Ojciec ubogich

Z o. Stanisławem Wysockim, karmelitą, rozmawia Małgorzata
Pabis

Wyniesiony w niedzielę w Rzymie do chwały ołtarzy o. Angelo Paoli
staje przed współczesnym światem jako wzór apostoła miłosierdzia, którego
nazywano ojcem ubogich. On nie czekał, aż potrzebujący pomocy do niego przyjdą.
Sam ich szukał…

– Wędrując jako karmelita po krętych ścieżkach
górskich, o. Angelo spotkał się z nieznaną mu wcześniej formą ubóstwa: z
ubóstwem pasterzy rozsianych po górach, odizolowanych od jakiejkolwiek formy
życia społecznego i przede wszystkim pozbawionych opieki duchowej. Pozostał
wśród nich. Dni spędzał, dzieląc życie pasterzy, słuchając ich historii,
poznając z bliska ich trudności i smakując trud ich pracy. Budował proste krzyże
i kapliczki, przy których wieczorami gromadził swoje pierwsze duchowe dzieci,
ucząc je modlitwy i wyjaśniając im podstawowe pojęcia z katechizmu. Ojciec
Angelo nie ustawał w poszukiwaniu ubogich. Chodził do szpitala, by tam służyć
chorym; prosił o jałmużnę, by kupić to, co mogłoby przydać się biednym…

Jednocześnie ten nowy błogosławiony znajdował szczególne upodobanie w
medytowaniu męki Pana, zwłaszcza w Rzymie…
– W Rzymie udawał się
często na Święte Schody, gdzie wspomnienie cierpień Chrystusa wstrząsało nim
bardzo głęboko, doprowadzając aż do płaczu. Pewnego dnia, kiedy wychodził z
kościoła, jego uwagę w sposób szczególny przyciągnął szpital św. Jana na
Lateranie. Zakonnik przestąpił jego próg i natychmiast uderzył go fetor z ran
chorych. W ciele i upokorzeniu cierpiących dostrzegł ponownie mękę Chrystusa –
żywą i bolesną. Na modlitwie Chrystus dał mu się spotkać w cierpieniu
pacjentów.

Jego troska o chorych chyba dość szybko zyskała sławę?

Wieść o jego posłudze „szafarza ubogich” rozniosła się po Rzymie, tak że każdego
dnia musiał troszczyć się o posiłek dla 300 osób. Inną posługą o. Angelo były
odwiedziny domowe, pomoc ubogim rodzinom, nawiedzanie chorych i samotnych
przygwożdżonych do swoich nędznych legowisk przez chorobę czy kalectwo. Ojciec
Angelo odwiedzał także rzymskie więzienia przy ulicy Giulia. Więźniom przynosił
chleb i inne produkty żywnościowe. Przede wszystkim jednak spotykał się ze
skazanymi, zachęcając ich do tego, by przeżywali swoje zamknięcie jako czas
skruchy, poprawy i przygotowania się do rozpoczęcia nowego życia.
Jednak
służbą, w której w pełni ukazywała się jego miłość ojca i człowieka zakochanego
w Chrystusie, była posługa pielęgniarza. Chorzy byli dla niego braćmi Jezusa;
nazywał ich dostojnikami ważnych rzeczy – kiedy im służył, wszystko inne stawało
się dla niego mniej ważne lub w ogóle nieistotne. Pomoc, którą o. Angelo
obdarzał biednych, miała również wymiar duchowy – słuchał ich, pomagał im
znajdować i nadawać chrześcijański sens przeżywanym przez nich cierpieniom,
udzielał im sakramentów i umierających odprowadzał do Boga, pozostając obok nich
nawet przez długie godziny bólu i agonii.
Jego marzeniem, które zresztą
zdołał zrealizować już pod koniec życia, było stworzenie hospicjum, miejsca,
gdzie chorzy opuszczający szpital mogli dokończyć kuracji lub też w atmosferze
miłości zakończyć to ziemskie pielgrzymowanie.

Na beatyfikację o. Angelo musiał jednak długo czekać.
Dlaczego?

– Trzy lata po śmierci otwarty został proces
beatyfikacyjny i kanonizacyjny, który według ówczesnych zwyczajów miał trwać od
trzydziestu do pięćdziesięciu lat. Trudno dziś jednoznacznie odpowiedzieć na
pytanie, dlaczego proces ten nie został wówczas zakończony. Ojciec Angelo musiał
czekać prawie 300 lat na to, by Kościół oficjalnie wyniósł go do chwały ołtarzy,
choć jego podopieczni już za życia uważali go za świętego. Sprawa beatyfikacji
odżyła kilka lat temu, kiedy Elina Canozzi w czasie swojej choroby nieustannie
powierzała się wstawiennictwu Angelo Paoliego, aż do momentu, gdy wyczerpana
cierpieniem, wzywając go, została uzdrowiona „jakby za przejściem podmuchu
świeżego wiatru” – jak sama zeznała. Dokumenty na temat zaistniałego cudu
zostały potwierdzone przez Watykan. 3 lipca 2009 r. Benedykt XVI podpisał dekret
o cudzie. Droga do beatyfikacji Sługi Bożego Angelo Paoliego dobiegła teraz, w
Niedzielę Dobrego Pasterza, szczęśliwego końca.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj