Nasza wolność to cud

Z ks. bp. Eduardo Hiiboro Kussalą, ordynariuszem diecezji
Tombura-Yambio w Sudanie Południowym, rozmawia Agnieszka Gracz.

 
Jaka jest sytuacja wspólnoty katolickiej w Sudanie Południowym kilka
miesięcy po uzyskaniu niepodległości?

– Na pewno sytuacja katolików obecnie jest dużo lepsza niż wówczas, kiedy nasz
kraj nie był podzielony. Przede wszystkim teraz wśród mieszkańców Sudanu
Południowego dominują chrześcijanie. Wielu wiernych wyznaje katolicyzm i są oni
też silnie związani z Kościołem. Odłączenie się od północnej części państwa i
uzyskanie niepodległości postrzegane jest przez ludzi jako cud od Boga.
Mieszkańcy Sudanu Południowego, a także rząd są także wdzięczni Kościołowi
katolickiemu za jego posługę. W Sudanie Południowym muzułmanie są wspólnotą
liczącą poniżej 5 proc. wiernych, nie mają więc mocnej pozycji. W samym Sudanie
Południowym mamy siedem diecezji, ale są one bardzo duże. Liczba katolików sięga
ośmiu milionów w prawie dziesięciomilionowej populacji.

Państwo potrzebuje teraz pomocy w tworzeniu infrastruktury, usług…
Jakie są najpilniejsze wyzwania dla Sudanu Południowego?

– Nowe niepodległe państwo stoi w obliczu ogromnego zadania i wyzwania budowy i
przebudowy. Brakuje nam wielu podstawowych usług i struktur takich jak służba
zdrowia, edukacja, infrastruktura drogowa, ale i narzędzia, żywność, woda czy
nawet nasiona. Poza tym w Sudanie Południowym pośród naszej społeczności
odnotowuje się bardzo wysoki wskaźnik analfabetyzmu, kobiety, a szczególnie
dzieci naprawdę cierpią. Brakuje nam środków finansowych, aby zapewnić
podstawowe usługi i zacząć się rozwijać.

Ksiądz Biskup powiedział niedawno, że "rozwój jest inną nazwą pokoju".
Wiemy, że Kościół katolicki od dawna angażuje się w pomoc…

– To prawda, inną nazwą pokoju jest też rozwój, postęp. Jest on ważny i Kościół
poza duszpasterstwem zawsze aktywnie angażował się w taką działalność, zakładał
i prowadził szkoły, angażował się w pomoc na płaszczyźnie medycznej czy poprzez
wspieranie programów zrównoważonego rozwoju. Potrzeby są ogromne, ponieważ wiele
z istniejących kościołów, domów biskupich czy budynków należących do Kościoła
zostało zniszczonych. Często nasi księża cierpieli z powodu głodu, byli bez
dachu nad głową, bez środków transportu, aby móc dotrzeć do wiernych do parafii.
Jako biskup nie mam również samochodu, który ułatwiłby mi pełnienie posługi
duszpasterskiej, również mój dach niestety przecieka podczas ulewy, a to
powoduje zniszczenie pomieszczeń. W tym momencie Konferencja Episkopatu naszego
kraju nie ma środków finansowych, budynków ani też wystarczającej liczby księży
czy wykwalifikowanego personelu, który mógłby nas wesprzeć.

Czy wierni w Sudanie otrzymują wsparcie od innych katolików?
– Wspierają nas bracia i siostry ze wspólnot z całego świata. Jednak jest
jeszcze bardzo dużo do zrobienia. W tym momencie mamy za mało kapłanów, chociaż
swoją pracą wspierają nas misjonarze. Z moich obserwacji wynika, że wzrasta
liczba powołań do życia kapłańskiego, tak jak dzieje się to w mojej diecezji
Tombura-Yambio. W mojej diecezji liczba powołań do kapłaństwa jest najwyższa,
mamy 90 seminarzystów. Ale jednym z najpoważniejszych problemów, jakie teraz mam
w diecezji, jest brak środków na studia i utrzymanie przyszłych kapłanów. Bardzo
się martwię, jak uda się nam zapewnić im dalsze studia i formację.

Czego oczekują katolicy od nowego rządu?
– Przede wszystkim dobrego rządzenia, ustanowienia prawa, ochrony i pokoju.
Potrzebne jest wsparcie humanitarne, stworzenie systemu edukacyjnego i innych
usług, które pozwolą nam się rozwinąć. Jako katolicy natomiast potrzebujemy
wsparcia dla naszych kościołów.

Od 19 do 28 października w diecezji Wau odbyło się spotkanie Konferencji
Episkopatu Sudanu. Proszę powiedzieć, co było głównym jego punktem?

– To było pierwsze spotkanie Konferencji Biskupów Sudanu po podziale i uzyskaniu
niepodległości przez Sudan Południowy. Owocem obrad jest oświadczenie hierarchów
Kościoła. Mimo tegorocznego głosowania i odłączenia się południowej części kraju
Kościół w Sudanie i w Sudanie Południowym postanowił pozostać zjednoczony.
Zostaną natomiast utworzone dwa sekretariaty: w Dżubie – stolicy Sudanu
Południowego, i w Chartumie – stolicy Sudanu.

Dziękuję za rozmowę.

 

***

Najbardziej prześladowani

Około stu milionów ludzi na całym świecie cierpi z powodu wyznawania
wiary w Chrystusa! Z najnowszego raportu "Męczennicy 2011" wynika, że
chrześcijanie stanowią ciągle najbardziej prześladowaną grupę religijną. Z coraz
większej liczby krajów arabskich znikają chrześcijanie. Ich sytuacja wciąż się
pogarsza. Wystarczy spojrzeć na Egipt, gdzie po zmianie władz w tym kraju
wzrosła skala ataków na świątynie chrześcijańskie.

Obecnie w Egipcie płonie coraz więcej kościołów, giną chrześcijanie, a coraz
więcej dziewcząt z chrześcijańskich rodzin pada ofiarą porwań i jest zmuszanych
do zamążpójścia za muzułmanów, z czym wiąże się przymusowe przejście na islam.
Jak czytamy w raporcie "Męczennicy 2011", dyskryminacja chrześcijan, która jest
dziełem radykalnych muzułmanów, sprawia, że coraz więcej wyznawców Chrystusa
opuszcza Bliski i Środkowy Wschód. "Prześladowania i ucieczka chrześcijan ze
świata arabskiego są obecnie najpoważniejszym jakościowo pogwałceniem wolności
religijnej na świecie, które w ostatnich latach osiągnęły dramatyczny punkt
szczytowy" – czytamy we wstępie do raportu opublikowanego przez ewangelicką
agencję informacyjną Idea oraz Dzieło Pomocy Prześladowanym Chrześcijanom "Open
Doors".
Na liście krajów, w których chrześcijanie są najbardziej prześladowani, w
pierwszej dziesiątce znajduje się osiem państw arabskich. Już od 10 lat na
pierwszym miejscu jest komunistyczna Korea Północna. Na dalszych pozycjach
zapisano: Iran, Afganistan, Arabię Saudyjską, Somalię, Malediwy, Jemen, Irak,
Uzbekistan oraz Laos. W tym ostatnim państwie, położonym w południowej Azji,
chrześcijanie są traktowani jako agenci USA, którzy dążą do demokratyzacji
kraju. Wielu więzionych chrześcijan zmuszanych jest do wyrzeczenia się wiary. W
ostatnim czasie życie straciło tam co najmniej 25 wyznawców Chrystusa. Z kolei w
Korei Północnej chrześcijanie zbierają się w podziemiu, gdyż za publiczne
wyznawanie wiary grozi więzienie, obóz pracy lub kara śmierci. W
północnokoreańskich obozach pracy przebywa obecnie blisko 70 tys. wyznawców
Chrystusa.
W styczniowym raporcie "Prześladowani i zapomniani" na temat represji wobec
chrześcijan w latach 2009-2010, przygotowanym przez organizację Pomoc Kościołowi
w Potrzebie, można przeczytać aż o 200 milionach osób brutalnie prześladowanych
z powodu wiary i 170 tysiącach zamordowanych. Dokument informuje, że w ponad 70
krajach świata dochodzi do dyskryminacji chrześcijan ze względu na wyznawaną
wiarę! Najgorszy los spotyka ich m.in.: w Afganistanie, Chinach, Korei
Północnej, Myanmarze, Iraku, Pakistanie, Nigerii, Sudanie, Wietnamie oraz w
Zimbabwe. Każdego dnia wyznawcy Chrystusa narażeni są tam na szykany,
dyskryminację, utratę prywatnego mienia, a nawet na śmierć.
Wśród źródeł prześladowań raport wymienia radykalny islam, hinduizm i buddyzm
oraz komunistyczne reżimy totalitarne i autorytarne. W raporcie wspomniano także
o prześladowaniach wewnątrzchrześcijańskich. Zdarzają się bowiem przypadki
ograniczania praw i swobód członków Kościołów i wyznań mniejszościowych w
krajach, w których przeważają wyznawcy prawosławia. W Rosji, Gruzji, Grecji,
częściowo też w Bułgarii, często katolików, protestantów, zwłaszcza baptystów
traktuje się jako obywateli drugiej kategorii.

 

Małgorzata Pabis, KAI

drukuj