Nie można rezygnować z udziału w wyborach samorządowych

Już wkrótce dzień wyborów samorządowych. Wzdłuż ulic i dróg coraz więcej większych i mniejszych plakatów z uśmiechniętymi twarzami kandydatów na prezydentów miast, burmistrzów, wójtów i na radnych, którzy dysponują większymi funduszami przeznaczonymi na reklamę. Plakaty zawierają lakoniczne informacje o imieniu, nazwisku, numerze listy i pozycji kandydata na tej liście. W miejscach bardziej uczęszczanych przedstawiciele komitetów wyborczych wciskają przechodniom ulotki. Na nich znajduje się obowiązkowo kolorowe zdjęcie kandydata, informacja o liście wyborczej i… wyliczanka zobowiązań według zasady: „wyborco, załatwię ci wszystko, bylebyś wcześniej postawił przy moim nazwisku jakże cenny znaczek X, którym dysponujesz w dniu wyborów”.

Wydaje się, że obydwie strony, tzn. kandydat i wyborca, zdają sobie sprawę z nierównych praw umowy, która na podstawie takiej ulotki ma być zawarta w dniu wyborów. Prawo kandydata jest wyraźnie silniejsze. Jeśli na podstawie oddanego przez wyborcę głosu zostanie wybrany zły kandydat, to do następnych wyborów będzie lekceważył zapisane na ulotce zobowiązania. Przed następnymi wyborami zaś powtórzy obecne zobowiązania, twierdząc perfidnie, iż miał za mało czasu na ich realizację. Potrzebuje więc jeszcze następnych czterech lat. I może mu się ta „sztuczka” znowu udać, gdyż czas między wyborami jest stosunkowo długi, a pamięć wyborców – zbyt krótka i zagłuszana szumem medialnym.

Dlaczego trzeba głosować
Ulotki, plakaty, duże plansze reklamowe wypełnione uśmiechami, numerami i zobowiązaniami bez pokrycia powodują, że wyborcy coraz bardziej obojętnieją na tego rodzaju działania i wręcz rezygnują z udziału w wyborach. Tworzy się wyraźnie występująca milcząca większość obywateli. Jak ją odzyskać dla wyborów i dla Polski? Jak zachęcić do udziału w wyborach?
W systemach demokratycznych ogół obywateli wyraża swój pogląd podczas wyborów i w czasie referendum. Tylko wtedy wszyscy obywatele pytani są o to, w jakiej Polsce chcą żyć. Po wyborach zaś w imieniu ich wszystkich – tych głosujących i tych niebiorących udziału w głosowaniu – decyzje podejmują wybrani. I gdyby nawet w wyborach uczestniczyło niewielu wyborców (znikomy procent uprawnionych do głosowania), to wybrani otrzymaliby pełnię władzy, a jej uprawnienia rozciągać się będą na wszystkich obywateli. Tak więc moja nieobecność podczas głosowania nie zwolni mnie z odpowiedzialności za przekazanie mandatu do sprawowania urzędu osobom nieodpowiedzialnym, skorumpowanym, zaangażowanym w umacnianie prywaty kosztem dobra wspólnego.
Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której duża absencja w wyborach ludzi prawych umożliwia niewielkiej, ale dobrze zorganizowanej grupie przejąć całą władzę i skutecznie realizować ją dla dobra własnego z pominięciem dobra wspólnego, a nawet wbrew niemu. Taką władzę będzie bardzo trudno (a dotychczasowe doświadczenia wskazują, że wręcz będzie to niemożliwe) zmienić w czasie trwania kadencji.
Trzeba tu również przywołać jeszcze jeden argument za naszym udziałem w wyborach. Wybierane obecnie organy samorządowe podejmują wiążące decyzje w wielu sprawach dotyczących obywateli i decydują o wydatkowaniu bardzo dużych środków.

Jak głosować
Procedura głosowania nie jest skomplikowana. Wśród rezygnujących z udziału w wyborach są jednak tacy, którzy nie wiedzą, czy jej podołają. Tę opinię propagują media, którym zależy na małej frekwencji i które starają się zniechęcać wyborców, odstraszając ich przed pójściem do lokalu wyborczego. Jest to opinia błędna. Chociaż wyborca otrzymuje kilka kart do głosowania, to na każdej z nich może umieścić tylko jeden znak X przy nazwisku tylko jednego kandydata.
Jeśli więc np. będę głosował w Krakowie, to otrzymam trzy karty do głosowania. Na jednej z nich umieszczeni będą kandydaci na prezydenta miasta (podaje się ich w kolejności alfabetycznej), na drugiej – kandydaci na radnych miasta Krakowa z mojego okręgu wyborczego (zestawione są listy przedstawione przez poszczególne komitety wyborcze i to w kolejności – na każdej liście – według wskazania danego komitetu) i na trzeciej – kandydaci do sejmiku (umieszczani, podobnie jak kandydaci na radnych, na listach poszczególnych komitetów wyborczych). Zadaniem wyborcy będzie umieszczenie na każdej z kart wyborczych tylko jednego znaczka X. Łącznie będę miał do dyspozycji trzy znaczki X.
Dodatkowo – ale już w innym, umieszczonym obok, lokalu wyborczym – będę wybierał jednego radnego do rady dzielnicy z mojego okręgu wyborczego.
Czyż można więc rezygnować z udziału w wyborach ze względu na obawę przed procedurą wyborczą, przed postawieniem kilku znaczków X przy nazwiskach wybranych przeze mnie kandydatów?
Warto tu dodać, że w odnajdywaniu na kartach do głosowania listy komitetu wyborczego z wybranym przeze mnie kandydatem pomocne są numery list nadane komitetom wyborczym. Część komitetów wyborczych ma numery list jednakowe w całej Polsce, inne – występujące lokalnie – otrzymują kolejne dalsze numery. W ten sposób np. wybierając kandydata w wyborach do Rady Miasta Krakowa oraz do sejmiku i decydując się na poparcie tego samego komitetu wyborczego, będę mojego kandydata wskazywał znaczkiem X na listach o tym samym numerze w obydwu kartach do głosowania.

Kogo wesprzeć swoim głosem
Są tacy, którzy twierdzą, że nie wiedzą, na kogo głosować i dlatego rezygnują z udziału w wyborach. „Tak wielu jest kandydatów i tak wiele list zgłoszonych przez komitety wyborcze, że trudno ich wszystkich ocenić i wybrać najlepszego. Komu z tak licznej grupy oddać mój głos?” – mówią, jakby się usprawiedliwiając.
Trzeba pamiętać o tym, że nikt nie oczekuje od wyborcy, aby przeprowadził wartościowanie wszystkich zgłoszonych kandydatów. Nikt nie oczekuje, aby ustawiał ich na liście rankingowej i na tej podstawie wybierał jednego, przy nazwisku którego umieści znak X.
Jak więc postępować? W takich sytuacjach zachęcam do zastosowania procedury, którą sprawdzałem
– z powodzeniem – podczas kolejnych wyborów samorządowych. Najpierw zaczynam od analizy komitetów wyborczych. Są wśród zgłaszających kandydatów komitety wyborcze, których nazwy są znane w Polsce albo znane lokalnie (przy wyborach do rad gmin). Występują też nazwy nowe, z którymi nigdy jeszcze się nie spotkałem. Ileż to tworzy się w związku z wyborami nowych komitetów wyborczych o nazwach może pięknych i zachęcających, ale nieidentyfikowanych z dotychczasowymi działaniami. Najczęściej ich założyciele podają, iż tworzą nowy komitet wyborczy, chcąc podkreślić swą niezależność. W ten sposób jednak uciekają w anonimowość, nie chcą pokazać się od strony dotychczasowych osiągnięć lub porażek, a tym samym nie chcą swej przeszłości poddać ocenie wyborców. Takie nieidentyfikowalne komitety wyborcze odrzucam. Na te komitety i na osoby przez nie zgłoszone nie oddam swojego głosu.
Po tej pierwszej selekcji prawie natychmiast lista komitetów wyborczych ulega zdecydowanej redukcji. Pozostały na niej komitety wyborcze, które mogę jednoznacznie ocenić, znam bowiem ich dokonania z przeszłości. Przykładam więc do ich działalności dotychczasowej kryteria podstawowe, takie jak: stosunek do obrony życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, odniesienie do małżeństwa budowanego na związku kobiety i mężczyzny, umacnianie rodziny, budowanie solidarnego państwa itp. Po przyłożeniu tych kryteriów pozostaje mi już tylko jeden albo dwa komitety wyborcze.
Dopiero na tym etapie zajmuję się kandydatami, którzy zostali umieszczeni na liście wybranego przeze mnie komitetu wyborczego.
Listę kandydatów mogę uzyskać w biurze wyborczym wybranego przeze mnie komitetu. Mogę też odnaleźć ją na stronie internetowej. Przeglądałem wiele stron internetowych uruchomionych przez różne komitety wyborcze. Za najlepszą uważam przygotowaną przez komitet wyborczy Prawa i Sprawiedliwości. Tam w prosty sposób, za pomocą kilku kliknięć, odnalazłem wszystkie listy zgłoszone przez ten komitet wyborczy w miejscu, gdzie będę głosował.

Odpowiedzialny wybór
W ostatnim etapie opisywanej przeze mnie procedury wybieram jednego kandydata z wybranego przeze mnie komitetu wyborczego. Wiem, że komitet wyborczy zgłosił listę, przedstawiając na niej swoje preferencje odnośnie do kandydatów. W takiej właśnie kolejności zostali oni na niej umieszczeni. Mogę z tej propozycji skorzystać.
Wiem również, że komitet wyborczy otworzył swe listy również dla innych osób, które działają w lokalnych organizacjach. Jeśli te organizacje tworzyłyby własne komitety wyborcze, nastąpiłoby rozdrobnienie wskazań wyborców, co prowadzi do znacznych strat w składzie reprezentacji tej grupy wyborców we władzach. Popierając otwarcie list wyborczych komitetu prezentującego całą listę pod swoją nazwą, staram się odnaleźć na niej tych, których znam z aktywności lokalnej, prawości, żarliwości w działaniu dla dobra wspólnego i wiem o ich odpowiednich kompetencjach do piastowania stanowisk, na które kandydują. Przy tak wybranym kandydacie postawię mój znak X na otrzymanej karcie wyborczej.

Krótsza droga
Opisałem powyżej procedurę, którą sam stosuję. Wymaga ona jednak pewnej aktywności wybierającego. Nie wolno poddać się naciskom medialnym. Bywa jednak, że nie każdy pamięta o wydarzeniach z przeszłości. Nie każdy umie odpowiedzialnie skorzystać ze zbioru informacji przekazywanych w okresie przedwyborczym.
W takich sytuacjach radzę skorzystać z opinii innych. Trzeba jednak wiedzieć więcej o osobie, z której porady będę korzystał. Należy więc rozejrzeć się dookoła. Na pewno każdy z nas ma w swym środowisku osobę, która przykłada do rzeczywistości nas otaczającej te same kryteria, które i my przykładamy, buduje swoje życie na tych samych wartościach, które i my uznajemy. Po prostu ta osoba jest dla nas autorytetem. Warto poznać jej opinię na temat kandydatów uczestniczących w wyborach. Warto poznać też argumentację przedstawioną przez tę osobę i skorzystać z niej podczas głosowania.
Po podjęciu decyzji odnośnie do wybranych przez nas kandydatów udajemy się do lokalu obwodowej komisji wyborczej w miejscu naszego stałego miejsca zamieszkania. Tam bowiem jesteśmy wpisani na stałą listę wyborców i tam 12 listopada będziemy uczestniczyć w głosowaniu. Życzę dobrych decyzji.
Wszystko, co powyżej napisałem, dowodzi niezbicie, że nikt z nas nie powinien rezygnować z udziału w wyborach. Nie ma usprawiedliwienia dla rezygnacji. Jest ona zwyczajną dezercją.

prof. Janusz Kawecki
drukuj