Orwell by tego lepiej nie wymyślił
Porażka opozycji i organizacji pozarządowych broniących autonomii
rodziny na posiedzeniu sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Posłowie
pracowali nad poprawkami do nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w
rodzinie. Budzący ogromne kontrowersje projekt został przez komisję nieco
uporządkowany i wygładzony. Członkowie zespołów interdyscyplinarnych będą
ustawowo zobowiązani do zachowania tajemnicy w zakresie danych wrażliwych
dotyczących ofiar i sprawców przemocy. Pracownik socjalny będzie mógł podjąć
decyzję o zabraniu dziecka z rodziny w przypadku zagrożenia życia lub zdrowia
tylko w porozumieniu z policją i inną kompetentną osobą, np. lekarzem. Niestety,
najistotniejsze zmiany proponowane m.in. przez PiS, likwidujące stygmatyzację
rodziny jako środowiska przemocowego, takie jak np. zmiana tytułu ustawy czy
rezygnacja z zakładania niebieskiej karty osobie dorosłej bez jej wiedzy i
zgody, nie zostały przyjęte. Mimo że tym razem opozycję w merytorycznej krytyce
noweli wspierały licznie zebrane organizacje pozarządowe, znaczących poprawek
nie udało się wprowadzić: PO, PSL i Lewica były zdecydowaną większością. Teraz
ustawa powtórnie trafi do drugiego czytania.
Podczas kilkudniowych obrad komisji Prawu i Sprawiedliwości udało się uzyskać
akceptację komisji tylko dla jednej poprawki obligującej sąd rodzinny do
podjęcia w ciągu 24 godzin decyzji o umieszczeniu dziecka odebranego przez
pracownika socjalnego w placówce opiekuńczej bądź w rodzinie zastępczej. – To
jest jedyna zmiana przeprowadzona na plus. Na nasz wniosek dopisano, że może
zostać wydana również decyzja o powrocie dziecka do rodziny. Jednak ogólnie
ustawa wychodzi z komisji bez jakiegoś zmienionego kształtu i nie jesteśmy tym
usatysfakcjonowani, ponieważ te istotne zapisy, o które nam chodziło, pozostały
niezmienione – podsumowuje Teresa Wargocka (PiS).
Zdaniem Elżbiety Rafalskiej
(PiS), „batalia jeszcze nie jest przegrana”, ponieważ nie został zakończony tryb
procedowania. Marszałek Sejmu skierował projekt do tzw. powtórnej procedury
drugiego czytania. Oznacza to, że omawiane i głosowane są poprawki zgłaszane w
drugim czytaniu oraz podczas posiedzeń komisji. Mniej optymistyczna jest w tym
względzie Teresa Wargocka. – Mam niestety wrażenie, że ustawy tej nie da się
poprawić w taki sposób, żebyśmy mogli ją zaakceptować. Przypuszczam, że klub
Platformy będzie miał dyscyplinę, i ta ustawa niestety będzie uchwalona –
zauważa.
Walka z wiatrakami?
Ostatnie posiedzenia komisji były
bardzo długie i burzliwe, trwały do późnych godzin wieczornych. Wzięli w nich
udział liczni przedstawiciele organizacji pozarządowych, m.in.: Inicjatywa
Społeczna Porozumienie Rawskie, Inicjatywa Społeczna Rodzin Pomorza, Związek
Dużych Rodzin „Trzy Plus”, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, Fundacja „Razem
Lepiej” i Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców. – To pobudza organizacje
prorodzinne do działania, bo przecież ich rolą jest m.in. wskazywanie
ustawodawcom, czy projektowane prawo będzie korzystne dla rodzin i wychowania,
czy też nie. Jest możliwość takiej zmiany projektu, by przeciwdziałając
autentycznej przemocy, nie naruszać autonomii rodzin i nie utrudniać wychowania
dzieci – komentuje Antoni Szymański, socjolog, członek Zespołu ds. Rodziny
Komisji Wspólnej Rządu RP i KEP.
Żadnej dyskusji nie wzbudziły kwestie
dotyczące sprawców przemocy. Spór pojawił się jednak w przypadku samej nazwy
ustawy, uprawnień i obowiązków pracownika socjalnego, zakresu działania zespołów
interdyscyplinarnych, przetwarzania danych wrażliwych itp. PiS po raz kolejny
próbowało przeforsować swoje poprawki zmierzające do zmiany ducha ustawy.
Niestety, nie udało się wprowadzić ani postulowanej przez różne środowiska
zmiany jej tytułu (np. na przeciwdziałanie przemocy w ogóle), ani zapisów w
preambule, które mówiłyby o tym, że przemoc jest obecna nie tylko w rodzinie,
ale także w środowisku zamieszkania, w szkole czy w miejscu pracy. Zdaniem PiS,
dotychczasowy zapis wskazujący jedynie na obecność przemocy w rodzinie, w ten
sposób ją stygmatyzuje – To jest bezpośrednie uderzenie w rodzinę i pokazanie
jej jako największego zła, a my uważamy, że absolutnie tak nie jest. Jednak
większość komisji nie podzieliła naszego poglądu – relacjonuje Elżbieta
Rafalska
Magdalena Kochan wyjaśnia, że zmiana nazwy ustawy z
„przeciwdziałanie przemocy w rodzinie” na „przeciwdziałanie przemocy domowej”
jest niemożliwa ze względów proceduralnych: nowelizacja ustawy nie może dotyczyć
ustawy, która ma inny tytuł. Dodaje, że „nie można zaklinać rzeczywistości”,
dlatego trzeba przyznać, że przemoc w rodzinie istnieje i jest specyficznym
rodzajem przestępstwa „wyjątkowo złego i perfidnego, które krzywdzi członków
rodziny, a więc osoby znajdujące się w tym miejscu, które powinno być dla nich
azylem”.
Żywą dyskusję wzbudził punkt 12a uprawniający pracowników socjalnych
do zabrania dziecka z rodziny w sytuacji zagrożenia życia i zdrowia bez wyroku
sądu na okres do 24 godzin. Klub PiS proponował całkowite jego skreślenie i
pozostawienie stanu dzisiejszego, który pozwala kuratorowi i policji na zabranie
dziecka jedynie po wyroku sądu rodzinnego. Także ta propozycja została
odrzucona; przyjęto jedynie niewielką poprawkę, w myśl której pracownik socjalny
podejmuje tę decyzję w obecności policjanta lub lekarza, zatem nie jednoosobowo.
Odrzucone zostały także sugestie różnych stron dotyczące albo całkowitego
wykreślenia z projektu zespołu interdyscyplinarnego, albo zmiany jego działania;
PiS np. proponował, żeby były to zespoły doradcze. Wprowadzono tylko poprawki
trochę usprawniające funkcjonowanie tych zespołów. W zasadzie jedyną istotną
zmianą w tej kwestii jest to, że wprowadzono mechanizm, który zobowiązuje jego
członków do zachowania tajemnicy w okresie pracy w tym zespole i po jej
zaprzestaniu, żeby chronić dane wrażliwe. – Przyjęte dotychczas poprawki może
nieco porządkują ten projekt i poprawiają ewidentne błędy, „niedoróbki”, nie są
zatem całkowicie złe, ale istoty i zakresu ustawy nie zmieniają. Wiele
wątpliwości pozostało, bo mimo burzliwej dyskusji krytyczne poprawki, które były
zgłaszane przez nas przy wsparciu organizacji, w większości zostały. Przeszły
jedynie te niewielkie, zgłaszane przez PSL albo PO – podsumowuje Rafalska. –
Duch ustawy pozostał ten sam, dlatego w głosowaniu komisji nad całością projektu
nasz klub był mu przeciwny – dorzuca Wargocka.
Zdaniem Szymańskiego, trudno
zrozumieć, dlaczego koalicja i Lewica tak bardzo torpedują niemal wszystkie
propozycje zmieniające istotę tej złej ustawy. Zwłaszcza, że szereg rozwiązań
budzi poważne kontrowersje, o czym mówią nie tylko organizacje parorodzinne, ale
również Rada ds. Rodziny KEP. Jest też wiele opinii prawnych wskazujących na
niekonstytucyjność niektórych przepisów. – W tak delikatnej sprawie jak
ingerowanie w sprawy rodzin nie powinna mieć miejsca chęć ambicjonalnego
postawienia na swoim, ale potrzeba otwarcia na lepsze rozwiązania – komentuje
Szymański. – Problemem tej ustawy jest głównie kwestia autonomii rodziny w tym
bardzo trudnym obszarze problemu przemocy i krzywdzenia, zwłaszcza dzieci.
Wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, że takim osobom potrzebna jest pomoc.
Natomiast cały czas bardzo mocno się spieramy, na ile państwo może bez wiedzy i
zgody dorosłych ofiar przemocy ingerować w ich sprawy osobiste. Niestety ta
ustawa dalej ma charakter restrykcyjny, karny, narzucający takie superpaństwo,
które rozwiąże wszystkie problemy obywateli i nad tym ubolewam – dopowiada
Wargocka. Podkreśla, że najbardziej zadziwia ją poziom dyskusji nad tym
projektem, ponieważ posłowie koalicji właściwie nie odnosili się do podnoszonych
argumentów, zwłaszcza tych dotyczących kwestii niezgodnych z Konstytucją, np.
swobodnego przetwarzania danych osobowych przez zespoły interdyscyplinarne. –
Niestety, mam wrażenie, że jest takie przeświadczenie u posłów PO, że jeśli np.
instytucje pomocowe chcą mieć jakieś uprawnienia, to znaczy, że chcą dobrze, i
trzeba im to dać. Natomiast że jest to niezgodne z obowiązującym w Polsce
systemem prawa, to mało ważne – ironizuje parlamentarzystka.
Równie zdumiony
tym, co się działo podczas wtorkowego posiedzenia komisji, jest Jan Filip
Libicki (Koło Parlamentarne „Polska Plus”). Podkreśla, że prezydium Sejmu
skierowało ponownie do komisji projekt noweli, stosując „specyficzną i rzadką
procedurę drugiego czytania bis” z intencją, żeby go „poprawić, złagodzić i
dopracować”. – Z licznych poprawek, z wyjątkiem jednej dotyczącej sądów
24-godzinnych, żadna nie została przyjęta. Koalicja rządowa po prostu odrzuca to
większością głosów. W związku z tym w moim najgłębszym przekonaniu, koalicja
rządowa postępuje w ten sposób wbrew intencjom prezydium Sejmu – diagnozuje
poseł Libicki. I dodaje, że obecni na spotkaniu przedstawiciele strony
społecznej byli zdumieni, że można w ten sposób pracować nad projektem
skierowanym do poprawki. Wiele bowiem wskazuje na to, że wyjdzie on z komisji z
powrotem niemal w takim kształcie, w jakim prezydium Sejmu go do niej
skierowało.
Rozwiązania rodem z Orwella
Olbrzymie zaskoczenie budzi
fakt, że koalicyjni członkowie komisji odrzucili argument krytyków ustawy, że w
przypadku dwojga dorosłych osób bez dzieci mających swoje wewnętrzne problemy
nie można im założyć niebieskiej karty, nie można jej przesłać do zespołu
interdyscyplinarnego i nie można zacząć takim osobom pomagać bez ich wiedzy i
zgody. – Zakładanie tej karty dorosłym bez ich wiedzy i zgody jest łamaniem
konstytucyjnego prawa do prywatności. To rozwiązania rodem z Orwella, bo
podstawową zasadą wszelkiej pomocy jest zgoda i współpraca. Cóż, taka właśnie ta
ustawa jest: państwo nie pomoże, a jedynie wyśledzi i ukarze – komentuje Teresa
Wargocka. I dodaje, że jest bardzo rozgoryczona tak marnymi efektami dyskusji,
ponieważ wydawało jej się, że „mówi do ludzi myślących rozsądnie”. Tymczasem
projektodawcy argumentowali, że ofiara przemocy jest tak uwikłana w swoją
sytuację, że będzie to dla niej pomocą, jeśli państwo zajmie się nią bez jej
wiedzy i podejmie za nią decyzje, które jej samej jest bardzo trudno podjąć, bo
jest osaczona, przestraszona itd.
– Wszystko, co w tej ustawie jest złe,
uzasadniane jest bardzo dobrymi intencjami. Państwo jest superrodzicem i
superpomocnikiem w sytuacjach przemocowych, natomiast pomija się i autonomię
rodziny, i prywatność jednostek – ripostuje poseł Wargocka. Podkreśla, że ustawa
ta powinna pomagać, a nie karać. – To dla mnie niezrozumiałe, jak można postawić
obywatela w takiej sytuacji, gdzie państwo ma prawo wejść bez jego wiedzy do
domu. Myślę, że ostatecznie będziemy ten projekt zaskarżać do Trybunału
Konstytucyjnego, bo przecież nie można na takie rzeczy pozwolić – zapowiada
Wargocka.
Tak kategoryczna obrona szeroko krytykowanego projektu jest
niezrozumiała, np. w kontekście sporego oporu ze strony samorządowców, do
których w praktyce będzie należała realizacja przyjętych zapisów. Przykładowo,
według stanowiska komisji zdrowia, polityki społecznej i rodziny sejmiku
województwa, gminy są zaniepokojone, skąd wezmą fundusze, np. na działalność
zespołów interdyscyplinarnych. Radni są zdania, że „nadmierna ingerencja w życie
rodziny i brak wsparcia dla rodzin, m.in. w formie poradnictwa, mogą przynieść w
ciągu kilku lat dramatyczne konsekwencje w postaci rozpadu więzi rodzinnych i
społecznych, wzrostu przestępczości, zwłaszcza młodocianych, i dalszego spadku
przyrostu naturalnego” i zdecydowanie apelują o zrewidowanie projektu
ustawy.
Swoje zaniepokojenie wobec projektu nowelizacji wyraził również
Rzecznik Praw Obywatelskich, Janusz Kochanowski, który zlecił monitorowanie prac
nad kształtem tej noweli. W tym miejscu warto przypomnieć, że bardzo negatywne
zdanie na temat projektu ma również Andrzej Zoll, były RPO, który w jednym z
wywiadów dla „Dziennika” podkreślał, że jest to „bardzo niepokojąca propozycja.
Nie wszystko bowiem da się prawem załatwić, a bardzo wiele można popsuć”. Także
w jego opinii, proponowane rozwiązania sprawią, że wychowywać będzie bardziej
państwo niż rodzina. – Tym, którzy mają problem i nie wiedzą, jak wychowywać,
państwo powinno zaoferować pomoc i dać odpowiednie wzorce. To, co chcą zapisać
politycy, poprawy nie przyniesie, a raczej zaogni rodzinne konflikty – twierdzi
Zoll.
Maria S. Jasita
