Oddała wzrok dziecku
Powiedzieć życiu TAK
Dwadzieścia lat temu pani Bronisława była w stanie błogosławionym. Długo czekała na to dziecko, a wszyscy wokół jej odradzali, by je urodziła. Dlaczego? Od dzieciństwa miała problemy ze wzrokiem i poród groził jej odklejeniem siatkówki. Nie posłuchała rad „życzliwych” osób i urodziła Andrzeja. Dziś chłopiec jest przystojnym młodzieńcem, a jego ukochana mama chodzi z nim pod rękę lub z… białą laską.
– To nie był łatwy czas w moim życiu. Bardzo chciałam urodzić dziecko i kiedy poczęło się w moim łonie, byliśmy z mężem bardzo szczęśliwi. Jednocześnie wiedzieliśmy, że moje macierzyństwo może spowodować utratę wzroku. Bardzo się bałam, wiedziałam jednak, że bardzo kocham moje dziecko i dla niego mogłam utracić wzrok. To zagrożenie było bardzo realne – opowiada pani Bronisława.
Już na samym początku, podczas pierwszego wywiadu u ginekologa, kiedy młoda mama powiedziała lekarzowi o swoich problemach ze wzrokiem, spotkała się z sugestią, żeby nie urodzić dziecka, żeby się go pozbyć, a wtedy nie będzie miała problemów ze wzrokiem, wciąż będzie widzieć. – Wtedy powiedziałam temu pseudolekarzowi, że bardzo chcę urodzić to dziecko. Wykrzyczałam, że ja mogę stracić tylko wzrok, a przez to, co on mi proponuje, moje dziecko straci życie. Powiedziałam mu w wielkim rozgoryczeniu, że jest mordercą, i uciekłam z gabinetu – opowiada kobieta. – Potem długo, długo płakałam. Nie mogłam się uspokoić i, aby nie słyszeć podobnych słów, nie chodziłam do lekarza – dodaje.
I tak minęło kilka miesięcy. Właściwie można by powiedzieć, że nic wielkiego się nie działo. Jednak pani Bronisława miała jakieś dziwne przeczucie, że są to ostatnie jej dni, kiedy może oglądać świat własnymi oczami. Razem z mężem jeździli więc w różne miejsca, a ona patrzyła, oglądała, jakby na zapas…
Wreszcie przyszedł czas porodu. Andrzej urodził się właściwie bez większych problemów, ale wysiłek związany z wydaniem go na świat spowodował, że siatkówka w oczach jego mamy się odkleiła. – Przestałam widzieć. Wiedziałam, że tak będzie. I nawet nie czuję żalu. Dziękuję Bogu za to, że dał mi wspaniałego męża, syna, że w ogóle w życiu widziałam. Dzięki temu wiem, jak wyglądają kolory, jak wygląda świat. Pracuję zawodowo, prowadzę dom. Jestem szczęśliwą żoną i matką. A to, że nie widzę? Inni jeżdżą na wózku, są sparaliżowani. Wiem, jestem kaleką, osobą niepełnosprawną. Mam jednak czyste sumienie. Kim byłabym, gdybym dla swoich oczu zabiła dziecko, które żyło szczęśliwie w moim łonie? Czy dziś bym się uśmiechała? Czy dziś mogłabym powiedzieć, że jestem szczęśliwa? – stawia pytania pani Bronisława.
Jej syn nie wstydzi się wychodzić ze swoją mamą. Codziennie wcześnie rano pani Bronisława bierze go pod rękę, a on prowadzi ją do pracy. Potem po południu biegnie, by wrócić z nią do domu. – Mama umie poradzić sobie sama. Ale ja wiem, że to dla mnie oddała swój wzrok, że gdyby nie ja, dziś mogłaby oglądać świat. Chcę być jej oczami, chcę, by moja obecność dodawała jej radości, by czuła, że bardzo ją kocham – mówi młody mężczyzna.
Podziwu dla swojej żony nie kryje także pan Zbigniew. – Gdyby wtedy, dwadzieścia lat temu powiedziała, że nie chce urodzić tego dziecka, jak mógłbym ją do tego zmusić albo potępić? Ona jednak doskonale wiedziała, że chce być mamą, że chce urodzić syna. Właściwie decydując się na dziecko, mieliśmy świadomość, że Bronisława straci wzrok. Dla nas ważne było życie, które dał nam Pan. Modliliśmy się o nie i pielęgnowaliśmy je. Teraz cieszymy się każdym dniem, dziękując Bogu za to, że nam błogosławi – podkreśla pan Zbigniew.
