Nie widzę tu znamion legalizmu

Z senatorem Piotrem Andrzejewskim rozmawia Zenon Baranowski

Trybunał rozpatruje wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności dekretów Rady
Państwa w związku z wprowadzeniem stanu wojennego w 1981 roku.

– Janusz Kochanowski jako RPO podtrzymał w sposób godny uznania w swojej skardze
na niekonstytucyjność dekretu o stanie wojennym swoje wcześniejsze opinie, które
prezentował w mojej sprawie dyscyplinarnej w okresie PRL, którą wytoczono mi za
naruszenie dekretu. Jednocześnie ograniczył się do kwestii, która jest
absolutnie pewna, że naruszona została formalna droga legalności tego prawa.
Dopóki te dekrety, wydane wbrew ówczesnej Konstytucji, nie zostały ogłoszone,
nie powinny być podstawą skazywania ludzi. A wówczas tak się działo.

Sprawa jest nieco skomplikowana prawnie, dekrety już nie obowiązują, a
wówczas obowiązywała inna Konstytucja.

– Jest to pewien problem dla Trybunału Konstytucyjnego, czy może on orzekać w
stosunku do niezgodności z ówczesną Konstytucją, ale jest taka furtka prawna.
Podobnie jak poprzednia i ta Konstytucja powtarza tę samą zasadę, która jest
jednym z pryncypiów całej doktryny i pozytywnej legislacji prawa europejskiego,
że prawo nie działa wstecz oraz że nie obowiązuje, jeżeli nie jest zrealizowana
właściwa procedura jego uchwalenia i ogłoszenia.

Jaki będzie praktyczny wymiar, jak myślę, pozytywnego orzeczenia TK, bowiem
te dekrety już dawno nie obowiązują.

– Wszyscy, którzy uczestniczyli w realizacji tych dekretów i podtrzymywali
opinię, że są one legalne, pozostają poplecznikami prawa sprzecznego z
Konstytucją. Powinno to pociągnąć za sobą odpowiednie skutki, mimo że obowiązuje
przedawnienie. Osoby, które dopuściły się poplecznictwa wobec działań, powinny
być ścigane w trybie dyscyplinarnym, jeśli chodzi o sędziów.

Mamy właśnie niesławne orzeczenie Sądu Najwyższego z 2008 r., jest jeszcze
proces autorów stanu wojennego. Jak w tym kontekście przekładałoby się pozytywne
orzeczenie TK?

– Przede wszystkim zmierzałoby do zweryfikowania tego stanowiska SN z grudnia
2008 r., który stwierdził, że sędziowie orzekający na podstawie obowiązującego
wówczas prawa nie naruszyli swoich obowiązków sędziowskich. Wydaje mi się
zadziwiająca ta solidarność obecnego SN z przestępcami w togach. Usuwamy im
motywację, że to prawo było wiążące.
W przypadku procesu autorów stanu wojennego to orzeczenie, jeżeli ono będzie
takie, jak domaga się we wniosku były RPO Janusz Kochanowski, usuwa przesłankę
formalnego legalizmu stanu wojennego. Po prostu zastosowano wówczas specjalną
formułę ominięcia ówczesnej Konstytucji i pominięcia obowiązującego trybu
stanowienia prawa po to, aby efekt zbrodni stanu wojennego odbył się przez
zaskoczenie. Dlatego stwierdzenie nielegalności dekretu o stanie wojennym będzie
rzutować na ten proces.
Rozszerzeniu ulegnie także podstawa domagania się indywidualnych odszkodowań za
stosowanie tego prawa, które było pozbawione znamion legalizmu.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj