Nie dajmy się okłamywać!
Opublikowany niedawno rocznik watykański „Annuario Pontificio” przyniósł informację, iż pod koniec 2005 roku liczba katolików na świecie przekroczyła 1 mld 115 milionów. Skądinąd wiadomo, iż liczba wszystkich chrześcijan przewyższa już 2 miliardy. Publikacja przynosi obraz Kościoła, który pomimo przeszkód rozwija się realizując nakaz Chrystusa „Idąc na cały świat nauczajcie wszystkie narody…” Z maleńkiej grupki 12 apostołów jak z ziarna gorczycy powstała ogromna wspólnota liczna jak „gwiazdy na niebie” lub „ziarna piasku”. Jednak nigdy chrześcijanie nie mieli tylu przeciwności, przeszkód i prześladowań, co obecnie. Są zabijani, więzieni, marginalizowani, ośmieszani i znieważani.
Obok męczeństwa wielu uczniów Chrystusa dokonywanego przez totalitarne systemy i ideologie, Kościół w wielu krajach doznaje prześladowań bardziej wyrafinowanych, subtelnych, ze strony jawnych i ukrytych wrogów. Powstały wyrafinowane systemy kłamstwa używane przez wrogów Kościoła, uzbrojonych w medialne środki, by zniewalać i okłamywać miliony ludzi. „Ukryci zwodziciele” – specjaliści od socjotechniki, oddziałują na społeczeństwa, traktując je jak bezrozumne stada, usypiając krytycyzm i racjonalne myślenie. Ponadto, zwłaszcza w krajach zachodnich, walka z religią i Kościołem toczy się pod hasłami tolerancji, humanizmu i rzekomej troski o dobro człowieka. Także formy i scenariusze antykościelnej agresji realizowane ostatnio w naszym kraju zdają się zaskakiwać katolików. Wybiórcza i nieobiektywna „lustracja” duchownych, uderzenia w poszczególnych duchownych czy całe wspólnoty, groźby i szantaże zdają się zmierzać ku niszczeniu duchowych autorytetów i sparaliżowania hierarchii kościelnej przez anonimowych i jawnych przeciwników. Wiodące role w dziele niszczenia Kościoła spełniają odpowiednio wyselekcjonowani ludzie mediów, dla zyskania wiarygodności przybierający maskę „katolików”. Choć osoby te bez przerwy powtarzają, że działają dla dobra Kościoła, jednak zdradza ich język i metoda nienawiści. Trudno uwierzyć, by realizujący podstępne i zdradliwe scenariusze dziennikarze nie zdawali sobie sprawy, iż nagłaśniane przez nich na łamach prasy, w celu dezintegracji wspólnoty Kościoła, prawdziwe czy rzekome skandale są jedynie rozdmuchiwaniem na siłę (o ile to prawda! – bo często chodzi jedynie o plotki, pogłoski, które trudno zweryfikować) spraw godnych ubolewania i napiętnowania, a może leczenia, w rzeczywistości zaś służą do ataków na całą społeczność duchownych czy wiernych. Niegodne zachowanie jednego, być może nasłanego człowieka nie może rzucać plamy na całą niewinną społeczność!
Dzisiaj w społeczeństwach naznaczonych liberalizmem etycznym zarzut molestowania seksualnego ciągle należy do ulubionych narzędzi antychrześcijańskich prowokatorów i okazuje się niezwykle skuteczny. Wielu publicystów wskazuje, że przy pomocy tego zarzutu usiłowano zniszczyć wspaniale rozwijające się w USA i Kanadzie katolickie szkolnictwo. W rezultacie wprowadzono atmosferę chorych podejrzeń, złamano życie niejednemu człowiekowi, okaleczono psychicznie młodzież, inspirując podejrzenia. To wszystko działo się i nadal dzieje w sytuacji kulturowej schizofrenii, w kontekście propagowania homoseksualizmu i hedonizmu oraz w klimacie walki o przywileje dla różnego rodzaju dewiantów. Nie mówi się o szkodliwości tego rodzaju prowokacji dla instytucji rodziny. Kręgi liberalno-nihilistyczne często wykorzystywały i nadal wykorzystują zarzut molestowania w celu skompromitowania instytucji rodziny, zwłaszcza rodziny chrześcijańskiej, jako środowiska szkodliwego dla wychowanka wynosząc na piedestał instytucje państwowe i ich urzędników. Na ten temat pisał kiedyś ks. prof. Czesław Bartnik: „Ataki są rozszerzane także na tradycyjne życie małżeńskie i rodzinne. Głosi się – za Freudem – że głównym źródłem wykroczeń i zboczeń seksualnych jest religia chrześcijańska. Wyśmiewa się tradycyjną naukę moralną, obowiązującą przede wszystkim katolików, a więc: dziewictwo, celibat, czystość seksualną, a także sakrament małżeństwa, jego nierozerwalność wierność, jedność, późne rozpoczęcie życia seksualnego, niestosowanie antykoncepcji (producenci tych środków zarabiają miliardy dolarów), wstrzemięźliwość”. W tak kształtowanej atmosferze i narzucanych standardach odbywa się systematyczny demontaż „rodzinnego gniazda”, seks staje się instrumentalny. Zarzuty dotyczące spraw seksu mogą być potężnym narzędziem niszczenia i upodlenia ludzi. Te procesy kulturowe sztucznie wspomagane przez nawiedzonych „inżynierów społecznych” przynoszą jednak fatalne skutki. Ksiądz profesor Czesław Bartnik ukazuje to jeszcze bardziej konkretnie: istnieje moda polowania na ludzi znaczących w życiu publicznym: polityków, wysokich urzędników, aktorów, uczonych. Czyni się to, jego zdaniem, na wielką skalę w USA, Anglii, Francji, Belgii, Italii. Na oskarżenia narażeni są także znaczący w dawnej społeczności duchowni: duszpasterze, wybitni wychowawcy, biskupi katoliccy. Jak pisał ksiądz profesor: „…nie brak oskarżeń fałszywych. Ale i w prawdziwych nie chodzi ani o dzieci, ani o moralność, lecz o wyłudzenie pieniędzy, o zniszczenie moralne bardziej wpływowych działaczy kościelnych, o odstraszenie od pracy nad młodzieżą, a przede wszystkim o kompromitowanie Kościoła katolickiego zgodnie z programem masonerii”. W prawie amerykańskim instytucje są odpowiedzialne finansowo za swoich pracowników, stąd lęk przed niosącym katastrofalne skutki oskarżeniem.
W świetle tego, co działo się w USA widać, jakie cele stawiają sobie wilki w owczej skórze działający u nas. Nagłaśniający rzekome skandale dziennikarze nabijają swoje konta stawiając pod ścianą oskarżeń przywódców Kościoła i całe wspólnoty. Zachodnie wzory upokarzania Kościoła mają być przeniesione do nas. Już zaczyna się tworzyć organizacje do walki z niepokornymi duchownymi i wiernymi. Ma być uruchomiona lawina pomówień i oskarżeń (por. niedawny artykuł na ten temat w „Życiu Warszawy”). Podstawę dla tego rodzaju procederu przygotowują „konserwatywni dziennikarze”, którzy już „zabłysnęli” rozkręcając spiralę lustracyjnych oskarżeń. Tym „inżynierom” medialnej socjotechniki, o ile są jeszcze w jakimś procencie katolikami, warto przypomnieć wezwanie abp. J. Foleya, które wygłosił 5 marca na rozpoczęcie sesji plenarnej Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu. Zdaniem księdza arcybiskupa, katolickie media nie mogą ograniczać się jedynie do wskazywania istniejącego w świecie zła, ale powinny w większym stopniu ukazywać istniejące w świecie dobro. Arcybiskup mówił o pracy Kościoła, o prowadzonych przez Kościół domach dla samotnych matek, o pracy z dziećmi porzuconymi przez rodziców czy z ofiarami epidemii AIDS. „Zachęcam dziennikarzy katolickich, by nie wstydzili się swej wiary, bo Jezus jest prawdą i życiem, i tego nie można się wstydzić. Katoliccy dziennikarze powinni być nie tylko ludźmi praktykującymi z przekonaniem swą wiarę, ale także profesjonalistami na najwyższym poziomie, ponieważ Bogu trzeba ofiarowywać jedynie to, co najlepsze” – powiedział w Radiu Watykańskim ks.abp Foley. Do dziennikarzy mediów świeckich zaapelował, by szanowali prawdę i prawa innych ludzi. „Zachęcam, by kierowali się w swej pracy uczciwością, obiektywizmem oraz by pracowali na rzecz dobra wspólnego”. Właśnie zwykłej ludzkiej uczciwości brakuje naszym wysoko opłacanym przez „media obcego ducha” przeciwnikom.
Kościół w dzisiejszym świecie jest atakowany wcale nie za przypadki zła, które zawsze były i prawdopodobnie będą, gdyż są związane ze skażeniem ludzkiej natury i grzechem świata, który odwraca się od Boga, ale ze względu na czynione przez Kościół dobro: obronę rodziny, ludzkiego życia, potępianie dewiacji itp. Nie przypadkiem, jak co roku, antykościelna ofensywa rozwija się szczególnie w okresie Wielkiego Postu. Upokarzani katolicy i obrzucani oszczerstwami duchowni mogą ją przyjąć w duchu umartwienia i pokuty.
