Nie można uciekać od polityki

Z prof. Mieczysławem Rybą, kierownikiem Katedry Systemów Politycznych XIX
i XX wieku KUL, członkiem Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej oraz wykładowcą
Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Katarzyna
Cegielska

Panie Profesorze, jednym z kierunków w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i
Medialnej jest politologia. Dlaczego warto studiować ten kierunek?

– Waga tego kierunku jest ogromna, szczególnie w dzisiejszej sytuacji. Politolog
to ten, który zna się na prowadzeniu polityki, umie ocenić rzeczywistość.

Najmodniejszą specjalnością na tym kierunku jest ostatnio marketing
polityczny. Ale jest on na uczelniach rozumiany często bardzo skrajnie…

– Na różnych uniwersytetach na zajęciach mówi się o polityku jako produkcie
marketingu politycznego. Oczywiście pojawia się pytanie – skoro polityk jest
pewnym produktem marketingu, to kto jest "producentem" polityka? Widzimy zatem,
że w samej nazwie jest potężna manipulacja, tzn. sam polityk jest tylko i
wyłącznie wytworem kogoś, kto stoi jakby z drugiej strony, z tyłu, i manipuluje
sceną polityczną. A skoro polityk jest produktem, to w taki sam sposób traktuje
swoich wyborców. Funkcjonujemy zatem w pewnej przestrzeni wirtualnej, w
przestrzeni dużej manipulacji. To widać w nazewnictwie niektórych przedmiotów.

Jakie znaczenie ma marketing polityczny w WSKSiM?
– Wydaje mi się, że w sytuacji kiedy polityka tylko z pozoru przypomina politykę
obywatelską z poszanowaniem dla Narodu, taki kierunek właśnie w Wyższej Szkole
Kultury Społecznej i Medialnej ma ogromne znaczenie. Należy kształcić ludzi
znających się na rzeczy, ale nie graczy, nie produkty marketingu politycznego.
Trzeba formować polityków, którzy stawiają sobie za cel dobro wspólne. Takich
politologów i recenzentów sceny politycznej, którzy to czynią na płaszczyźnie
prawdziwościowej. Wydaje mi się, że kierunek z taką specjalnością jest ze wszech
miar potrzebny w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej. Ludzie, którzy
przyjdą do tej właśnie uczelni studiować politologię, mogą się spotkać z innym,
rzetelnym, bo klasycznie rozumianym sposobem spojrzenia na politykę.

Panie Profesorze, czym zatem powinien się charakteryzować polityk, żeby nie
stać się produktem marketingowym?

– Polityk powinien stawiać sobie jasne cele. Winien myśleć o dobru wspólnym. W
relacji do społeczeństwa zawsze powinien opierać się na prawdzie, tzn. starać
się komunikować ze społeczeństwem, zdobywać jego poparcie, przekonywać do
pewnych rzeczy. Czynić to nie na zasadzie manipulacji, gier, chwytów
marketingowych – w takim przypadku polityka zaczyna przypominać zupełny
kołowrót, tzn. każdy każdego oszukuje, uprawiając własną grę, a społeczeństwo
może tylko bezwolnie przyglądać się tym chwytom, sztuczkom i oszustwom. Nie tak
ma postępować polityk. Nie o taki marketing chodzi, ale o taki, gdzie mamy do
czynienia z realną promocją prawdy, pewnej wizji rzeczywistości, bo taka
prawdziwościowa relacja i rzeczowe dobre cele w polityce w dłuższej perspektywie
wszystkim się opłacają. Po pierwsze, samym politykom, bo oni sami się nie
demoralizują, nie wprowadza to destrukcji w ich osobowość. A po drugie,
prawdziwościowa relacja w dłuższej perspektywie czasu powoduje, że polityk czy
polityka nie odbiegają od życia Narodu, są z nim zbieżne. Widać to na
przykładzie konkretnych decyzji. To wszystko powoduje, że Naród i politycy
wychowują się ku dobru.

Posługujemy się często pojęciem "społeczeństwo obywatelskie", a tymczasem
społeczeństwo daje się manipulować zdeprawowanym politykom i nie potrafi
dostrzec tego, że jest oszukiwane. Co zrobić, żeby wychowywać Naród,
społeczeństwo?

– Zwykły obywatel nie ma czasu, ma tysiące obowiązków, zajęć, nie jest w stanie
realnie wiedzieć do końca, co się dzieje, jakie decyzje są podejmowane. Za to są
pewne autorytety, ludzie, którzy pośredniczą między światem polityki a światem
zwykłego obywatela. Tymi pośrednikami są dziennikarze oraz znawcy tej materii,
czyli politolodzy, którzy powinni mówić prawdę w tym zakresie. To jest niezwykle
istotne – potrzebna jest recenzja bardzo prawdziwościowa, bardzo ostra, nawet
czasem brutalna, jeśli to jest konieczne, tego, co dzieje się w polityce, i
zachowań polityków. Jeśli ta recenzja jest prawdziwościowa, a znawcy polityki
nie będą się bali mówić prawdy, nie będą się sami dawać manipulować, to wtedy
wybory, które ludzie podejmują w głosowaniach czy w jakichkolwiek innych aktach,
które w tzw. demokracji są przypisane przeciętnemu obywatelowi – będą miały
znaczenie wychowawcze i decyzyjne co do przyszłości nas wszystkich. W przeciwnym
razie będziemy stale żyć w czymś w rodzaju politycznego "matriksu", w
wykreowanym świecie wirtualnym, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistym. Nikt
nie stara się otwierać ludziom oczu, pokazując, że podejmują decyzje na
podstawie jakichś wirtualnych projektów kreowanych w firmach PR-owskich. W
czasie wielkiej tragedii smoleńskiej ludzie nagle zobaczyli, że świat jest
zupełnie inny od tego pokazywanego w mediach. Było to realne i bardzo głębokie
doświadczenie. Po prostu nie można uciekać od realizmu, a realizm łączy się z
przekazem prawdy. I tego też trzeba uczyć młodych ludzi, którzy chcą się znać na
polityce trochę bardziej niż przeciętny obywatel.

Należy także pamiętać o tym, że politologia przydaje się nie tylko na tych
najwyższych szczeblach politycznych, ale również jest potrzebna np. w
strukturach samorządowych…

– Oczywiście, że tak. To tutaj należy się uczyć wyższej polityki. Samorządy to
najbardziej służebne szczeble – tam jest bardzo bezpośredni kontakt z
obywatelem. Bardzo pożądane jest też, by politolog umiał się odnaleźć w mediach,
gdzie się o tym wszystkim pisze, gdzie się to wszystko ocenia. Tu chodzi o
politykę w każdym rozumieniu. Jeśli więc żyjemy społecznie, chcąc nie chcąc,
politykujemy – w pracy, w samorządzie, w różnych organizacjach, to wszystko
trzeba umiejętnie rozumieć i stawiać sobie dobre cele. Tylko takie dążenia
budują tego, który działa, budują społeczeństwo oraz Naród.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj