Nie wykluczają, że wkopią. A jeśli, to tylko troszkę

Dyrektor ds. pozwoleń konsorcjum Nord Stream Dirk von Ameln
potwierdza informacje „Naszego Dziennika”: Gazociąg Północny nie zostanie
wkopany w dno Bałtyku w wariancie optymalnym dla rozwoju polskich portów.
Przedstawiciele spółki poinformowali wczoraj w Berlinie w trakcie spotkania z
dziennikarzami, że w miejscu, w którym rura przecina tor wodny prowadzący do
zespołu portów Szczecin – Świnoujście, zostanie ona ułożona na głębokości 16
metrów. Polska strona mówiła o minimum 17 metrach.

Wszystkie te informacje zostały przekazane polskiej stronie podczas
biznesowego obiadu. Jak poinformował Dirk von Ameln, Nord Stream otrzymało 26
lutego bieżącego roku z Federalnego Urzędu Żeglugi i Hydrografii (BSH) w
Hamburgu dodatkowe zezwolenie na przesunięcie gazociągu w niemieckiej strefie
ekonomicznej, gdzie gazociąg krzyżuje się z drogą morską do Świnoujścia. Rura
zostanie przesunięta w punkcie skrzyżowania z drogą morską na głębsze wody na
odcinku 12 kilometrów, tak aby w najpłytszym miejscu zostało zachowane 16 metrów
głębokości po położeniu rury. Jest to tak zwana północna droga morska dojścia do
portu Świnoujście. Polacy ze względu na planowany rozwój polskich portów
domagali się, aby nad rurą pozostało minimum 17 metrów. Niemcy zostawią tylko 16
metrów, gdyż twierdzą, że dalsza część północnej drogi ze względu na swoją
płytkość i tak uniemożliwi wpływanie tam większym jednostkom.
W miejscu
skrzyżowania gazociągu z tak zwaną drogą zachodnią do portów Świnoujście –
Szczecin spółka Nord Stream zgodziła się wystąpić do Urzędu Górniczego w
Stralsundzie o zgodę na wkopanie rury w dno Bałtyku na głębokość pół metra.
Problem polega jednak na tym, że jak na razie są to jedynie, co prawda
potwierdzone, ale tylko deklaracje. Zapytany przez „Nasz Dziennik” von Ameln
przyznał, że jego firma jeszcze nie złożyła odpowiednich wniosków do
stralsundzkiego urzędu. Ponadto rozstrzygnięcie wniosku w tej sprawie będzie
możliwe dopiero za kilka miesięcy. Tak więc o konkretnych decyzjach jeszcze nie
sposób mówić. Przedstawiciele konsorcjum deklarują, że wkopią rurę w miejscu
przecięcia się gazociągu z drogą morską zachodnią.
Nord Stream zapewnia
Polaków, że zostawi nad rurą 16 metrów, i uważa to za duże ustępstwo wynikające
z respektowania także polskich zastrzeżeń. Jak tłumaczył von Ameln,
pozostawienie przy tej głębokości obowiązkowej przestrzeni pod kilem wystarczy,
aby do polskich portów wpływały statki o zanurzeniu do 13,5 metra. – A to i tak
jest więcej, niż zakładaliśmy w pierwotnej wersji projektu, gdzie maksymalne
zanurzenie wpływających tą drogą statków miało wynosić 12,8 metra – powiedział
von Ameln. Zatem nie zostaną spełnione polskie żądania i sugestie, aby jedynym
ograniczeniem w przyszłości (jeśli chodzi o ruch jednostek pływających) dla
portów Szczecin – Świnoujście pozostały Cieśniny Duńskie i ich głębokość. A ta
zezwala na pływanie po nich statków o zanurzeniu do 15 metrów. Jak stwierdził
przedstawiciel konsorcjum Nord Stream, obecne rozwiązanie pozwoli zarówno na
zapewnienie bezpieczeństwa budowy gazociągu, jak i żeglugi na Bałtyku.
Nord
Stream przyznaje szczerze, że oficjalnie niewiele wie o planach rozwoju polskich
portów. – Do tej pory nie otrzymaliśmy od Warszawy jakichkolwiek planów
rozwojowych portów ani w Świnoujściu, ani w Szczecinie – powiedział w Berlinie
von Ameln, odpowiadając w ten sposób na pytanie, czy głębokość 16 metrów
pozostawiona przez Nord Stream po położeniu rury nie ograniczy ich rozwoju.
Różnica w podejściu do problemu między polską a niemiecką stroną jest
następująca: Polacy (zdecydowanie zbyt późno, ale jednak) zaczęli myśleć o
przyszłości naszych portów, natomiast Niemcy, (co sami przyznają) działają na
zasadzie niemieckiego prawa, które nie pozwala urzędom wydawać zezwoleń na
podstawie jakichś niesprecyzowanych i niekonkretnych planów
przyszłościowych.
Przecież i tak, zgodnie z naszymi najnowszymi decyzjami,
nawet po położeniu rur, nie obniżymy głębokości podejść do polskich portów –
tłumaczą.
Prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście Jarosław
Siergiej nie jest do końca usatysfakcjonowany rozwiązaniami zaproponowanymi
przez Nord Stream. Jego zdaniem, jest to tylko połowiczny sukces, ponieważ
pozostawienie nawet na głębszej wodzie rurociągu na dnie podejścia północnego
pozostawia zbyt małą głębokość, co nie rozwiązuje problemu, gdyż nadal będzie on
blokował w przyszłości rozwój polskich portów. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem”
Jarosław Siergiej przyznał, że najważniejsza sprawa związana z przyszłym
rozwojem polskich portów nie została rozwiązana i polskie stanowisko nie
znalazło zrozumienia u przedstawicieli Nord Streamu. Jak nam wytłumaczył
Siergiej, dla nas najistotniejsze było pozostawienie minimum 17-17,5 m
głębokości na podejściu północnym, gdyż według polskich założeń właśnie to
podejście miało w przyszłości służyć jako główne wejście morskie do polskich
portów, którym będą mogły wpływać jednostki o dużo większym zanurzeniu, niż jest
to możliwe dzisiaj.
Na pytanie, czy pozostawienie tylko 16 m głębokości nad
rurą na podejściu północnym zablokuje możliwość rozwoju polskich portów,
dyrektor Nord Streamu Dirk von Ameln odpowiedział, że nie, bo i tak w dalszej
części tego szlaku (w kierunku Świnoujścia) woda jest dużo płytsza i większe
statki nie mogłyby tamtędy pływać. Na naszą sugestię, że przecież istnieje
możliwość pogłębienia w przyszłości tego szlaku, von Ameln z odpowiednim
naciskiem przypomniał nam, że część tego szlaku (mowa o szlaku północnym) leży
na wodach niemieckich i o jakichkolwiek pracach pogłębieniowych decyduje
niemiecki rząd, a on o tym nic nie słyszał i na to się – jego zdaniem – raczej
nie zanosi.
Prezes Jarosław Siergiej, odnosząc się do tej kwestii,
powiedział, że jest to tylko prywatne zdanie pana von Amelna, ponieważ
faktycznie do tej pory polska strona nikogo nie informowała o takiej możliwości,
gdyż nie było konkretnych planów. Jednocześnie Siergiej stwierdził, że wbrew
temu, co twierdzi dyrektor Nord Streamu, pogłębienie tego podejścia to nie jest
jakieś wyjątkowo wielkie i trudne przedsięwzięcie, zwłaszcza gdy się je porówna
z kładzeniem na dnie morza dwóch rur.
Jak nas poinformował Siergiej,
przedstawiciele Nord Streamu podczas spotkania wysłuchali ponownie polskich
uwag, obiecali jeszcze raz wszystko sprawdzić, ale – jak powiedział nam polski
prezes – przedstawiciele spółki nie zamierzają jednak ponownie występować o
jakiekolwiek zmiany do odpowiednich urzędów, czyli dla nich jest to sprawa
zamknięta.
– Odniosłem wrażenie, że obietnica dokładnego sprawdzenia problemu
i zrobienia pomiarów była tylko czymś w rodzaju gestu grzecznościowego, który i
tak nic nie zmieni – powiedział nam Jarosław Siergiej i dodał, że teraz zarząd
portów będzie kontynuował drogę prawną, czyli nie wyklucza dalszego składania
skarg do Federalnego Urzędu Hydrografii w Hamburgu, który zajmuje się właśnie
północnym szlakiem.
Gazociąg Północny mają tworzyć dwie nitki położone na
dnie Bałtyku o długości 1220 km i przepustowości po 27,5 mld m sześc. gazu
rocznie. Rury mają się zaczynać w okolicy rosyjskiego Wyborga, a kończyć w
pobliżu niemieckiego Greifswaldu. Akcjonariuszami budującego rurę konsorcjum
Nord Stream są: rosyjski Gazprom (51 proc.), niemieckie E.ON-Ruhrgas i
BASF-Wintershall (po 20 proc.) oraz holenderski Gasunie (9 proc.)

Waldemar Maszewski, Berlin

drukuj