Nangar Khel od początku
Sąd Najwyższy prawomocnie uniewinnił trzech żołnierzy od zarzutu zbrodni
wojennej w Nangar Khel. Czterech czeka kolejny proces. Ich sprawa wraca do
pierwszej instancji.
– Trzeba przyjąć każdy wyrok ze zrozumieniem i przeanalizować sentencje. To,
co dziś sąd orzekł, nie przesądza o naszej winie. Uniewinnienie trójki żołnierzy
to przede wszystkim sukces generałów, ich rodzin i adwokatów. Z tego faktu się
cieszymy. My musimy walczyć dalej. Jesteśmy niewinni – mówił dziennikarzom po
ogłoszeniu wyroku chor. Andrzej O. Jego proces ruszy od początku. Sąd Najwyższy
uniewinnił wczoraj trzech z siedmiu żołnierzy, których prokuratura wojskowa z
Poznania oskarżyła o zbrodnię wojenną. Są nimi: kpt. Olgierd C., dowódca bazy
Charlie w Afganistanie (według Sądu Najwyższego, nie można przypisać mu wydania
rozkazu ostrzelania wioski) oraz st. szer. Jacek J. i Robert B. Sprawa
pozostałej czwórki: ppor. Łukasza B., chor. Andrzeja O., plut. rez. Tomasza B.
oraz st. szer. rez. Damiana L., będzie dalej rozpatrywana przez Wojskowy Sąd
Okręgowy w Poznaniu. Sąd Najwyższy uznał za niezasadne uniewinnienie mężczyzn w
czerwcu zeszłego roku. Według sędziów Izby Wojskowej Sądu Najwyższego, sąd
okręgowy nie wyjaśnił żadnych przyczyn zaatakowania niebronionego obiektu ani
też nie poczynił ustaleń, na czyj rozkaz otworzono ogień. Według sędziów Sądu
Najwyższego, zastosowanie wobec oskarżonych zasady, że niedające się usunąć
wątpliwości rozstrzyga się na korzyść podsądnych i uniewinnia ich z powodu braku
wystarczających dowodów winy, było nieuzasadnione. Sędziowie wskazywali, że
podsądni składali sprzeczne relacje o przebiegu zdarzeń. – Sąd nie dążył do
wyjaśnienia tych wątpliwości za pomocą innych dowodów, np. zeznań świadków. Sąd
także nie dostrzegł, że oskarżeni składali relacje takie, aby w jak
najkorzystniejszym świetle przedstawić siebie – powiedział w trakcie ogłaszania
wyroku sędzia płk Krzysztof Mastalerz. Sąd wskazał także m.in., że oskarżeni B.,
O., i B. przedstawiali różne wersje ostrzału wsi. Najpierw utrzymywali, że była
to odpowiedź na ostrzał ze strony talibów, innym razem, że działali na rozkaz, a
jeszcze innym – że amunicja była wadliwa.
Szeregowi bez zamiaru zabójstwa
Sąd Najwyższy uznał wczoraj, że dwaj starsi szeregowi Robert B. i Jacek J.
nie mieli zamiaru zabójstwa cywili, działali na rozkaz i nie mieli podstaw go
kwestionować. Sędzia Wiesław Błuś w ustnym uzasadnieniu wyroku stwierdził, że
brakuje dowodów na to, iż ci żołnierze "swoją świadomością i wolą obejmowali
strzelanie do wiosek i że działali z zamiarem zabójstwa cywili". Z ustaleń Sądu
Najwyższego wynika, że to plut. Tomasz B. wydał polecenie rozłożenia moździerza
60 mm i ustawienia go według parametrów, jakie podał. – Szeregowi mieli prawny
obowiązek wykonać rozkaz pod sankcją odpowiedzialności karnej. Mieli prawo
zakładać, że dowódca ich drużyny wydaje im rozkaz, który obiektywnie jest
słuszny – mówił sędzia. Błuś podkreślił również, że choć na odprawie przed
wyjazdem nie zakładano użycia moździerza, to jednak sytuacja na polu walki mogła
ulec zmianie. A szeregowi nie mieli możliwości zakładać, że ich moździerz będzie
użyty przeciwko niebronionemu obiektowi i ludności cywilnej. – Proces w sprawie
Nangar Khel nie jest procesem całej polskiej armii i nie może rzutować na ocenę
całości działań naszych sił w Afganistanie – dodał sędzia Wiesław Błuś.
Sąd Najwyższy uchylił również wyrok uniewinniający – z powodu braku dowodów –
st. szer. rez. Damianowi L., który jako jedyny z podsądnych nie miał zarzutu
zabójstwa cywilów w wyniku ostrzału z moździerza, ale ostrzelania z karabinu
maszynowego WKM niebronionego obiektu cywilnego. – Sąd orzekający nie może się
uchylać od podejmowania decyzji, którym dowodom daje wiarę, a którym
wiarygodności odmawia – powiedział sędzia Marian Buliński, uzasadniając
uchylenie uniewinnienia. Wyroki w sprawie kpt. Olgierda C. oraz szeregowych J. i
B. są już prawomocne. Prokuratura może jeszcze złożyć kasację w ich sprawie.
Prokurator wojskowy płk Jakub Mytych powiedział, że najpierw chce się zapoznać z
pisemnym uzasadnieniem wyroku. – Czterech żołnierzy musi czekać na wyrok sądu I
instancji, natomiast ci trzej, którzy zostali uniewinnieni, mają prawo dochodzić
swoich praw, zadośćuczynienia za naruszenie godności i honoru żołnierskiego oraz
za to, że tak potraktowano ich rodziny, szczególnie w czasie aresztowania –
powiedział dziennikarzom po ogłoszeniu wyroku obecny na sali sądowej gen.
Waldemar Skrzypczak, doradca ministra obrony narodowej. Skrzypczak stwierdził,
że zdziwiło go orzeczenie Sądu Najwyższego, nie chciał jednak go komentować.
Zadeklarował natomiast pomoc dla żołnierzy, wobec których proces ruszy od
początku. – Szkoda tylko, że jeszcze w MON nie ma takiej instytucji, która by z
urzędu broniła żołnierzy. Taka instytucja moim zdaniem jest konieczna, być może
jej powstanie stanie się niedługo faktem – dodał Skrzypczak.
Do zdarzenia w wiosce Nangar Khel doszło 16 sierpnia 2007 roku, 28 km na
północ od miasta Wazi-Khwa w Afganistanie. Polscy żołnierze przeprowadzili
ostrzał wioski wielkokalibrowym karabinem maszynowym i granatami moździerzowymi
o kalibrze 60 milimetrów. W jego wyniku śmierć poniosło sześciu cywilów, w tym
kobiety i dzieci, trzy osoby zostały ciężko ranne. Uczestnicy patrolu, który
ostrzelał wioskę, twierdzili najpierw, że zostali ostrzelani przez napastników,
później część z nich mówiła, że współrzędne do ostrzału moździerzowego otrzymali
od dowódcy bazy, a trafienie budynków w wiosce mogło być wynikiem błędu w
obsłudze moździerza lub wadliwego sprzętu.
Piotr Czartoryski-Sziler
