Niemiecki za przodka
"Jestem zmuszany do podpisania oświadczenia, że językiem moich przodków
jest język niemiecki. Jeśli nie podpiszę, moje dziecko będzie siedzieć na
korytarzu w szkole i nie będzie miało szansy na naukę tego języka. Poruszam ten
temat, bo patrząc, co robi Litwa z Polakami tam i Niemcy tu, to co będzie
dalej?" – taką informację przysłał do redakcji "Naszego Dziennika" jeden z
mieszkańców gminy Ujazd na Opolszczyźnie. Jego dziecko uczęszcza do Szkoły
Podstawowej w Jaryszowie. W opinii mężczyzny, większość rodziców takie
deklaracje podpisuje pod presją ze strony szkoły.
Beata Hornung, dyrektor Szkoły Podstawowej w Jaryszowie, tłumaczy, że nikogo nie
dyskryminuje i nie zmusza do podpisywania dokumentów. Jest jednak inny problem.
– W tej chwili dostałam z kuratorium oświaty rozporządzenie, według którego te
dzieci, które nie złożyły takiej deklaracji, nie mogą uczestniczyć w zajęciach z
języka mniejszości narodowych. To jest tylko dla uczniów, którzy zadeklarowali
naukę w języku niemieckim – podkreśla dyrektor, która jest równocześnie
nauczycielem języka niemieckiego. Michalina Ciapa, dyrektor Gminnego Zarządu
Oświaty w Ujeździe, potwierdza, że deklarację należy złożyć, bo takie jest
rozporządzenie Ministerstwa Edukacji Narodowej. Chodzi o rozporządzenie w
sprawie organizacji kształcenia umożliwiającego podtrzymywanie poczucia
tożsamości narodowej, etnicznej i językowej uczniów należących do mniejszości
narodowych z 24 marca 1992 roku.
Zdaniem rodzica, sytuacja wygląda trochę inaczej. – Żeby moje dziecko mogło
uczyć się języka niemieckiego, zmuszany jestem do podpisywania oświadczenia, że
chce się uczyć języka swoich przodków – relacjonuje.
Jaryszów to mała miejscowość w gminie Ujazd w województwie opolskim. Na jej
terenie mieszka również wiele osób deklarujących się jako obywatele polscy
narodowości niemieckiej. Rodzic, który zgłosił się z tym problemem, chce
zachować anonimowość ze względu na siebie i dzieci. – Syn chce się uczyć
niemieckiego, ale jeśli tego nie podpiszę, to mu na to nie pozwolą – wskazuje
mężczyzna.
– Nie mam świetlicy ani środków na zorganizowanie dodatkowych zajęć, więc te
dzieci uczęszczają na zajęcia i nikogo z nich nie wyrzucam. Każdy, kto nie
podpisał tej deklaracji, nie powinien być u mnie na lekcji – przyznaje pani
dyrektor Hornung. Jak mówi, nikt nie robi żadnych problemów, ale by zorganizować
zajęcia z niemieckiego, potrzebuje minimum siedmiu deklaracji. – Nikogo nie
zmuszałam do podpisywania tych dokumentów – zapewnia nauczycielka. Dyrektor
Gminnego Zarządu Oświaty przyznaje, że na dzieci, które nie złożą deklaracji o
chęci nauki języka ojczystego, nie ma specjalnej dotacji. Zastrzega jednak, że
nauczyciel nie ma prawa ani wywierać presji, ani namawiać do ich podpisywania. –
Kto czuje, że ma niemieckie korzenie, wypełnia tę deklarację na początku
nauczania. Ale nikt nie powinien do tego zmuszać i jeśli to prawda, to nie jest
to w porządku – dodaje Ciapa, która z racji pełnionej funkcji nadzoruje
działalność placówek oświatowych na terenie gminy Ujazd.
Co ciekawe, ojciec ucznia podkreśla, że rodziców z tym problemem jest więcej,
deklaracje podpisują trochę z rozpędu, a trochę pod presją, bo tak wypada.
Zdaniem Tomasza Strzałkowskiego, który sprawuje mandat radnego w powiecie
opolskim, ciekawe będą z pewnością wyniki tegorocznego spisu powszechnego. –
Biologia jest nieubłagana, miejscowości, które były bastionami mniejszości
jeszcze w latach 80. i 90., dzisiaj są już podzielone. Ludzie migrują, umierają,
przyjeżdżają z innych rejonów Polski i struktura narodowościowa także się
zmienia – podkreśla. Podaje jako dobry przykład gminę Szczedrzyk, której nazwa w
czasie ostatniej wojny brzmiała Hitlersee. Kilka miesięcy temu przeprowadzono
tam konsultacje społeczne w sprawie dwujęzycznej nazwy topograficznej. Okazało
się, że nieznacznie mieszkańcy opowiedzieli się za postawieniem obok
polskojęzycznej tablicy również nazwy w języku niemieckim. Coś, co było tam
oczywiste jeszcze w 1995 roku, zostało zakwestionowane przez prawie połowę
obecnych mieszkańców.
– Jeszcze 10 lat temu był to bastion mniejszości niemieckiej. Dzisiaj sprawa ta
rozstrzygnęła się minimalnie i tak to prawdopodobnie wygląda na całej
Opolszczyźnie – dodaje Strzałkowski. Dlatego być może tak istotne mogą być
deklaracje o chęci nauki języka ojczystego do statystycznego utrzymywania
pewnego poziomu osób oficjalnie identyfikujących się z mniejszością niemiecką.
Maciej Walaszczyk
