Nauczał o miłości i umiał nią żyć

Z siostrą profesor Zofią Zdybicką ze Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego, wieloletnim dziekanem Wydziału Filozofii KUL, rozmawia Adam Kruczek

Jak zaczęła się blisko półwieczna znajomość Siostry Profesor z Ojcem Świętym Janem Pawłem II?
– Znałam go dokładnie 49 lat. Rozpoczęłam studia w 1956 r. i na pierwszym roku mieliśmy wykład z etyki prowadzony przez dominikanina ojca Bednarskiego, który pod koniec października 1956 r. wyjechał do Rzymu. Przejął nas zupełnie nam wcześniej nieznany ks. prof. Karol Wojtyła. Pamiętam, jak pierwszy raz wszedł na salę wykładową, takim spokojnym krokiem, troszkę pochylony, jakby zamyślony. Uderzyła nas od razu Jego osobowość i sposób bycia. Miał piękne wykłady, które prowadził w swoisty sposób. Nie czytał, nie posługiwał się notatkami, lecz myślał i mówił, i to w taki sposób, że wiedzieliśmy, iż nie przekazuje nam jakiejś wiedzy wyuczonej, ale że on tym żyje. To nie był zwykły profesor filozofii, ale prawdziwy myśliciel.

Czego dotyczyły te wykłady?
– Przez dwa lata miałam szczęście słuchać wszystkich wykładów ks. prof. Wojtyły z etyki ogólnej i szczegółowej. Wtedy, pod koniec lat 50., przygotowywał pracę „Miłość i odpowiedzialność”. O miłości potrafił mówić pięknie. Widać było, że interesował go człowiek, był nim wręcz zafascynowany, chciał pokazać nie tylko nauce, ale żywemu człowiekowi, jak wielką ma wartość, godność, jak powołany jest do wielkiej miłości. Mówił o miłości rodzinnej, małżeńskiej i czynił to w sposób dotychczas niespotykany. Przeczytałam w jego sztuce „Przed sklepem jubilera” zdanie: „Nauczyłem się kochać miłość ludzką”, i to dawało się wyczuć na Jego wykładach, że On to czyni z miłości. Nie zapomnę nigdy Jego słów, że miłość wzajemna między ludźmi, między mężczyzną a kobietą, miłość człowieka do Pana Boga i Boga do człowieka jest najwyższą wartością i najwyższym zadaniem, że miłość to życie dla innych, dla drugiego. Człowiek powołany jest do takiej miłości, która jest gotowa oddać życie dla drugiego. Podawał przykłady, że np. mężczyźni taką gotowość wyrażają w czasie wojny dla obrony innych, kobiety – stojąc czasem przed wyborem między życiem dziecka a własnym.

Jaki był stosunek ks. prof. Wojtyły do studentów?
– Nieomal od pierwszego spotkania czuliśmy, jak nas, studentów, poważnie traktuje, a jednocześnie, jak chce nam pomagać. Był zawsze dostępny, nie było najmniejszych problemów z umówieniem się na konsultacje, ale też na rozmowę prywatną. Był stale gotowy do pomocy. Kiedyś przyszła do mnie znajoma studentka z UMCS, która miała narzeczonego odmawiającego pójścia do spowiedzi. Prosiła o skontaktowanie z księdzem, który mógłby go przekonać. Od razu pomyślałam o ks. prof. Wojtyle. Nie tylko przekonał tego mężczyznę, ale ich kontakty trwały całe życie.Oddziaływał też na studentów swoją religijnością. Na przerwach między zajęciami widać Go było zawsze z brewiarzem, z różańcem w dłoniach, często klęczał, modląc się przed tabernakulum w kościele akademickim, lub spowiadał. Udzielał się też w posłudze kapłańskiej, prowadził rekolekcje dla studentów, dni skupienia. Zawsze brał udział w naszych akademickich opłatkach i innych uroczystościach czy imprezach uniwersyteckich.

A jaki był na egzaminach?
– Łagodny, cierpliwy, ale jednocześnie wymagający. Nie stawiał piątek za byle co. Na egzaminie niewiele mówił, słuchał, a potem rzetelnie oceniał.

A jak by Siostra określiła sposób uprawiania filozofii przez ks. prof. Karola Wojtyłę?
– Był na pewno głębokim filozofem, ale o rysie filozofa-myśliciela. Nie mówił dużo, zastanawiał się, słuchał, czytał, a swoje myślał. Miał własną wizję uprawiania filozofii i to się czuło. Miałam możność śledzenia Jego trudów filozoficznych, gdy przygotowywał „Miłość i odpowiedzialność”, a potem „Osobę i czyn”. Widziałam, jak drążył tę problematykę, jak bardzo chciał zgłębić to, co uważał za wielką potrzebę współczesnej kultury, a więc pełną prawdę o człowieku, i ukazać w nowy sposób, co Mu się, jak wiadomo, udało.

Na czym polegała oryginalność Jego filozofii?
– Niewątpliwie dopracował się istotnego novum w filozofii. Jak sam pisze, oscylował między arystotelizmem i tomizmem a fenomenologią. Chodziło mu o to, żeby w filozofii nie zajmować się tylko prawdą obiektywną, tylko żeby oprzeć się również na pewnym doświadczeniu ludzkim, na prawdach, które człowiek osobiście przeżywa. On dopełnił wizję Tomaszową, która jest wizją obiektywistyczną, wglądem we wnętrze osoby ludzkiej. Ale nie przeszedł na pozycje świadomościowe i nie przyjął, że w punkcie wyjścia jest świadomość, ale poznanie, a więc był realistą. Jasno to wyrażał. Dopełnił antropologię, odwołując się do doświadczenia ludzkiego, doświadczenia siebie jako sprawcy czynu, a jeśli chodzi o etykę – o doświadczenie moralne i doświadczenie moralności.

Ksiądz profesor Karol Wojtyła wymieniany jest jako współtwórca słynnej Lubelskiej Szkoły Filozoficznej.
– To był złoty wiek filozofii na KUL. Przypadał na trudne czasy, gdy prawda w Polsce była zagrożona przez ateistyczną ideologię marksistowską. Wybitni profesorowie, których wielu wówczas na KUL pracowało, jednoczyli się w trosce o prawdę i tworzyli przyjazne – w sensie ludzkich relacji – spotkania i konwersatoria. Odbywały się one zwykle u prof. Lecha Kalinowskiego. Tam tworzyła się Lubelska Szkoła Filozoficzna. Każdy z profesorów coś do niej wnosił. Przychodzili m.in. profesorowie Kamiński i Stefan Swieżawski, ks. prof. Wojtyła, wiodącą osobą był o. prof. Mieczysław Albert Krąpiec. To było wzajemnie dopełniające się i bardzo żywe intelektualnie środowisko.

W jakiej atmosferze toczyły się na KUL dyskusje filozoficzne z udziałem ks. prof. Wojtyły? Wiadomo, że tomizm i fenomenologia, a także filozoficzne środowisko lubelskie i krakowskie miały wiele punktów spornych.
– Te relacje były zawsze przyjacielskie. Po napisaniu pracy „Osoba i czyn”, a wtedy ks. prof. Wojtyła był już kardynałem, w 1969 r. odbyła się na KUL dyskusja nad tą książką. Pamiętam, że przebiegała w atmosferze naukowego dyskursu, książkę uznano za wielką wartość, za nowy etap w dziedzinie antropologii, choć oczywiście, jak to w naukowej dyskusji, wskazywano na potrzebę pewnych dopełnień tego ujęcia. Ksiądz profesor Wojtyła słuchał zawsze wszystkich uwag z najwyższym spokojem. Nie był napastliwy. W dyskusjach zachowywał się niezwykle subtelnie i delikatnie. Przez cały czas naszej znajomości nigdy nie widziałam Go uniesionego. Zawsze cechowały Go spokój, głębia, skoncentrowanie się na prawdzie. Uczestniczyłam w tej dyskusji i mam jak najlepsze odczucia.

Czy w relacjach ks. Karola Wojtyły z otoczeniem miała znaczenie Jego stale rosnąca pozycja w hierarchii kościelnej?
– Ksiądz profesor Karol Wojtyła, potem Ojciec Święty Jan Paweł II, to był człowiek nadzwyczajny. I filozofię, i kapłaństwo, i te formy udziału w Kościele, czy to jako zwykły ksiądz, czy jako biskup, czy jako kardynał, czy jako Papież, traktował niezmiennie jako służbę, jako głoszenie Chrystusa, Jego miłości, jako pomoc człowiekowi w drodze do zbawienia. Był człowiekiem, przy całej mądrości, przy całym swoim majestacie i dostojeństwie – prostym, tak zwyczajnym, tak naturalnym, że nie budził, nawet jako Papież, żadnych emocji negatywnych, jak lęk czy drżenie przed majestatem. Zmieniały się formy Jego służby, On dokonywał trudnych wyborów, jak wiemy, najpierw myślał, że będzie aktorem, księdzem, filozofem – a we wszystkich tych dziedzinach był twórczy – potem przyszło biskupstwo. Po tej nominacji przez osiem godzin modlił się bez przerwy w naszej kaplicy Sióstr Urszulanek w Warszawie. A potem, jak wiadomo, niełatwo Mu było przyjąć ten jakże odpowiedzialny i wielki, pełen trudu urząd Papieża. To Jego pójście za Chrystusem stanowi wielki przykład, jak Duch Święty Go prowadził i jak On odpowiadał na te trudne wezwania. Dlatego tak bliski był Mu św. Albert Chmielowski, który też dokonał trudnego wyboru. On szedł do Chrystusa poprzez ludzi, z ludźmi i dla ludzi.

Co zawdzięczają Kościół i współczesna kultura Janowi Pawłowi II?
– Uważam, że to jest wielki święty, wielki Papież, zgadzam się ze wszystkimi tymi tytułami, które Mu Kościół i świat przypisują. Bo On był wielki w swojej miłości. Ta jego wielkość ma jak gdyby dwa wymiary. Był wielkim myślicielem i wielkim mistykiem. Jako myśliciel wypracował nową antropologię filozoficzną, personalistyczną, dopełnioną przez Niego jako Papieża wizją objawioną, że dopiero Chrystus pozwala w pełni zrozumieć człowieka, co zawarte jest w znamiennych słowach: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi”, gdyż dopiero Chrystus wyjaśnia całkowicie życie ludzkie. I na podstawie tej wizji dokonał pewnego zwrotu w Kościele i w kulturze. Podejmował problemy kultury, rodziny, małżeństwa, polityki, społeczności, wszystko w duchu wypracowanego przez siebie personalizmu. To jest Jego wielki wkład jako myśliciela. I widać, jak to narastało w kolejnych etapach Jego życia i posługi. Trudno zrozumieć papieskie encykliki, jeśli nie zna się Jego filozofii. Zresztą pod koniec życia napisał wspaniałą encyklikę „Fides et ratio”, pokazując, jak ważna jest dobra filozofia dla życia ludzkiego, kultury, teologii, dla Kościoła. Miał odwagę rozumu i odwagę wiary, jak powiedział o nim Benedykt XVI. To jest nieoceniony wkład. I do tego udało Mu się nawiązać kontakt z kulturą współczesną, co też jest wielkim osiągnięciem.

A znaczenie Jana Pawła II jako mistyka?
– Szedł w mistyce za św. Janem od Krzyża, ale jak we wszystkim i tu był oryginalny. Dał nowe akcenty w rozumienie mistyki, ukazując jej podstawę jako zjednoczenie w pełni z Chrystusem. To zjednoczenie z Bogiem jest doskonaleniem siebie i świata. Niesie za sobą pozytywny stosunek do ludzi, do całego świata, który jest dziełem Bożym, otwarcie na świat, otwarcie na kulturę, doskonalenie kultury, aby widzieć świat w prawdzie, stworzony i odkupiony przez Chrystusa. Jan Paweł II uważał, że mistyka powinno cechować twórcze istnienie w świecie. Nie chodzi o to, aby zamknąć się, bo zarówno ludzie, jak i świat są stworzeni przez Pana Boga, więc mistyka to nie jest ucieczka od świata, ale umiłowanie świata. I sam realizował to umiłowanie każdego człowieka. Posiadał niezwykły kontakt z Chrystusem, Maryją, Kościołem. Głęboka, mocna wiara, niezłomna nadzieja i płomienna miłość to jeden wielki strumień Jego życia. Kochał, a jeszcze nieustannie modlił się o miłość. Kilka miesięcy przed śmiercią, 14 sierpnia 2004 r., chory, utrudzony, ale młody duchem modlił się w Lourdes do Maryi słowami: „Dobra Matko, miej litość dla mnie, całkowicie się Tobie oddaję, spraw, aby moje serce całe płonęło miłością do Jezusa”.
Jeżeli mistyczne zjednoczenie z Chrystusem ma według Jana Pawła II prowadzić do twórczego istnienia w świecie, to On tę twórczość rozwinął w wymiarze przekraczającym wszelkie miary. Spójność życia wewnętrznego, modlitwy i działania, kontemplacji i twórczości, rozumu i wiary, słowa i czynu, nauczania w życiu i osobie Jana Pawła II osiągnęły jakiś stan doskonały.

Dziękuję za rozmowę.
drukuj