Padniemy ofiarą dużych koncernów?
Blisko dwa tysiące pracowników przemysłu zbrojeniowego pikietowało wczoraj
w Warszawie przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Związkowcy protestowali
przeciwko decyzji rządu, który chce, by Polska przystąpiła do europejskiego
Kodeksu Dobrych Praktyk i otworzyła swój rynek zamówień zbrojeniowych.
Zdaniem związkowców, otwarcie naszego rynku sprawi, że polskie firmy nie będą
w stanie konkurować z potężnymi europejskimi holdingami, co rychło doprowadzi
do upadku tej gałęzi przemysłu w Polsce. Protestujący pracownicy zbrojeniówki
podkreślali, iż Polska i przemysł zbrojeniowy są nieprzygotowane do przystąpienia
do Kodeksu. – Jest on przygotowany na zlecenie wielkich europejskich koncernów
zbrojeniowych, które powstały tylko dlatego, że wyczuły one duże pieniądze,
przeznaczane na modernizację polskiej armii. One chcą nas po prostu wyrugować
z rynku – stwierdził Stanisław Głowacki, przewodniczący Sekcji Przemysłu Zbrojeniowego
NSZZ "Solidarność". – Jesteśmy w trakcie restrukturyzacji przemysłowego
potencjału obronnego. Dopiero zaczynamy odzyskiwać wpływy na rynkach międzynarodowych.
Jesteśmy jeszcze słabi pod względem organizacyjnym i ekonomicznym. W jaki sposób
mamy konkurować z koncernami europejskimi, jeżeli oni w dalszym ciągu są subsydiowani
np. poprzez utrzymywanie nieczynnych mocy produkcyjnych? – pytał Głowacki.
Podkreślił, że środki przeznaczane przez polski budżet na badania i rozwój
są tak znikome, że nie wytrzymamy na konkurencyjnym rynku europejskim.
Przewodniczący zwrócił się z prośbą o pomoc do prezydenta. – Za pośrednictwem
również "Naszego Dziennika" zwracam się do prezydenta RP, pana Lecha
Kaczyńskiego, z prośbą o pomoc. Bez jego interwencji zostaniemy po prostu oddani
w niewolę. Niech prezydent będzie mediatorem w tej sprawie i obroni nas przed
tym niebezpieczeństwem nie tylko dla sektora zbrojeniowego, ale dla całej gospodarki
– powiedział Głowacki.
Z pikietującymi spotkali się wiceministrowie: obrony narodowej Marek Zająkała
i gospodarki Tomasz Wilczak. Na ich ręce związkowcy złożyli petycję skierowaną
do premiera.
Zdaniem Bogdana Zdrojewskiego (PO), członka sejmowej Komisji Obrony Narodowej,
obawy są uzasadnione. – Owszem, podpisanie powyższego dokumentu powinno nastąpić,
ale powinno być poprzedzone dokładną analizą. Dotychczasowa polityka wobec
przemysłu zbrojeniowego była niezwykle nieskoordynowana i niekonsekwentna.
Szliśmy na doraźne rozwiązania – powiedział Zdrojewski. Stwierdził, że niektóre
zapisy zaproponowane w tym Kodeksie są groźne dla niewielkich podmiotów. Obaw
tych nie podziela inny członek komisji Michał Jach (PiS). – Jestem pewien,
że w interesie rządu jest to, żeby te zakłady dobrze funkcjonowały. Rozumiem
obawy pracowników, należy jednak pamiętać, że zarówno rząd, jak i minister
obrony wielokrotnie podkreślali, że jest to nie tylko w interesie armii, ale
również naszego przemysłu zbrojeniowego. Jesteśmy przekonani, że stać nas na
to, żeby nasze zakłady zbrojeniowe były na tyle nowoczesne, aby produkować
na niewyobrażalnie wielki rynek Europy Zachodniej – przekonywał Jach. Powiedział,
że zdaje sobie sprawę z "pewnego zagrożenia", ale jest przekonany,
iż ta decyzja podjęta została w interesie nas wszystkich. Przypomniał, że nasze
zakłady potrafiły się odbić od dna i świadczy to o tym, że wcale nie musimy
być gorsi od zakładów produkujących uzbrojenie na Zachodzie.
Przewodniczący sekcji przemysłu zbrojeniowego Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności,
Zdzisław Goliszewski, jako przykład "dobrej współpracy" naszego przemysłu
z zachodnim podawał stan czołgów Leopard, które Polska otrzymała od Niemiec.
W jego opinii, stoją one zepsute na poligonach, ponieważ nie ma porozumienia
o współpracy przemysłów obronnych Polski i Niemiec. W związku z tym nasze firmy
nie mogą prowadzić żadnych prac remontowych i konserwacyjnych. – To, co miało
być przykładem współpracy przemysłu niemieckiego i polskiego, stało się wielkim
przekleństwem dla przemysłu zbrojeniowego i dla MON, które nie są w stanie
skorzystać w pełni ze sprzętu, który był podobno bardzo dobrej jakości – przekonywał
Goliszewski.
Dowództwo Wojsk Lądowych twierdzi, że to nieprawda. W oświadczeniu dowództwa
przesłanym do PAP stwierdzono, że: "Jakość czołgów Leopard 2 i systemów
celowniczych na nich zamontowanych jest bardzo wysoka i średnio utrzymuje się
na poziomie 95 proc. gotowości bojowej. Jest to wynikiem bardzo dobrej współpracy
logistycznej z niemiecką Bundeswehrą. Brygada jest zasilana w części zamienne
i materiały remontowe bezpośrednio ze składnic Bundeswehry". Polska otrzymała
od Niemców 128 czołgów Leopard 2A4. Wyposażona jest w nie 10. Brygada Kawalerii
Pancernej.
Robert Popielewicz
