Nie sądzę, by pilot świadomie „poszedł do ziemi”
Z płk. rez. Robertem Latkowskim, pilotem, dowódcą 36. Specjalnego Pułku
Lotnictwa Transportowego w latach 1986-1999, rozmawia Marcin Austyn
Wygłaszanie opinii o odpowiedzialności pilotów za katastrofę polskiego
tupolewa w chwili, kiedy nie znamy szczegółów sprawy, jest właściwe?
– Nie. Takie opinie są krzywdzące. Kiedy wszystkie fakty będą znane i komisja
badająca ten wypadek tak właśnie orzeknie, to dopiero wówczas można podobne
oskarżenia formułować. Na obecnym etapie, kiedy mamy tylko szczątkowe
informacje, jest za wcześnie na wygłaszanie tego typu sądów.
Systematycznie pojawiają się sugestie, jakoby piloci czuli presję i lądowali
"na siłę". Jak Pan je ocenia? Doświadczony pilot specpułku pozwoliłby sobie na
latanie pod presją?
– Nie podchodzę poważnie do tego typu informacji. Mam wrażenie, że komuś bardzo
zależy, by tworzyć tego typu "przecieki". Nie jestem też w stanie racjonalnie
wytłumaczyć sobie tego, że pilot świadomie "poszedł do ziemi" i zabił ludzi.
Piloci są przygotowani na tego typu sytuacje?
– Pilot wie, jakie ma warunki, jakie warunki ma samolot, lotnisko – i nie może
tego złamać. Sam miałem sytuacje, w których na mnie naciskano, ale nigdy się nie
ugiąłem. Nie znałem też takiego przypadku. Owszem, piloci sygnalizowali, że były
próby np. wymuszenia lotu mimo złej pogody, ale radziliśmy sobie z tego typu
sytuacjami.
Pana zdaniem, upublicznione stenogramy rozmów załogi Tu-154M wniosły coś do
sprawy?
– Stenogram bez zapisu z rejestratora pokładowego, który zapisuje parametry
lotu, to tylko fragment wyrwany z całości. Te elementy muszą być ze sobą
połączone. Dopiero wówczas można orzec, czego dotyczyła dana komenda i jakie
wtedy były parametry lotu. Obecnie mamy całą masę niejasności. Próbuje się
wyliczać prędkości zniżania, ale to są działania wykonywane na podstawie komend
i czasu, a nie dokładnych danych z rejestratora. Dlatego jestem tu bardzo
ostrożny i czekam na wyniki prac komisji. Wtedy będziemy mieli pełny obraz
sytuacji i będzie można się do niego odnosić.
Międzypaństwowy Komitet Lotniczy w ostatnim komunikacie oznajmił, że wylot do
Smoleńska był źle przygotowany, nie dysponowano prognozami…
– Nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiej sytuacji. Idąc do samolotu, pilot
musi mieć rozkaz lotu, prognozę i założony plan lotu. Bez tego pilot nie wsiada
do samolotu. Sam byłem pilotem i nigdy nie zdarzyło mi się usiąść za sterami bez
komunikatu meteorologicznego. To nieistotne, czy ma być to lot szkolny czy
treningowy, ze zwykłym pasażerem czy z VIP-em.
Jak Pan ocenia wstrzemięźliwość resortu obrony oraz Dowództwa Sił
Powietrznych wobec głosów oskarżających pilotów?
– Mogę zrozumieć to, że dowództwo sił powietrznych nie odnosi się do każdej
padającej z boku teorii i nie próbuje się tłumaczyć. W lotnictwie obowiązuje
zasada, że trzeba czekać na wyniki prac komisji. To czasami trwa długo, ale bez
tego możemy tylko dywagować, a przy tym wyrządzić komuś krzywdę. Nie wykluczam,
że piloci mogli popełnić błąd, ale do tego trzeba dojść i to udowodnić. A
jeśliby się okazało, że tak rzeczywiście było, trzeba udowodnić naciski. Dziś
nic nie wiemy. Opinia publiczna chciała coś usłyszeć, więc podano strzępy
informacji i każdy manipuluje nimi tak, jak mu wygodnie.
Dziękuję za rozmowę.
