona nas podnosi na duchu. Ona jest
z nami w doli i niedoli. Wie o tym polski robotnik. Czuje to polski rolnik.
Rozumie to polska inteligencja. Niech Królowa Polski nadal broni godności
ludzkiej pracy. Niech uczy sprawiedliwości nas wszystkich, ale zwłaszcza –
również i decydentów. Niech dodaje odwagi w rozwijaniu i umacnianiu naszej
tożsamości.
Nazbierało się wiele spraw, które leżą nam na sercu. Tym ufniej i gorliwiej
módlmy się do Niej. A z Nią pamiętajmy o każdej polskiej rodzinie, pamiętajmy o
naszej stolicy, gdzie są podejmowane ważne dla Narodu i państwa decyzje.
Wpatrując się w Maryję, wsparci wstawiennictwem bł. Jerzego Popiełuszki, módlmy
się w tych intencjach słowami poety Lechonia:
"Ona klęczy i swe lice,
gdzie są rany krwawe,
obracając gdzie my wszyscy,
patrzy na Warszawę"
(Jan Lechoń, Matka Boska Częstochowska).
Oby to miasto niezwyciężone także i teraz okazało się godne tego miana. I nadal
było symbolem miasta wiernego dziedzictwu przeszłości, stojącego odważnie na
straży naszej tożsamości, wrażliwego na każdą potrzebę kolejnego nowego
pokolenia, po Bożemu patrzącego w przyszłość.
Wiele będzie zależało od tego, jaki duch będzie panował w 30-letniej
"Solidarności". Czy wystraszy się agresji i podda się próbom rozbicia? Czy też
okaże się wewnętrznie silna mocą wiary. Ufamy, że to drugie będzie prawdziwe. I
takie niech będą nasze życzenia na przyszłość. Wiemy dobrze, że robotnik w
pojedynkę osiągnie niewiele! Ale świat pracy należycie zorganizowany może okazać
się skutecznym partnerem w dialogu z pracodawcami i każdą władzą w dążeniu do
społecznego ładu opartego na sprawiedliwości, a nawet miłości. Tego życzymy i o
to się modlimy. Niech nam w tym wszystkim będzie pomocą pamięć starej sławy i
cnoty!
Amen.
