Nie chcę odznaczenia z rąk Komorowskiego

Z Małgorzatą Sokołowską, która odmówiła przyjęcia odznaczenia od
prezydenta Bronisława Komorowskiego, rozmawia Mariusz Bober

Dlaczego zdecydowała Pani o odmowie przyjęcia z rąk prezydenta Bronisława
Komorowskiego Krzyża Wolności i Solidarności dla swojej mamy śp. Wiesławy
Kwiatkowskiej?

– Aby moje motywy były w pełni zrozumiałe dla Czytelników, powiem najpierw kilka
słów o mojej mamie Wiesławie Kwiatkowskiej. Jak dotychczas, jest ona jedyną
osobą skazaną za Grudzień ´70…

I to nawet dwukrotnie, raz w PRL, a raz w III RP.
– To prawda. Podczas masakry robotników w grudniu 1970 r. mama była na ulicach
Gdyni i wszystko widziała. Była tak wstrząśnięta pacyfikacją, że te wydarzenia
na zawsze pozostały w jej pamięci i sercu. W 1980 r., gdy powstała
"Solidarność", mama rozpoczęła pracę w Komisji Historycznej Zarządu Regionu NSZZ
"Solidarność" w Gdańsku. Zajmowała się tam właśnie zbieraniem materiałów
dotyczących Grudnia ´70. Gromadziła relacje świadków – to były tak wstrząsające
przekazy, że nie dało się ich spokojnie słuchać. Gdy gen. Wojciech Jaruzelski
wprowadził stan wojenny w 1981 r., mama została aresztowana i skazana przez
sędziego Andrzeja Grzybowskiego, orzekającego w imieniu sądu Marynarki Wojennej
w Gdyni, na pięć lat więzienia. Skazano ją za to, że "nie zaprzestała
działalności związkowej polegającej na zbieraniu informacji dotyczących Grudnia
´70". Mama odsiedziała 1,5 roku, bo po pewnym czasie władze złagodziły wyrok.
Ale sama nigdy nie występowała o ułaskawienie, uznając, że nie będzie
przepraszała za to, za co nie powinno się przepraszać. Przetrzymywano ją i inne
kobiety skazane z dekretu o wprowadzeniu stanu wojennego m.in. w więzieniu w
Grudziądzu, gdzie panowały straszne warunki. To była po prostu forma znęcania
się.

Po 1989 r. mama miała nadzieję, że sprawa Grudnia ´70 zostanie wyjaśniona, a
sprawcy ukarani?

– Tak. Po upadku PRL mama ponownie zaczęła aktywnie zajmować się sprawą masakry
na Wybrzeżu. Pracowała wtedy w "Tygodniku Gdańskim". Jako dziennikarka brała
udział w początkowych przesłuchaniach prowadzonych przez prokuraturę Marynarki
Wojennej, która przygotowywała akt oskarżenia w sprawie Grudnia ´70. Ten temat
zawsze poruszał mieszkańców Trójmiasta. Wtedy też napisała książkę "Grudniowa
apokalipsa". Gdy przestał się ukazywać "TG", zaczęła pracę w "Dzienniku
Bałtyckim", na którego łamach relacjonowała przebieg grudniowego procesu. Od
samego początku bowiem działy się z nim rzeczy urągające sprawiedliwości, co
zresztą ma miejsce do dziś.

W efekcie Wiesława Kwiatkowska w III RP nie doczekała osądzenia sprawców
komunistycznej zbrodni na Wybrzeżu…

– Niestety nie. Zmarła pięć lat temu. W dodatku w 1997 r. została sama oskarżona
o obrazę sądu przez sędziego Włodzimierza Brazewicza, który usiłował wyłączyć z
aktu oskarżenia dwóch głównych oskarżonych w sprawie Grudnia ´70: gen. Wojciecha
Jaruzelskiego i Stanisława Kociołka. Mama była sądzona w Malborku. Przed
budynkiem sądu pikietowali w jej obronie działacze "Solidarności", wznosząc
transparenty z napisem: "Zamiast zbrodniarzy sądzą dziennikarzy". Jednym z
głównych oskarżonych w sprawie Grudnia ´70 jest gen. Wojciech Jaruzelski,
podobnie zresztą jak w procesie autorów stanu wojennego. I właśnie tego
Jaruzelskiego, oskarżonego o zbrodnie komunistyczne, prezydent Bronisław
Komorowski zaprosił do Rady Bezpieczeństwa Narodowego… Nie rozumiem, w czym on
miałby doradzać prezydentowi. Czy to jest "wybitny autorytet" w sprawie
niepodległego państwa? W tej sytuacji nie mogłabym przyjąć odznaczenia dla mojej
mamy, która była niezłomną działaczką na rzecz niepodległości Polski. Poważnie
zastanawiałam się nad tym i wiem, że mama nie przyjęłaby odznaczenia z rąk
takiej osoby. Dlatego ja również nie chciałam tego zrobić…

Mimo że z wnioskiem o uhonorowanie Pani mamy wystąpił Instytut Pamięci
Narodowej?

– Oczywiście nie chciałabym występować przeciw IPN. Podobnie jak moja mama
bardzo cenię działalność tej instytucji. Mama byłaby na pewno zaszczycona
odznaczeniem nadanym przez IPN, ale nie z rąk prezydenta Komorowskiego. Nie
można jedną ręką witać człowieka oskarżonego o zbrodnie, a drugą – dawać
odznaczenia ludziom, którzy w okresie stanu wojennego bronili niepodległości
Polski…

I którzy bezskutecznie domagają się osądzenia winnych, bo sądy nie kwapią się
do rozliczania zbrodni PRL.

– Proces w sprawie Grudnia ´70 ciągnie się niemal przez całą historię III RP –
od 8 października 1990 r., gdy rozpoczęło się śledztwo. Podobnie było z
osądzeniem winnych masakry górników z kopalni "Wujek". To jakieś kuriozum! To
tak, jakby wymiar sprawiedliwości był wolny od poczucia sprawiedliwości…

W poniedziałek warszawski sąd zawiesił proces Wojciecha Jaruzelskiego w
sprawie Grudnia ´70 – ze względu na stan zdrowia głównego oskarżonego…

– Najpierw gen. Jaruzelskiego sąd wyłączył z głównego procesu, potem zawiesił to
postępowanie ze względu na zły stan zdrowia oskarżonego. A sam proces zaczął się
od nowa, bo zmarł jeden z ławników. I to po raz trzeci: w 1995 r. w sądzie w
Gdańsku prokurator odczytał po raz pierwszy akt oskarżenia, w 1999 r.
postępowanie zostało przeniesione do sądu w Warszawie, by oskarżonym było
bliżej. I teraz, po 11 latach i przesłuchaniu większości z ponad tysiąca
świadków – wszystko od nowa… Dlatego mnie to już nie dziwi.

Jak ocenia Pani politykę odznaczeniową i historyczną prezydenta
Komorowskiego, który najwyższymi orderami honoruje czołowych przedstawicieli
establishmentu? Wspiera budowę pomnika dla bolszewickich najeźdźców pod Ossowem,
a jednocześnie sprzeciwia się upamiętnieniu śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i
ofiar katastrofy smoleńskiej.

– Krótko po katastrofie rządowego samolotu red. Grzegorz Miecugow z TVN mówił o
budzeniu "demonów patriotyzmu"… To był dla mnie szok. Patriotyzm nie ma
żadnych demonów! One mogą czaić się w różnych ideologiach, nacjonalizmie, ale
nie w patriotyzmie, który z definicji jest czysty i szlachetny! Coraz mniej
rozumiem, co dzieje się w Polsce. Nie rozumiem prezydenta, podobnie jak Adama
Michnika, który mówił o gen. Czesławie Kiszczaku jako o "człowieku honoru" i
promował książkę Jaruzelskiego w Paryżu. A teraz odnoszę wrażenie, jakby ekipa
rządząca podpisywała się pod stwierdzeniem red. Miecugowa.

Dziękuję za rozmowę

drukuj