Nie jestem entuzjastką kotylionów

Z dr Ewą Rzeczkowską, historykiem w Katedrze Historii Najnowszej
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Paulina Jarosińska

Jak scharakteryzowałaby Pani sposób prowadzenia polityki historycznej i
podejście do wartości patriotycznych przez obecny rząd i prezydenta?

– Celebrowanie świąt narodowych jest niezwykle ważnym wydarzeniem dla każdego
narodu – to jeden z elementów konstytuujących więzi społeczne, tożsamość i dumę
narodową. Rolą każdej władzy – przede wszystkim prezydenta – jest, aby umożliwić
rodakom uczestniczenie w nich w jak najpełniejszy sposób. Zadaniem osób
odpowiedzialnych za tzw. politykę historyczną jest przede wszystkim troska o
edukację, tj. wyjaśnianie znaczenia świąt narodowych, genezy i treści symboli
narodowych, przywoływanie podstawowych faktów historycznych, a z drugiej strony
aktywne zachęcanie ludzi do udziału w uroczystościach patriotycznych. Domyślam
się, że w tym celu prezydent wprowadził kotyliony i na swojej stronie
internetowej opublikował tekst odwołujący się do radosnego przeżywania świąt
narodowych. Jeśli chodzi o kotyliony, nie jestem ich entuzjastką. Owszem, w
tradycji polskiej istniały kotyliony, a właściwie należałoby powiedzieć – rozety
narodowe, noszone przez m.in. powstańców wielkopolskich. Jednak w przypadku
kotylionów prezydenckich jest pewien problem. Powinny być odwrotnie
skonstruowane – na czerwonym tle – biały element. Wówczas byłoby to nawiązaniem
do polskiej flagi, która powstała na bazie herbu piastowskiego – na czerwonej
tarczy biały orzeł. Taka więc symbolika powinna być zachowana. Zalecałabym
przypięcie biało-czerwonej wstążeczki i przede wszystkim wywieszenie flagi
narodowej.

Jak ocenia Pani jako historyk kierunek obrany w polityce historycznej przez
Bronisława Komorowskiego?

– Jeśli za punkt odniesienia wziąć tekst prezydenta Komorowskiego opublikowany
na jego oficjalnej stronie internetowej, to oczywiście ma on rację, pisząc, że
Polacy powinni by dumni ze swojej historii i symboli narodowych i w radosny
sposób przeżywać ważne dla naszej tożsamości rocznice. Myślę, że Polacy potrafią
cieszyć się i w mądry sposób chlubić swoją historią. Odnoszę jednakże wrażenie,
że narracja prezydenta może prowadzić do niepotrzebnych uproszczeń i
powierzchownego stosunku do historii oraz polskich rocznic narodowych.
Oczekiwałabym od prezydenta słów zachęty do większego zaangażowania Polaków w
edukację historyczną. Duma narodowa nie wywodzi się tylko z przypinania
kotylionów. Wywodzi się ona z wiedzy historycznej, a niepoparta wiedzą
historyczną, trąci megalomanią. Zatem należałoby wspierać, również finansowo i
organizacyjnie, inicjatywy, a także instytuty i organizacje zajmujące się
edukacją historyczną. Jako historyk z wykształcenia Bronisław Komorowski
powinien zdawać sobie sprawę z tego, jak ważne jest, aby w programach szkolnych
znalazła się dostateczna liczba godzin na nauczanie historii. Wskutek
przyszłorocznej reformy edukacji dla znacznej grupy młodych Polaków nauczanie
historii zakończy się w wieku 16 lat, a obraz dziejów wyniesiony ze szkoły
będzie się musiał zatrzymać na infantylnym poziomie. To może prowadzić do tego,
że całe nasze bogactwo historyczne będzie spłycane i komercjalizowane.

Istnieje jakaś najodpowiedniejsza forma świętowania ważnych rocznic?
– Na pewno należy nadawać świętom narodowym charakter uroczysty i podniosły. To
jest konieczne, aby ich treść była należycie wyeksponowana i zrozumiana. Może
się na to składać wiele różnych form – czy składanie kwiatów pod pomnikiem,
uroczyste odśpiewanie hymnu narodowego, wciąganie flagi na maszt, oficjalne
wystąpienia, przemarsze wojskowe. Okazuje się, że Polacy bardzo chętnie
uczestniczą w takich uroczystościach. Proszę sobie przypomnieć, jak tłumnie
przybyli na defiladę wojskową zorganizowaną z okazji Święta Wojska Polskiego
przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Przekrój społeczny był zróżnicowany zarówno
pod względem wiekowym, jak i zawodowym. To było bardzo ważne wydarzenie.
Niezwykle cennymi inicjatywami są również przeróżne "akcje" organizowane przez
młodzież. Mam tu na myśli głównie pikniki historyczne, rekonstrukcje bitew. Nie
przekreśla to jednak możliwości odwoływania się do symboli narodowych, również
na co dzień. Nie umniejsza to ich wartości, pod warunkiem, że czyni się to
godnie i z szacunkiem.

W przestrzeni publicznej często artykułowany jest zarzut, że Polacy nie
potrafią się cieszyć ze swojej historii. Istnieje dość szeroko rozpowszechniona
opinia, że jesteśmy narodem ponuraków, którzy umieją uprawiać tylko
martyrologiczno-żałobny mesjanizm.

– Jeśli spojrzeć na dzieje naszego Narodu, trudno nie dostrzec, że przeważają w
nim, zwłaszcza w historii najnowszej, momenty niezwykle bolesne i smutne.
Rocznice związane z tragediami narodowymi tym bardziej powinny być godnie
przeżywane, aby upamiętnić ofiary i cenę, jaką zapłacili za wolność. Cieszy
mnie, że tak dużo pisze się i mówi o bohaterach zapomnianych, zwalczanych przez
reżim komunistyczny. Po tylu latach doczekaliśmy się wreszcie Dnia Żołnierzy
Wyklętych. Trudno oczekiwać, aby rocznice upamiętniające ofiary mordów czy
terroru przeżywać w radosny sposób, tu trzeba zachować powagę i należny
szacunek. Z drugiej strony nie przypominam sobie, aby Polacy obchodzili posępnie
święta 3 Maja czy 11 Listopada. Coraz częściej w tych dniach organizowane są
biegi, rajdy, koncerty, wystawy i inscenizacje. Jestem przekonana, że spora
część społeczeństwa ma świadomość, że są to radosne święta.

Na ile zatem ważne są symbole narodowe? Czy można się bez nich obejść?
– W mojej ocenie, są one niesłychanie ważne. Mam tu na myśli nie tylko symbole
takie jak godło, flaga i hymn, ale również pewne idee, postaci, daty, miejsca.
Wrócę do tego, co powiedziałam na początku – fundamentalna jest wiedza. Bez
podstawowej orientacji historycznej symbole nie mają znaczenia. Sama forma nie
wystarczy, choćby była najładniejsza. Oczekiwałabym, aby prezydent zachęcał,
zwłaszcza młodych ludzi, do tego, by poznawali historię własnego Narodu, by
czytali książki historyczne. W kontekście zjawisk, które zachodzą w obrębie
naszego kontynentu, to znaczy działań zmierzających do utworzenia w miejsce
wielu narodów – jednego "narodu europejskiego", tym bardziej potrzebne jest
krzewienie wartości patriotycznych, narodowych. Chodzi o to, aby pomimo tego
procesu europejskiego ujednolicania trwać przy swych symbolach, wartościach i
odróżniać się. Dzięki trosce o własną przeszłość zachowujemy ciągłość, nie
jesteśmy pozbawieni kontekstu, nie żyjemy w próżni. Jesteśmy kontynuatorami tej
samej Polski, o którą walczyli nasi przodkowie. Symbole pomagają w
przechowywaniu tego depozytu.

Jaką rolę w spłyceniu, czy wręcz zohydzeniu symboli narodowych i świąt
odegrała propaganda komunistyczna?

– W okresie komunizmu także używano symboli narodowych, śpiewano hymn,
wywieszano flagę, ale było to płytkie, bez znaczenia i bez treści. Celem
komunistów było, aby Polaków wynarodowić, aby pozbawić ich dumy narodowej.
Zabroniono obchodzenia świąt patriotycznych – za udział w nich, konspiracyjny
oczywiście, karano więzieniem. Mówiąc krótko, okres komunizmu i propagandy
komunistycznej dokonał ogromnego spustoszenia, jeśli chodzi o pamięć i
świadomość narodową. Oczywiście, dzięki opozycji i jej sprzeciwowi wobec reżimu
najważniejsze święta przetrwały, ale proszę zauważyć, że Polacy musieli się
niejako uczyć ich na nowo. Jest grupa ludzi łatwo ulegających liberalnej
propagandzie, której nie zależy na jakiejkolwiek dumie narodowej. Ludzie ci dużo
chętniej przyłączają się do głosu, że lepiej żyć tym, co jest teraz, a nie
rozpamiętywać przeszłość. Wbrew pozorom jest to jednak niewielki krąg osób.

Z czego jako Polacy możemy być, według Pani, najbardziej dumni?
– Wystarczy spojrzeć na najnowszą historię. W mojej ocenie, bardzo ważny jest
okres kilku lat po wojnie. Pomimo ogromnego zagrożenia, terroru, silnego aparatu
represji, skumulowanej propagandy, w Polakach nie zgasła chęć walki o wolność.
Powinniśmy być dumni właśnie z "żołnierzy wyklętych", najbardziej zapomnianych
bohaterów najnowszych dziejów Polski. Uważam, i nie jestem w tym odosobniona, że
mamy piękną historię i mamy o czym opowiadać światu.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj