Niech Tusk uczy się skuteczności od Ławrowa

Z Sebastianem Putrą, synem marszałka Krzysztofa Putry, który pełniąc
służbę Polsce, zginął w katastrofie smoleńskiej, rozmawia Adam Białous

Jak Pan ocenia raport MAK?
– Raport MAK jest jednostronny i nierzetelny. Nie ma w nim informacji, które
mogłyby obciążyć stronę rosyjską, jest natomiast bardzo wiele rozbieżności. To
świadczy, moim zdaniem, że Rosjanie chcą coś ważnego dla sprawy ukryć. Nie ma
informacji dotyczących rejestratora zapisującego obraz ze wskaźników na wieży, w
którym "niby" taśma się zacięła. Zauważyłem również, że w raporcie podaje się,
iż obaj kontrolerzy lotu zostali przebadani na zawartość alkoholu we krwi,
podczas gdy z zeznań jednego z nich wynika, iż wcale nie był on pod tym kątem
badany, bo wówczas w pokoju medycznym nikogo nie było. Te i inne nieścisłości i
braki są dla mnie dowodem na mataczenie w raporcie MAK.

Wiele osób odebrało ten materiał jak siarczysty policzek wymierzony polskiej
stronie.

– Raport oczernia Polaków. Ten alkohol, który niby wykryto we krwi generała
Błasika, to jawna kpina z polskiego oficera i całej polskiej armii. A najgorsze,
co zrobili, to upublicznili zapis dźwiękowy z kokpitu dotyczący ostatnich chwil
przed zderzeniem z ziemią. Nikt tego ze stroną polską nie uzgadniał. A powinno
się to najpierw uzgodnić z rodzinami ofiar, bo dla nich słuchanie tych nagrań to
przeżycie maksymalnie traumatyczne i bolesne. Publikacja tych nagrań to
zachowanie zimne, nieludzkie, bez serca.

Zaryzykuje Pan tezę, że raport powstał pod z góry założoną tezę?
– Myślę, że Rosjanie, jak zwykle, nie doceniają twardego charakteru Polaków.
Pewnie zdawało im się, że niezwykłą kumulacją kłamstw i oszczerstw zawartą w
raporcie po raz kolejny zdeprecjonują znaczenie Polski jako silnego Narodu,
złamią ich ducha walki oraz ducha dążenia do poznania prawdy. Jeżeli takie były
ich zamiary, to bardzo się pomylili. Dusza polska bowiem ma twardy charakter, im
mocniej w nią uderzysz, tym mocniejszą otrzymasz na ten cios odpowiedź. W ciągu
wielu wieków historii naszego Narodu nieraz zostało to dowiedzione. Tak samo po
kłamliwym i obraźliwym raporcie Rosjan tym mocniej będziemy zabiegać o
ujawnienie całej prawdy o przyczynach katastrofy smoleńskiej. Tym bardziej że
ostateczna decyzja MAK daje nam silny impuls do ujawnienia tego, co posiadają
nasi prokuratorzy, a co wahali się do tej pory pokazać opinii publicznej.

Trudno nie przyznać, że ostateczny kształt raportu MAK jest w pewnej mierze
również zasługą rządu Donalda Tuska.

– Moim zdaniem, bardzo dużą winę ponosi tu pan premier Donald Tusk. Najpierw
zgodził się oddać kierownictwo śledztwem w ręce Rosjan, a w chwili, kiedy
ostateczne rosyjskie ustalenia ze śledztwa zostają podane do wiadomości, premier
jest na feriach. Nie przyjmuję do wiadomości informacji, że premier i prezydent
nie mieli pojęcia, iż MAK zdecyduje się opublikować swój raport właśnie w
czasie, kiedy nie będą oni mogli pełnić swoich obowiązków. Przecież wiedzieli
dużo wcześniej, że to nastąpi, tu nie powinno im zabraknąć czujności. Negatywnie
oceniam również postawę premiera, który w sytuacji ekstremalnie niekorzystnej
dla państwa polskiego, do jakiej dochodzi po upowszechnieniu na cały świat
kłamliwego rosyjskiego raportu, wraca dokończyć urlop. Donald Tusk po raporcie
MAK powinien od razu dać Rosji zdecydowaną odpowiedź. Może powinien uczyć się od
Rosjan, jak w takich sytuacjach reagować. Ci przecież po raporcie z polskich
wyników śledztwa jeszcze tego samego dnia opublikowali zapisy rozmów, które mają
niby świadczyć o ich niewinności. Szefa rządu mógł też zastąpić minister Miller,
który jest bezpośrednio zaangażowany w wyjaśnianie przyczyn katastrofy.

Pana zdaniem, rząd popełnił w tej sprawie więcej błędów?
– Z tego, co mówi pan Miller, wynika, że nagrania z wieży kontrolnej, które
podają do publicznej wiadomości dopiero teraz, strona polska posiadała już 17
kwietnia. Na co oni tak długo czekali? Pewnie łudzili się, że Rosjanie będą
obiektywni. To może świadczyć tylko o tym, że rząd nie ma pojęcia, jaką politykę
wobec nas prowadzą Rosjanie. A to z kolei pokazuje jego niekompetencję.
Pierwszym i kardynalnym błędem było uznanie konwencji chicagowskiej za
odpowiednią dla przeprowadzenia skutecznego dochodzenia w sprawie katastrofy,
kiedy ona zupełnie tu nie pasowała i nie dawała żadnych szans na dojście do
prawdy. Raport MAK doskonale to udowodnił. Po jego publikacji nie mamy prawa
odwoływać się od jego dziwacznych ustaleń. A przecież po podaniu do publicznej
wiadomości nagrań posiadanych przez stronę polską jak na dłoni widać, że
rosyjscy kontrolerzy lotu walnie przyczynili się do tej katastrofy. W mojej
osobistej ocenie, to oni, a nie piloci, ponoszą pełną odpowiedzialność za tak
tragiczny w skutkach finał próby lądowania Tu-154M na lotnisku w Smoleńsku.
Przypomnę, że z zapisu rozmów kontrolerów z pilotami wynika, iż chociaż samolot
był nawet 70 metrów poniżej właściwej ścieżki lądowania, kontrolerzy upewniali,
że jest na właściwej ścieżce. Niejasności jest mnóstwo. Nie mogę uwierzyć
również w to, że przy tak niskiej wysokości i małym kącie uderzenia w ziemię
oraz niedużej prędkości samolot mógł się rozbić na tak drobne części i zginęli
absolutnie wszyscy jego pasażerowie.

Po raporcie MAK rząd zmieni podejście do śledztwa w sprawie katastrofy?
– Jeżeli rząd będzie nadal prowadził politykę ustępstw wobec działań Rosji i
niemrawych reakcji na agresywne zachowania rosyjskiego rządu, będą one coraz
bardziej agresywne. Jednak wierzę, że rząd zmieni obecnie podejście do sprawy
katastrofy smoleńskiej. Nie z własnej woli, ale pod naciskiem polskiej opinii
społecznej. Jak bowiem zauważam, ludzie z PO, którzy rządzą dziś naszym krajem,
są bardzo wrażliwi na sondaże społeczne dotyczące poparcia ich partii. Badają
więc dokładnie nastroje społeczne i za nimi idą. Po raporcie MAK i opublikowaniu
materiałów posiadanych przez polskich śledczych Polakom zaczynają się szeroko
otwierać oczy, nie sposób ich już zamydlić, trzeba więc iść za tym spojrzeniem,
żeby jak najlepiej wypaść w najbliższych wyborach. Zaczynamy więc mieć możliwość
ujrzenia w mediach coraz więcej faktów dotyczących katastrofy. To bardzo dobrze.
Dobrze, że była w TVP relacja z posiedzenia komisji sejmowej, na której
przedstawiono efekty prac polskich śledczych, dobrze, że pokazano sejmową debatę
na temat katastrofy. Rząd wprawdzie, w swoim stylu, unikał, jak mógł, odpowiedzi
na trudne pytania, ale pomimo tego sporo się można było dowiedzieć. Premier
zapowiadał też, że spotka się z rodzinami ofiar katastrofy po raporcie MAK. Na
razie jednak nie podaje żadnego terminu tego spotkania. Osobiście chciałbym
wziąć w nim udział, bo mam wiele pytań.

Nie ma Pan wrażenia, że Polska pozostała sama z tą tragedią, nikogo nie
obchodzi finał dochodzenia…

– Ze strony naszych sojuszników z Unii Europejskiej i NATO dostrzegam co
najmniej opieszałość działań, które mogły nas wesprzeć w wyjaśnieniu przyczyn
katastrofy smoleńskiej. Moim zdaniem, państwa zachodnie boją się, że gdy nam
pomogą, zepsują sobie interesy, które prowadzą z Rosją. A przy braku nacisków ze
strony polskiego rządu uważają, że mogą nasze sprawy ignorować.

Minister Jerzy Miller zapowiada, że wyniki polskiego śledztwa będą dla nas
jeszcze bardziej surowe niż raport MAK.

– Te słowa ministra Millera są moim zdaniem karygodne. Minister polskiego rządu
wobec oszczerstw ma obowiązek bronić dobrego imienia swojego Narodu, a nie
stawać po stronie oszczerców, bo to zakrawa na zdradę stanu. Powinien raczej
robić, co w jego mocy, aby jak najszybciej powstała komisja międzynarodowa,
która zajmie się wyjaśnianiem przyczyn katastrofy.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj