O tej, która nadaje światu bardziej ludzkie oblicze
Jeden z moich znajomych, pracujący w strukturach unijnych, podesłał mi
niedawno raport o stanie polskiej polityki promowania równości płci. Już ze
wstępu możemy się dowiedzieć, że w 1989 roku w Polsce pojawił się antyfeminizm –
była to reakcja na narzuconą odgórnie tendencję równouprawnienia płci.
Informacji co do tego, jak się przejawiał, niestety brak w tym opracowaniu.
Chociaż, wczytując się dokładniej, można przypuszczać, iż autorce dokumentu
chodzi o fakt, że równouprawnienie nie stało się jednym z istotnych elementów
polityki państwa.
Cóż, skupiono się zbytnio na bezrobociu, hiperinflacji, restrukturyzacji
gospodarki, nasilającej się biedzie (sic!). Niestety, nie mogę przyznać, iż
łączę się w bólu z autorką tego dokumentu, szczególnie że dalsza część raportu
mnie zmroziła. Zwłaszcza fragment mówiący o tzw. prawach reprodukcyjnych i
straszliwej sytuacji Polek zmuszonych do pełnej odpłatności za pigułki
antykoncepcyjne. Nie podjęto też kwestii aborcji, szczególnie ważnej dla
feministek (według autorki, rocznie w Polsce dokonuje się od 80 do 150 tys.
nielegalnych aborcji) i wniosku o zmianę ustawy antyaborcyjnej, propnującego
całkowity zakaz aborcji, pod którym podpisało się (znów według autorki) ponad
450 tys. osób – w rzeczywistości podpisów zebrano ponad 500 tysięcy. Oczywiście
zostało to przedstawione jako inicjatywa jedynie katolickich kręgów w
społeczeństwie – jak widać stara karta: "tylko katolicy są przeciw aborcji, bo
tak im każe Kościół", tak skutecznie używana w rozgrywkach o aborcję w innych
krajach w Polsce też jest w grze.
Gdy czytałam ten tekst, przyszło mi na myśl, że świat, w którym wolność kobiety
mierzy się m.in. jej dostępem do możliwości zabicia przez nią jej poczętego
dziecka, jest przerażający. Gdzieś w tym natłoku politycznie poprawnych sloganów
i przycinanych odpowiednio wyników badań zgubiła się istota kobiecości. I myślę,
że skutecznym lekarstwem na tę chorobę będzie przypomnienie tego, co o kobietach
i ich znaczeniu pisał błogosławiony Jan Paweł II.
Temat kobiet często pojawia się w tekstach Karola Wojtyły, a później Jana Pawła
II. Jest jednak moment, kiedy tekstów poświęconych temu tematowi jest
szczególnie dużo – to rok 1995, w którym odbyła się IV Światowa Konferencja ds.
Kobiet w Pekinie, zorganizowana przez ONZ. Miała ona m.in. uznać aborcję za
jedną z metod regulacji poczęć (do czego na szczęście nie doszło). Papież
poprzez ówczesne wskazywanie na temat kobiecości po pierwsze – oddalił możliwe
zarzuty, że Kościół jest patriarchalną strukturą zapominającą o wartości i
znaczeniu kobiet, po drugie – w sprzyjającym momencie pokazał, jak piękne i
głęboko osadzone w doświadczeniu przesłanie na temat kobiecości zawiera nauka
Kościoła.
Lepsza? Gorsza?
Często w damsko-męskim towarzystwie pojawiają się słowne żartobliwe przepychanki
na temat tego, która z płci jest lepsza.
Jan Paweł II proponuje rozwiązanie – nie ma lepszej i gorszej płci: jesteśmy
wobec siebie komplementarni, a to oznacza, że aby osiągnąć pełnię swoich
możliwości, potrzebujemy siebie nawzajem.
Mężczyzna odkrywa swoją męskość w raju w chwili, kiedy dostrzega kobietę: równą
mu w człowieczeństwie, a jednocześnie intrygująco odmienną. Kobieta odkrywa
swoją kobiecość dzięki pełnemu zachwytowi spojrzeniu mężczyzny. Jednocześnie,
przyjmując od niego dar nowego życia, nosząc je w sobie i rodząc, sięga
najgłębszego wymiaru, z tych zapisanych w jej ciele, swojego człowieczeństwa. Z
kolei dzięki jej zrealizowanemu macierzyństwu mężczyzna odkrywa własne ojcostwo,
samemu sięgając największej głębi swojego cielesnego człowieczeństwa.
Jak widać, osiągnięcie pełni dojrzałości przez obie płci domaga się obecności –
i to czynnej – obecności drugiej. Kobieta nie jest tylko inna niż mężczyzna,
więcej – jest wobec niego komplementarna; Ewa z Adamem uzupełniają się nawzajem
i dzięki temu mogą stanowić dla siebie pomoc w dążeniu do swojej pełni.
Tu ważne jest, aby zaznaczyć, że macierzyństwo i ojcostwo w swoim najpełniejszym
wymiarze są duchowe, tak więc osoby żyjące w czystości bądź celibacie nie są
pozbawione (jak często argumentują zwolennicy zniesienia celibatu) możliwości
osiągnięcia pełni człowieczeństwa. Jest się zawsze matką lub ojcem drugiego
człowieka, a więc istoty, której charakterystyczną cechą, odróżniającą ją od
pozostałych stworzeń, jest duch. Poczęcie i zrodzenie fizyczne jest dopiero
początkiem tego fascynującego "projektu" pod tytułem osoba ludzka. Wróćmy jednak
do tematu kobiecości.
Zagubiony klucz
Kluczowym pojęciem do otwarcia bramy zrozumienia fenomenu kobiecości jest
godność. Niestety, jest ono obecnie rzadko używane i całkowicie niezrozumiałe
dla większości społeczeństwa.
To wokół godności kobiety zbudowane jest papieskie nauczanie na temat roli i
znaczenia płci pięknej. Od tego Papież zaczyna – kobieta powinna poznać i być
świadoma własnej godności. Kiedy to się w niej dokona, będzie w stanie
przekazywać tę wartość innym, głównie przez stworzenie odpowiedniego klimatu w
rodzinie i domu.
Dla współczesnego człowieka termin ten staje się bardziej zrozumiały, jeśli
opiszemy godność jako poczucie własnej wartości wynikające z doświadczenia bycia
bezwarunkowo kochaną. Daje ona zdrowe poczucie własnych granic, siłę na trudne
czasy i zdolność do obrony wyznawanych wartości. Godność jest także świadomością
własnych praw i zdolnością do ich obrony. Jest umiejętnością widzenia swojego
znaczenia jako osoby; kogoś odwiecznie i nieodmiennie chcianego przez Boga,
chcianego i kochanego, jak pisze w Liście do Efezjan św. Paweł.
Role społeczne
Szczególna rola kobiety przejawia się, według Jana Pawła II, w jej zdolności do
humanizacji społeczeństwa: "[Kobieta] być może bardziej jeszcze niż mężczyzna
widzi człowieka, ponieważ widzi go sercem. Widzi go niezależnie od różnych
układów ideologicznych czy politycznych" ("A ciascuna di voi", List do kobiet na
Konferencję w Pekinie). Dzieje się to dzięki większemu zwróceniu uwagi na jakość
relacji, szczególną wrażliwość społeczną, zwłaszcza na niesprawiedliwość,
wreszcie wyczuloną intuicję.
O ile mężczyźni budują społeczności oparte na kryteriach wydajności i
produktywności, często zaniedbujące wzajemną troskę i jakość relacji, to kobiety
mają zdolność ich łagodzenia. Przestają one być wyłącznie areną rywalizacji, a
drugiego przestaje się postrzegać jedynie jako zagrożenie dla własnego sukcesu
czy widownię własnych osiągnięć.
Kobiety zwracają też większą uwagę na poziom o wiele bardziej podstawowy niż
działanie. Słynna jest już anegdota o tym, że mężczyzna poproszony o okazanie
żonie miłości umył jej auto. Był to wyraz prostego założenia: "Okazać, to zrobić
coś wymiernego". Tymczasem kobiety wiedzą, że najczęściej okazać miłość – to być
przy drugim. Siedzieć przy łóżku chorego, być w domu, kiedy dzieci wracają ze
szkoły, nosić w sobie rozwijające się nowe życie. Tu znów wraca kwestia
komplementarności, o której pisałam powyżej: Adam odkrywa swoją męskość nie
przez to, że Ewa coś robi – ona po prostu jest; stoi przed nim. Ewa odkrywa
swoją kobiecość nie dlatego, że Adam coś wymiernego robi (pomijając nawet fakt,
że samochodów wtedy jeszcze nie było), ale dlatego, że przyjmuje jego obecność i
zachwyt. Wzajemne bycie dla siebie już jest relacją i kobiety lepiej to
rozumieją niż mężczyźni. Oczywiście, jeśli to bycie zyska czasem dodatkowy
wymiar w postaci wysłuchania kobiecych wynurzeń czy podarowania kwiatka, to z
pewnością nie będzie to powodem narzekania z żeńskiej strony układu.
Następnym elementem kobiecej humanizacji społeczeństwa jest stymulowanie rozwoju
w zakresie postępu etycznego. Nasz świat bardzo dynamicznie rozwija się na
poziomie naukowo-technologicznym, jednak za tym nie idzie równie szybki i
dynamiczny rozwój norm – one potrzebują czasu na to, by się wykształcić i
przeniknąć do szerokiej świadomości. Przestrzenią, w której ten rozwój i
przenikanie się dokonują, jest wychowanie i formacja. I tu bardzo ważną rolę
zawsze odgrywały kobiety. To dzięki postawie polskich matek, przekazujących
określony system wartości oraz kształtujących poprzez wychowanie określone cechy
u dzieci, polska kultura i świadomość narodowa przetrwały zabory. Dlatego też
Sługa Boży ks. kard. Stefan Wyszyński tak mocno akcentował rolę obecności matki
w domu, przy wychowaniu dzieci – był doskonale świadomy, że tylko w ten sposób
możliwe jest zachowanie tożsamości religijnej i narodowej pomimo zabiegów
inżynierii społecznej komunistów.
W czym tkwi problem?
Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Czemu pomimo tak ważnego miejsca
kobiety w świecie powszechna opinia sprawia, że czujemy się niedowartościowane i
mało znaczące?
Myślę, że przyczyny są dwie. Po pierwsze, umyka nam prawda, o której tak pisze
Jan Paweł II: "Historia jest pisana prawie wyłącznie jako opowieść o dokonaniach
mężczyzn, podczas gdy jej NAJLEPSZA [podkreślenie autorki] część jest bardzo
często kształtowana przez wytrwałe i konsekwentne działanie kobiet na rzecz
dobra". Prawda ta umyka nam nawet pomimo przykładów takich kobiet jak Matka
Teresa, która swe dzieło pomocy zaczynała od jednego pokoju i szkoły na świeżym
powietrzu, czy choćby naszych matek i babek, które pomimo ciężkich czasów wojen
i komunizmu przyjęły nasze życie, urodziły nas i wychowały. Być może popełniały
przy tym błędy, ale to dzięki nim żyjemy, rozwijamy się, możemy sięgać po
świętość. Dzięki ich cierpliwemu staniu w kolejkach, wydeptywaniu poczekalni w
przychodniach, codziennemu zabieganiu! A każda dusza; każdy człowiek to osobny
świat. I każdy wpływa na to, jak kształtuje się rzeczywistość.
Po drugie, od wielu lat wmawia się kobietom, że bycie matką na pełny etat to
obciach: ogłupia, ogranicza, degraduje. Karin Struck, niemiecka pisarka, która
została wykluczona z niemieckich opiniotwórczych elit za prawdę, jaką napisała o
swoim syndromie postaborcyjnym, pisze w swojej książce "Widzę moje dziecko we
śnie" o określaniu kobiet wielodzietnych jako "maszyn do rodzenia". Pokazuje tam
mechanizmy i treści manipulacji, które prowadzą do niskiej dzietności, a często
także aborcji. Tymczasem wiele kobiet pragnie mieć dzieci, często pragnie mieć
ich więcej niż dwoje, ale pod naporem presji społecznej rezygnuje z tych planów.
Często w imię robienia kariery (tu widać wyraźny aspekt maskulinizacji kobiety,
która gubi zdolność do współpracy na rzecz przyjęcia męskiego schematu
rywalizacji), bycia na topie, samorealizacji, ale pod dyktando nie własnego
serca, ale zewnętrznie narzuconych wartości.
Błogosławiony Jan Paweł II zwraca się do nas, kobiet (parafrazując): macie do
wyboru i odegrania pięć ważnych ról w waszym życiu – matki, żony, córki/siostry,
pracującej i konsekrowanej. Wybierajcie i je realizujcie z właściwą sobie
delikatnością i empatią, bo bez was ten świat stanie się być może technicznie
doskonały, ale przy tym nieludzki.
Elżbieta Wiater
